Nickelback - Trying Not To Love You
Staram się ciebie nie kochać, tylko to zaszło za daleko.
Staram się ciebie nie potrzebować, to mnie rozrywa na strzępy.
Nie widzę światełka w tunelu, jestem tutaj, na dole, na podłodze
i nadal próbuję, sama nie wiem, po co.*
Minionej nocy znów śniła o swoim synku i kiedy uniosła powieki rano, przez chwilę żyła złudzeniem, że Benjamin nigdy nie zaginął, że był wciąż przy niej, bezpieczny i zdrowy. Uśmiechnęła się promienniej, niż wczoraj czy tydzień temu. Próbowała czerpać z tego snu łapczywie, zachłysnąć się imitacją szczęścia, jakiej posmakowała tej nocy. A potem pojawiła się rzeczywistość, zabierając jej beztroskę i lekkość bez pytania.
Spojrzała w bok i wzrokiem odnalazła mężczyznę. Oczy miał otwarte, ale nie patrzył w jej kierunku, tylko na sufit, jak gdyby szukał tam odpowiedzi na kłopotliwe pytania, które go trapiły. Twarz miał zamyśloną i zatroskaną, a spod kołdry wyglądała nonszalancko jego klatka piersiowa. Michelle poczuła narastający gniew. Czy Dylan nie czuje się tu zbyt dobrze? Nie mieszka już tu. Są w separacji, tak jakby byli małżeństwem już tylko na papierku. Nie może tak po prostu przychodzić, kiedy mu się podoba i wykorzystywać jej momentu słabości.
Dziewczyna odwróciła wzrok, obawiając się, że brunet w jakiś sposób odgadnie jej myśli. Coraz częściej nie potrafiła zrozumieć samej siebie. Nikt nie kazał jej spędzać z nim kolejnej nocy, udając, że między nimi nic się nigdy nie popsuło. Znów pozwoliła mu tu zostać, ponieważ jej samotność przybierała chorobliwych rozmiarów. Potrzebowała kogokolwiek. Potrzebowała czuć, że nie jest wszystkim obojętna, a tak naprawdę tylko on jeszcze nie obraził się na nią za jej chłód. Wszystkich innych zbyła już dawno, nie mając najmniejszej ochoty na czyjeś towarzystwo, Dylan natomiast wciąż miał u niej specjalne względy. Bądź co bądź, teoretycznie wciąż był jej mężem.
Michelle wstała z łóżka i pospiesznie narzuciła na siebie popielatą bluzę i dżinsy. Włosy niedbale przeczesała palcami, po czym związała je gumką i podeszła do drzwi. W ostatniej chwili, nim mężczyzna zatrzymał ją pytaniem, sama zawahała się i rzuciła w jego stronę:
- Chodź ze mną.
OOO
Trzy lata temu lubiła siebie, swój wygląd i wnętrze. Miała swoje pasje i próbowała robić wszystko tak, by mieć czas na przyjemności - byle tylko nie wpaść w nieprzyjemną rutynę. Trzy lata temu miała marzenia, które pielęgnowała latami, byle tylko nie stracić ich z oczu. Niejednokrotnie łapała się na tym, że żyła bardziej fikcją, niż rzeczywistością - ale czy to dziwne, gdy jej realny świat był tak daleki od ideału? Trzy lata temu potrafiła ryzykować, ślepo wierząc, że Bóg czuwa nad nią i nie pozwoli jej zbłądzić. To był chyba największy dowód jej naiwności, która doprowadziła do niejednej tragedii.
Florence zacisnęła pięści. Miała ochotę z całej siły uderzyć nimi w ścianę, tylko po co? To tylko cegła, pozbawiona uczuć i emocji. O wiele lepiej zadać ból samej sobie - to przynajmniej będzie sensowna ofiara.
Zachowywała się tak, jakby wpadła w trans. Z salonu popędziła prosto do łazienki. Otworzyła szafkę pod umywalką i sięgnęła ręką po niewielkie pudełeczko. Uniosła wieko i tęsknym wzrokiem oprowadziła niewielki przedmiot, który odbijał blask jej załzawionych oczu w sobie.
W tej samej chwili do uszu kobiety dotarł dźwięk dzwonka. Postanowiła go zignorować, jednak jej gość nie dawał za wygraną.
- Piękna, otwórz! - krzyczał zachęcająco Liam, coraz energiczniej uderzając dłonią w drzwi. - Wiem, że tam jesteś. Przyniosłem czekoladki i wiesz, co jeszcze zrobiłem? - roześmiał się, po czym kontynuował: - Zamówiłem na twój adres ogromną pizzę, więc jeśli nie chcesz za nią płacić, nie masz wyboru - musisz wpuścić mnie do środka.
Dziewczyna poczuła, jak gotuje się krew w jej żyłach. Odkąd zobaczyła Liama po raz pierwszy, była pewna, że zależy mu tylko na poderwaniu jej i zabawieniu się jej kosztem. Nie zamierzała spełnić jego zachcianek, nie mogła jednak zlekceważyć jego dobijania się do mieszkania. Ze zniechęceniem podeszła do drzwi i uchyliła je, patrząc na bruneta bezlitośnie. Na jego twarzy malował się irytujący uśmieszek.
- To jak, mała? Pepperoni czy hawajska? - mężczyzna poruszył brwiami jednoznacznie, a ciemnowłosa uśmiechnęła się, odczuwając swego rodzaju satysfakcję z tego, że za moment go spławi.
- Żadna, jestem na diecie - odparła krótko. - I tak na przyszłość, zapowiadaj swoją wizytę. Mogło mnie przecież nie być w domu.
- Serio? Bo coś mi się zdawało, że raczej nieczęsto wyściubiasz nos poza swoje terytorium - zdziwił się, a Florence zdenerwowała się już nie na żarty.
- A może po prostu czekam na naprawdę godne mojej uwagi towarzystwo?
- Że niby ja nie odpowiadam twoim wymogom? - skrzywił się. - Wiesz co, księżniczko? Takich jak ty to ja mogę mieć na pęczki i to codziennie inną.
- Czekasz na oklaski? - zirytowała się. - Skoro taki jesteś rozchwytywany, to po co tu przyszedłeś?
- Tak szczerze, to chyba nie jestem już pewien - odrzekł chłodno. - Dobra, mam tego dość. Chcesz to siedź tu sobie sama aż do usranej śmierci, mam to gdzieś - skwitował, po czym odszedł, cały w nerwach.
Dziewczyna zamknęła za nim drzwi i westchnęła. Czy powinna przejmować się kimś takim, jak Liam? Czy jego słowa powinny sprawić jej ból? Postanowiła o tym zapomnieć. Przez chwilę nie pamiętała, w czym przeszkodził jej nagły wybuch emocji mężczyzny, teraz jednak przypomniała sobie o tym i wróciła do łazienki.
OOO
Piasek tłumił odgłos ich kroków, trzeszcząc pod ich ciężarem. Fale obijały się o brzeg, szumiąc przy tym rozkosznie. Michelle zawsze uspokajała się, słuchając tych wszystkich dźwięków - była momentalnie wyciszona, jakby zostawiała problemy za sobą. Kiedyś wyobraziła sobie, że zapisuje wszystkie swoje rozterki na kartce, wkłada ją do butelki i rzuca prosto w błękitną otchłań, pozwalając, by cały ten ciężar odpłynął i nigdy nie wracał. Gdyby to było takie proste, postąpiłaby tak już dawno temu. Niestety, rzeczywistość była o wiele mniej kolorowa.
Chelle spojrzała ukradkiem na męża. Jego twarzy nie zdobił wcale uśmiech, był wyraźnie rozgniewany, lecz nie na nią. Znała go na tyle dobrze, by bez słów rozumieć powód jego podłego nastroju. Opowiedział jej kiedyś, że jego ojciec był żeglarzem, a że nienawidził go z całego serca, to w pewnym momencie znienawidził również morze. Nigdy nie próbowała poznać tej historii, ponieważ widziała, że stare rany wciąż się nie zagoiły. Miała ochotę złapać go za rękę, by poczuł się pewniej, w ostatniej chwili zrezygnowała jednak z tego. Po raz kolejny chciała zrobić coś, co podpowiadał rozum i co z kolei było stanowczo odradzane przez serce, bojące się krzywdy.
Wreszcie dziewczyna zatrzymała się w miejscu i usiadła na piasku, czekając, aż Dylan zrobi to samo. Ten rozejrzał się wokoło, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie: ,,Po co ona mnie tu ściągnęła?''. W końcu ugiął się i zajął miejsce obok niej. Spojrzał tam, gdzie ona - prosto za horyzont.
- Kocham to miejsce - powiedziała marzycielskim tonem, choć był on chłodniejszy, niż zazwyczaj. - Właściwie, plaża jak każda inna. Wierzę, że są ludzie, którzy przechodzą tędy obojętnie - tak, jak ja kiedyś. Ale dziś jest to dla mnie wyjątkowe miejsce. To tutaj spotkałam człowieka, który rozumiał mnie, jak nikt inny. Pokazał mi inną stronę życia. Zakochałam się w nim.
Zamilkła na chwilę, chwytając powietrze mocno w płuca.
- A potem ten człowiek, którego tak bardzo kochałam, musiał odejść - dodała, a ciało Dylana przeszył dreszcz. - W głębi duszy wiem, że zrobił to, bo byłam okropną żoną. Traktowałam go oschle, naprawdę jestem tego świadoma. Na jego oczach staczałam się na dno, zasłaniając tęsknotą swoje odwieczne słabości. W pewnym momencie musiało go to przerosnąć.
- Michelle, dlaczego nie mówisz tego do mnie? - zapytał mężczyzna stanowczo. - Dlaczego na mnie nie spojrzysz? Przecież ja jestem tu z tobą.
Nie odpowiedziała, dlatego to on przejął inicjatywę, choć z trudem.
- Nie ma dnia, żebym nie zastanawiał się nad naszym związkiem i czy przypadkiem ta cała separacja nie była błędem. I wiesz, do jakiego zawsze dochodzę wniosku? - spytał, patrząc na nią, choć ona skutecznie uciekała wzrokiem. - Że to wcale nie był błąd - powiedział, po czym wstał i otrzepał spodnie z piasku. Pokręcił głową i ponownie spojrzał na ukochaną. Był w głębokim szoku, gdy tym razem ich spojrzenia spotkały się. - Kocham cię za mocno, by patrzeć, jak ranisz samą siebie. Pamiętasz swoją próbę samobójczą? Ile połknęłaś tych cholernych tabletek? I po co to tak naprawdę było? Czy twoim zdaniem twoja śmierć mogła pomóc w odnalezieniu naszego syna?
- Jak możesz tak mówić! - wybuchła. - Jak możesz! Nie masz pojęcia, co czuję!
- Ty też, Michelle! A zachowujesz się tak, jakbyś pozjadała wszystkie rozumy! To, że nie próbowałem się zabić, nie oznacza, że nie tęskniłem za Benjaminem. Tęskniłem jak diabli! Robiłem, co w mojej mocy, byle tylko trafić na jakiś nowy trop. Walczyłem o niego i o ciebie, ale ty odtrącałaś mnie.
- To wszystko nie tak - powiedziała cicho i wstała z ziemi. Mężczyzna podszedł bliżej, starannie układając kolejne zdanie w myślach.
- Dlaczego mnie odepchnęłaś, Michelle?
Dziewczyna zawahała się. Gwałtownie odwróciła wzrok, a mężczyzna przez okamgnienie miał wrażenie, że przesadził i Chelle rozpłacze się. Tak się jednak nie stało. Choć oczy miała zaszklone, jej policzki wciąż były suche i chłodne.
- Bo to wszystko moja wina... - szepnęła. - Nie mogłam znieść twojego wzroku. W twoich oczach widziałam nienawiść. Wiedziałeś, że to moja wina, że Bena z nami nie ma, ale nigdy nie powiedziałeś mi tego w twarz.
- Wcale tak nie myślę - przerwał stanowczo. - Chelle, nigdy mi to nawet nie przeszło przez myśl!
Niemal krzyknął, ona jednak nie słuchała go już. Momentalnie minęła go i zaczęła biec, uciekać od niego i od tej rozmowy. Słyszała, że on też biegnie, chcąc ją dogonić. Wiedziała, że prędzej czy później tak się stanie, był przecież w o wiele lepszej kondycji niż ona, jednak nie zamierzała się zatrzymać. Poczuła, że wszystko to przerasta ją jeszcze bardziej. Prawda i poczucie winy. Gdy poczuła, jak jego silne dłonie zatrzymują ją i ciągną ku sobie, by zamknąć jej ciało w bezceremonialnym uścisku, czuła, jak uchodzi z niej powietrze. Objęła go z całych sił i rozpłakała się rzewnie. Wiedziała, że mówił prawdę. Nigdy nie uważał jej za winną. Wmówiła to sobie, by jej własne poczucie winy zmalało. Teraz nie czuła się lepiej pod tym względem, gdyż nadal uważała, że to przez nią Benjamin jest gdzieś daleko od nich, coś się jednak zmieniło - poczuła się kochana, po raz pierwszy od dawna. Dylan nie obchodził się z nią jak z jajkiem, bez pytania przytulił ją, opierając zarośnięty podbródek o czubek jej głowy - był od niej sporo wyższy.
- To, że staram się ciebie nie kochać tylko sprawia, że kocham cię jeszcze bardziej* - powiedziała przez łzy, jeszcze mocniej przyciskając twarz do jego bluzy.
OOO
Hej :*
Jak zauważyłyście, opowiadanie jest póki co ponure - od następnego odcinka zacznie się to zmieniać. Między innymi dlatego rozdziały są tak krótkie - myślę, że nie spodobałaby się Wam jeszcze większa dawka tej ponurości. Odcinki będą dłuższe, kiedy w fabule zrobi się weselej.
Mam nadzieję, że ten odcinek nie rozczaruje!
Pozdrawiam i dziękuję za komentarze od Was :)
P.S. Kolejny odcinek za tydzień.
Nickelback - Trying Not To Love You *
Wracam niedługo :)
OdpowiedzUsuńKocham tą piosenkę! Uzależniłam się od niej jakiś czas temu. Jest rewelacyjna, chociaż uważam, że teledysk do niej jest beznadziejny. Mogli postarać się i zrobić coś lepszego, bardziej godnego tej piosenki. Nie uważasz?
OdpowiedzUsuńMasz rację, opowiadanie na razie sprawia wrażenie ponurego, ale to nic dziwnego, bo przecież przedstawiasz nam tutaj historię małżeństwa, którego syn zaginął. Więc nastrój mnie nie zaskakuje, ale faktycznie oczekuję lepszych czasów, bo ta dwójka po prostu na nie zasługuje. Kochają się tak bardzo i tak szczerze, że aż przyprawia mnie to o szybsze bicie serca. Po części rozumiem Michelle. Łatwiej było jej odtrącić męża i ukryć się z własnym cierpieniem, byle tylko nie ranić go bardziej oraz - tak mi się wydaje - chyba nie była wstanie zmierzyć się i z jego bólem. To, co przeżyła ta dwójka jest straszne. Nikomu nie życzę tego. Kiedyś oglądałam cudowny film, ale nie pamiętam tytułu. Opowiadał historię małżeństwa, które straciło syna, bo mama go nie przypilnowała (chociaż nie była to do końca jej wina) i malec wybiegł na drogę, gdzie jechał samochód i zginął. Małżeństwo bardzo się od siebie oddaliło, nie potrafili znieść widoku innych dzieci, nie mówiąc już o tym, że nie byli gotowi na własne. W pewnym momencie postanowili zaadoptować, chociaż jej mąż tego nie chciał. I tak przez przypadek zostali rodzicami małego chłopca, który okazał się być aniołem zesłanym po to, aby uzdrowić ich rodzinę. Ostatecznie kobieta zaszła ponownie w ciążę. Film naprawdę był przepiękny, płakałam jak szalona na nim. Dzięki niemu łatwiej mi jest zrozumieć sytuację Michelle i Dylana.
Co do Florence, to jestem bardzo ciekawa, co takiego wydarzyło się w jej życiu, że nagle stała się wrakiem samej siebie? Z niecierpliwością oczekuję momentu, gdy zaczniesz odkrywać przed nami jej losy. Myślę, że Liam odegra ważną rolę w jej życiu. Może nie teraz, ale w pewnym momencie z całą pewnością.
Cudowny odcinek. Czekam na nowość! :*
Też uważam, że teledysk beznadziejny. Do 'Lullaby' mieli taki wspaniały, chwytający za serce, a ten jest po prostu nędzny - szkoda słów. Ale przynajmniej piosenka im się udała. Uwielbiam jej tekst.
UsuńZaciekawił mnie film o którym wspomniałaś.
Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa :*
Hej Kochana:* przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale wcześniej brakowało mi czasu. Chciałam zostawić komentarz równocześnie u Ciebie i u Motylka, ale niestety udało się tylko u tej drugiej, co wcale nie oznacza, że tamte opowiadania lubię bardziej. Mam nadzieję, że nie jesteś zła, albo co gorsza nie jest Ci przykro? Dobrze wiesz, że nie takie było założenie. Wszystkie Wasze historie uwielbiam tak samo, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Przeczytałam Twoje słowa wstępu na samym początku i faktycznie odcinek jest krótszy, patrząc na wcześniejsze Twoje opowiadania jest mega króciutki. Tak, jeżeli o mnie chodzi to nie wytrzymałabym zwiększonej dawki ponurości i smutku. Ale skoro mówisz, że od następnego odcinka będzie weselej to już nie moge się doczekać. Zabieram się za czytanie, bo ciekawość mnie zżera :)
OdpowiedzUsuńCzasami nie jestem w stanie zrozumieć zachowania Michelle. Oczywiście cały czas mam na uwadze te traumatyczne przeżycia jakie ją spotkały, ale czy to jest powód do tego, aby ranić wszystkich dookoła, a przede wszystkim Dylana, który jednak jest dla niej kimś ważnym? Rozumiem, że nikt nie chce się afiszować ze swoim cierpieniem, że są osoby, które wolą wszystko przeżywać w samotności, bez osób trzecich. Ja pewnie też wolałabym zmierzyć się z tym sama, ale dlaczego miałabym odrzucać ukochaną osobę? Tego na pewno bym nie zniosła, że kiedy ja sama cierpię, to ranie przy tym kogoś kogo kocham. To smutne, kiedy czytam o tym, jak kolejny raz kobieta rani i odpycha swojego męża. Ona w dalszym ciągu nie widzi tego, że Dylan cierpi równie mocno, bo przecież Benjamin to też jego dziecko. I uważam, że nie powinna zabraniać mężowi przebywania w ich wspólnym domu. On jeden przynajmniej nie zamknął się w czterech ścianach przed całym światem, biorąc całą winę i cierpienie na siebie. To oczywiste, że Michelle sama sobie z tym nie poradzi, a skoro Dylan oferuje jej bezinteresowną pomoc, to nie powinna jej odrzucać, bo w ten sposób rani go jeszcze bardziej.
Florence to nieodgadniona postać. Dla mnie jest troszeczkę dziwną osobą, no ale każdy z nas ma swoje problemy większe czy mniejsze. Przypomina mi trochę główną bohaterkę, bo obie wiodą życie samotnika i nie chcą dopuścić do siebie nikogo. Ale postać Florence jest o wiele bardziej tajemnicza. Praktycznie nic o niej nie wiemy, a tym bardziej co takiego wydarzyło się w jej życiu trzy lata temu co tak bardzo ją zmieniło. Nie lubię Liama. Strasznie działa mi na nerwy to, że jest tzw. "zdobywcą", że nie szanuje kobiet i zwyczajnie się nimi bawi, a przede wszystkim to, że jest taki zapatrzony w siebie. Niby ceni się w ludziach pewność siebie, ale ja osobiście narcyzów nie toleruje. Ciężko mi przebywać z takimi osobami, a co dopiero z nimi rozmawiać. Nie wiem, możliwe, że kiedyś zmienie o nim zdanie, ale na chwilę obecną uważam, że Florence dobrze zrobiła spławiając go po tym tekście o tym, że może mieć każdą. Niech ma za swoje, a następnym razem pomyśli zanim coś powie.
Kiedyś musiał nadejść moment na tak poważną rozmowe. Jestem zaskoczona, że Michelle w końcu odważyła się to wszystko powiedzieć. Myślałam, że będzie to w niej siedziało aż do samego końca. No ale ile można dusić w sobie tyle uczuć i emocji? Z czasem na pewno by się przełamała i potrzebowała komuś się wygadać. Zbyt wiele na nią spadło, żeby sama sobie z tym poradziła. Najbardziej cieszy mnie to, że Dylan nie odpuszcza i teraz już wie, że nie pozwoli żonie tak łatwo odejść. Ona też chyba teraz zacznie nabierać świadomości, że będzie im łatwiej przejść przez tą tragedię razem. Mam nadzieję, że od teraz będzie u nich coraz lepiej :)
Pozdrawiam i całuję :*
Niepotrzebnie mi zwróciłaś uwagę na to, że skomentowałaś najpierw u Motylka, bo ja nawet tego nie zauważyłam i też nie rozumiem, o co właściwie miałabym się gniewać? :)
OdpowiedzUsuńZabawne jest to, że patrząc z perspektywy 11 napisanych odcinków, Liam to moja ulubiona postać :) Jestem ciekawa, czy Ty również polubisz go. Ja mam do niego jakąś taką słabość.
Dziękuję za cudowny komentarz i pozdrawiam cieplutko :*
W takim razie następnym razem będe siedziała cichutko i nic nie mówiła :) nawet nie wiedziałam, bo myślałam, że to zauważyłaś :) napisałaś już 11 odcinków? Wow, to super :) też jestem ciekawa czy go polubię. Pożyjemy, zobaczymy ;)
UsuńBuziaki :*
Nie zauważyłam, naprawdę. A jakbym nawet zauważyła, to nie miałabym się o co obrażać - naprawdę. Mam świadomość tego, że nie na wszystko starcza czasu - sama mam z tym obecnie problemy.
UsuńA tak, 11 odcinków, aktualnie piszę 12. Mam nadzieję, że się spodobają!