INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

14 lipca 2013

16. ,,Sam będziesz chciał tu wrócić''

Takie króciutkie info: ten odcinek jest skokiem fabuły o 2 miesiące do przodu.

OO

Alex Clare - Too Close

          Kiedy był małym chłopcem, potrzebował niemal nieustannej opieki i troski rodziców oraz starszego brata. Jego matka dziś próbowała mu wmówić, że jako kilkulatek był wpatrzony w Marshalla jak w obrazek i z całych sił usiłował się do niego upodobnić, naśladując niemal każdy jego ruch. Ciężko mu było w to uwierzyć, po tym wszystkim, co jego ukochany braciszek mu zrobił, jednak jak tak zastanowił się na spokojnie, doszedł do wniosku, iż mogło się w tym kryć źdźbło prawdy. Kiedy dorastał, potrzebował Dylana, który był od niego silniejszy, wyższy, rozsądniejszy i bardziej doświadczony przez los. On był jak jego przewodnik po świecie, choć różniło ich zaledwie parę miesięcy. Dzieliła ich przepaść, jeśli chodzi o dojrzałość, ale łączyła ich prawdziwa przyjaźń, teoretycznie nie do przerwania. Kiedy się usamodzielnił, zamieszkał na swoim i zaczynał swoją przygodę z dorosłością, poznał rosnącą potrzebę korzystania ze wszystkich pojedynczych uciech, jakie dostarczała egzystencja. Pojawiły się w jego życiu kobiety, tym bardziej, że jedną już w swoim życiu stracił. Gdy Lily odeszła, przestał wierzyć w coś takiego, jak miłość, toteż zaczął traktować dziewczyny przedmiotowo, nie licząc się z tym, iż mogą one mieć jakieś uczucia, zamiary wobec niego. Nie interesowało go to, czy robi dobrze, a kiedy któraś z owych panien urządzała mu awanturę, jedynie się śmiał, mając z tego prawdziwą uciechę. Im stawał się starszy, tym większa była jego potrzeba picia, palenia, zażywania narkotyków, imprezowania, a potem też igrania z życiem i bujania się na jego krawędzi. W międzyczasie poczuł też, że potrzebuje Victorii, bo była jedyną kobietą, której nie mógł tak zwyczajnie zaciągnąć do siebie, wykorzystać i porzucić - ona znaczyła dla niego o wiele więcej, jeśli nie wszystko.
           A teraz? Teraz zrozumiał, że nie potrzebuje nikogo.
          Brunet uderzał z całej siły w worek treningowy, czując, jak powoli uchodzi z niego cała złość, jaką żywił do swoich, tak zwanych, przyjaciół. Od dwóch miesięcy ani Dylan, ani Victoria, ani Florence, tak naprawdę nie próbowali się z nim skontaktować. Jedynie ta ostatnia zadzwoniła parę razy, ale wtedy to on nie odbierał - bo i po co? Dziś nawet tego żałował, bo może gdyby wtedy powiedział jej, że czuje się maksymalnie zagubiony, ona pomogłaby mu i dziś nie byłby w tym parszywym miejscu? Chłopak rozejrzał się, obejmując worek treningowy ramionami i zatrzymując go. Paskudna sala treningowa w podziemiach, tak chłodna i cuchnąca, jak to tylko było możliwe. W powietrzu unosił się smród dymu tytoniowego, wydychanego przez Calvina siedzącego niedaleko i przyglądającego się treningowi swego najnowszego zwierzaczka. Liam był na każde jego zawołanie, brał udział w tych przeklętych treningach, wypacał siódme poty, a Cliffe napawał się zapachem forsy, którą zamierzał już niedługo zbić na walkach, wygrywanych przez Atwooda. Wbrew pozorom, Liam nie robił tego wszystkiego dla tego zadufanego w sobie idioty. Robił to po to, by uciszyć wrzask swojego sumienia. Robił to, by oderwać się od codzienności, która od dwóch miesięcy tak daleka była od ideału. Robił to, by zapomnieć o tych fałszywych ludziach, którzy go opuścili.
          - Bardzo dobrze, dzieciak - pochwalił go Calvin, podchodząc bliżej i poklepując go po muskularnym ramieniu. - Gdzie się podział ten chudy gnojek, którym byłeś kilka tygodni temu?
          Liam nic nie odpowiedział, nawet się nie uśmiechnął. W milczeniu minął Cliffe'a i sięgnął po swoją torbę.
          - A ty niby dokąd się wybierasz? - zapytał mężczyzna, wyraźnie zdezorientowany.
          - Do domu - odparł zwyczajnie brunet. - Chyba mi nie zabronisz.
          - A nie uważasz, że powinieneś trenować? Nie muszę ci chyba przypominać, że wieczorem jest twoja pierwsza walka.
          - Nie jestem robotem, dotarło? - oburzył się chłopak. - Chcesz to sam lataj sobie po tej salce kilka godzin dziennie. Ja już swoje zrobiłem, teraz idę się odprężyć przed walką.
          - Tylko nie nawal, bo jeśli coś pójdzie nie tak, to ty za to bekniesz - Calvin pogroził mu palcem, co w tej akurat sytuacji wydało się Atwoodowi komiczne.
          - Do wieczora - skwitował obojętnie i wyszedł, mając ochotę parsknąć temu debilowi śmiechem prosto w twarz, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili.

Wiesz, że nie jestem tym, który łamie obietnice.
Nie chcę cię skrzywdzić, ale potrzebuję oddychać.
Na końcu tego wszystkiego jesteś wciąż moim najlepszym przyjacielem,
Ale jest coś w środku, co muszę uwolnić.
Która droga jest prawidłowa, która jest zła
Jak powiedzieć, że potrzebuję ruszyć dalej?
Wiesz, mamy oddzielne drogi *


           Mężczyzna usiadł przy barze, wpatrując się bezmyślnie w podkładkę pod kufel. I tak nie mógł niczego się napić, czekała go przecież jego pierwsza walka, której jakoś tak podejrzanie się nie obawiał. Inaczej to sobie wyobrażał. Jak tak przypominał sobie swoją niedoszłą pierwszą walkę, która miała odbyć się dziesięć lat temu, pamiętał, że był wtedy przestraszonym dzieciakiem, przygotowującym się w duchu na sromotną porażkę. Dziś wiedział, że jest niesiony przez gniew, który od dwóch miesięcy tak mocno rozwijał się w jego wnętrzu. Wystarczy, że na ringu przypomni sobie o całym tym syfie, który z trudem nazywał swoim życiem - wtedy z pewnością odniesie zwycięstwo, a Calvin będzie miał to, czego tak bardzo od niego oczekuje.
           Liam nie zauważył nawet, w którym momencie obok niego usiadła długowłosa brunetka, zerkając na niego ukradkiem, mając w oczach coś wyzywającego. Kiedy zorientowała się, że Atwood przyłapał ją w końcu, najpierw odwróciła wzrok, po czym spojrzała na niego ponownie i obdarowała go uśmiechem, który ten bez wahania odwzajemnił.
           - Postawisz mi drinka? - zapytała przymilnie, a chłopak roześmiał się, czując, jak wraca do niego przeszłość. Machnął ręką do barmana, którego zresztą znał doskonale, w końcu był tu stałym bywalcem.
           - Coś specjalnego dla pięknej pani - powiedział, a brunetka przechyliła się w jego kierunku.
           - A ty co, abstynent? - spytała z uśmiechem. - Niby od kiedy?
           - Nie zadawaj za dużo pytań - odrzekł Liam.
           - A co, zostawiasz kilka tajemnic na później?
           - Niektórych tajemnic nie zdradzam nikomu - rzekł i upił łyka soku, kiedy dziewczyna nachyliła się jeszcze bliżej i wymruczała mu do ucha:
           - Bywam bardzo przekonująca.
        Liam nie potrzebował dużo czasu, by zadecydować, że nieznajoma będzie mu towarzyszyła przez następne kilka godzin. W błyskawicznym tempie dopił resztki soku, dziewczyna zrobiła to samo ze swoim alkoholem, po czym oboje wyszli z baru, obściskując się nieprzyzwoicie. Atwood znowu był zdobywcą, znów wracał na złą, ale tak kochaną przez siebie drogę. Kto mu niby zabroni? Dylan? Śmiechu warte!
     
           Po około dwóch godzinach mężczyzna wyszedł ze swojego mieszkania, próbując pospieszyć dziewczynę, klejącą się do niego jak rzep. Za pół godziny zaczynała się jego pierwsza, być może najważniejsza ze wszystkich walka. Nie mógł się na nią spóźnić i po raz drugi wykiwać Calvina w ostatnim momencie.
           - Mówiłem ci już, że się spieszę! - burknął Liam, jednak dziewczyna tylko się roześmiała.
           - Lubię, kiedy się tak złościsz - rzekła.
           - To jeszcze nie jest złość - przerwał jej, ale jednak uśmiechnął się, nie chciał przecież wyjść na aż takiego chama. - Nie znasz mnie od tej najgorszej strony.
           - Ale chętnie poznam - upierała się, powoli zaczynając go irytować. - Jutro powtórka z rozrywki? Mogę czekać na ciebie w tym barze.
           - Nie licz na to, że się zjawi - odezwał się głos, którego Liam absolutnie się tu nie spodziewał. Obejrzał się za siebie i zobaczył Victorię, stojącą tuż za nimi. Kto wie, jak długo przysłuchiwała się jego rozmowie z brunetką? - On lubi się pobawić, gorzej, że po jednej nocy wyrzuca swoją zabawkę na śmietnik.
           - Co to za jedna? - spytała ciemnowłosa pogardliwie, mocniej oplatając rękę w pasie mężczyzny. Ten strząsnął ją z odrazą, nie odrywając wzroku od Victorii. - Trzeba było powiedzieć, że masz dziewczynę, ty żałosny palancie! - krzyknęła i oddaliła się, wściekła jak osa. Po Atwoodzie spłynęło to jak po kaczce.
           - Widzę, że znowu jesteś w swoim żywiole - stwierdziła Victoria. Przez jej twarz nie przewijał się ani milimetr uśmiechu. - Jutro pewnie zdecydujesz się na rudą.
           - Na pewno nie - zapierał się.
           - Na blondynkę?
           - Victoria, czego ty chcesz? - zapytał. - Pies ogrodnika.
           - Słucham?!
           - Jesteś o mnie zazdrosna - odparł bez emocji. - Tylko, że sama nie weźmiesz, ale innym też nie dasz.
           - Coś ci się uroiło w tej pustej głowie - warknęła. - Swoją drogą, co to za zwyczaj, że nie daje się oznak życia przez dwa okrągłe miesiące?
           - A co, stęskniłaś się? - powiedział z uśmiechem, na co ciemnowłosa przewróciła oczami. - Słuchaj, po jaką cholerę miałbym się do kogokolwiek z was odzywać? Beze mnie najwyraźniej świetnie sobie radzicie.
           Dziewczyna wyglądała tak, jakby chciała zaprzeczyć, jednak w ostatniej chwili postanowiła utrzeć Liamowi nosa, by ten dał jej święty spokój.
           - Owszem - rzekła i również się uśmiechnęła. - Właściwie nawet nie zauważyliśmy, że cię z nami nie ma.
           Mężczyzna był w lekkim szoku, jednak nie chciał dać tego po sobie poznać. Skinęli tylko głowami i każde poszło w swoją stronę. Dobrze wiedział, że Victoria próbowała mydlić mu oczy, zastanawiał się tylko, kiedy ta dobra dziewczyna, którą kiedyś znał, zaczęła kłamać.

And it feels like I am just too close to love you
There’s nothing that I can really say
I can’t lie no more, I can’t hide no more
Got to be true to myself *


           Wparował do szatni, czując, że jeśli ktoś stanie na jego drodze, bez wahania przywali mu i tym samym ulży sobie. Niestety, przed jego oczami niefortunnie pojawił się Calvin i jego akurat nie wypadało mu tłuc. Przełknął ślinę z niezadowoleniem, po czym przygotował się w duchu na puste gadanie przed walką.
           - To może być wieczór twojego życia - powiedział teatralnie Cliffe, rozkładając szeroko ręce, podczas gdy Liam zaczął się przebierać w swój strój. - Mojego zresztą też. Wiesz, że jak wygrasz, zarobimy porządną sumkę? Za tydzień znowu wygrać i znów do naszych portfeli wpadnie pokaźny pieniądz.
           - Nie zagalopowałeś się? - spytał Liam. - W każdej chwili mogę się wycofać, taka była umowa. Po tej walce kończę z tym, to nie dla mnie.
           - A skąd taka nagła zmiana planów? - zdziwił się Calvin, a przed oczami Liama pojawiła się ulotna, wyobrażona twarz Victorii. Byłaby z niego minimalnie dumna, gdyby to dla niej rzucił te nielegalne walki. - Dobra, wiesz co? Może się założymy? Jeśli dzisiaj przegrasz, będziemy wiedzieli, że się do tego nie nadajesz i pozwolę ci tak po prostu odejść, wrócić do swojego nudnego życia i zapomnieć o całej tej historii.
           - A jeśli wygram?
           - A jeśli wygrasz, przyjacielu, sam będziesz chciał tu wrócić - powiedział mężczyzna, święcie przekonany, że w jego słowach ukryta była najprawdziwsza z prawd.
           Liam rozgrzał się, a kiedy nadszedł odpowiedni moment, wybiegł na ring. Wszystko to nie wyglądało tak, jak w telewizji, bowiem nie był to sport zgodny z prawem. Tutaj możesz zostać nawet zakatowany na ringu, a nikt się o tym nie dowie, bo wszyscy dopilnują, by to nigdy nie wypłynęło na wierzch. Jeśli Liamowi kiedykolwiek wydawało się, że igra z życiem, to czym było wyzwanie, któremu miał sprostać tego wieczoru? Mogło zdarzyć się wszystko, jednak on nie obawiał się niczego. Dzisiaj robił właśnie to, co powinien był zrobić dawno temu, bez słuchania Dylana, który niby był jego przyjacielem, a w rzeczywistości nawet się nim nie interesował.
           To był jego moment i teraz już nie mógł się wycofać.

OOO

Alex Clare - Too Close *

1 komentarz:

  1. Hej Kochana:* długo się zastanawiałam nad tym, czy komentować każdy rozdział osobno, czy zostawić jeden pod epilogiem, ale podsumowujący całość. Zdecydowałam się na rozwiązanie pierwsze. Powiedzmy, że to tak w ramach rewanżu za tą cudowną niespodziankę :) nie spodziewałam się czegoś takiego z Twojej strony, naprawdę dziękuję :* znów sprawiłaś, że miałam łzy w oczach, naprawdę sama zastanawiam się jak Ty to robisz :) to tyle jeśli chodzi o wstęp. Muszę oszczędzać słowa żebym miała o czym pisać pod epilogiem. Oczywiście w jeden dzień nie skomentuję wszystkich rozdziałów, podejrzewam, że ze względu na czas będę to robiła stopniowo, ale nie martw się, doczekasz się wszystkich moich komentarzy tutaj bez względu na czas i wszystko inne :)
    Liam to najbardziej zagubiona postać w całym opowiadaniu. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie po tych szesnastu rozdziałach. Chyba nie można powiedzieć, że coś mu się w życiu udało. Zawsze miał pod górkę, zazwyczaj podejmował decyzje na które człowiek mógł tylko bezradnie rozkładać ręce. Jego powrót do nielegalnych walk jest na to dowodem. Przez to chyba chce udowodnić sobie i innym dookoła, że jednak potrafi sam o siebie zadbać i nie jest małym dzieckiem, którego nieustannie trzeba prowadzić za rączkę. Nie podoba mi się pojawienie w jego życiu Calvina. Od początku ten typ mi się nie spodobał. Ktoś taki jak on nie może wzbudzać niczyjego zaufania. Mówiąc krótko Calvin Cliffe = same problemy. Mam nadzieję, że Liam w porę się opamięta i zerwie wszelkie kontakty z tym człowiekiem, bo mam dziwne przeczucie, że to się źle dla niego skończy...
    Myślałam, że Victoria dała sobie spokój z Liamem. Do tej pory uważałam ją za rozsądną kobietę, która wie czego chce od życia, ale to zauroczenie brunetem chyba nie daje o sobie zapomnieć. Jeśli mam być szczera, to ta dwójka nigdy mi do siebie nie pasowała. Liam jest niedojrzałym egoistą i uważam, że nawet Victoria nie byłaby w stanie go zmienić. Przede wszystkim on sam musiałby stwierdzić, że potrzebuje zmian w swoim życiu, a wydaje mi się, że takie przemyślenia nie przyjdą zbyt szybko. Czyżby Victoria była zazdrosna? Wydaje mi się, że coś w tym jest, skoro tylko dwa miesiące wytrzymała bez widywania się z Liamem. Czułam, że sama do niego przyjdzie, chociaż nie uważam tego za mądre rozwiązanie.
    To chyba tyle odnośnie tego rozdziału :) za bardzo jestem ciekawa co wydarzy się w następnym, więc zabieram się za czytanie :)

    OdpowiedzUsuń