INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

14 lipca 2013

29. ,,Ta część jest dla ciebie''


Ta część jest dla tych, którzy upadają,
Dla tych, którzy wstają i dla tych, którzy nie potrafią się podnieść.
Dla tych, którzy nie przestają wierzyć i dla tych, którzy już wątpią.
Dla tych, którzy wiedzą, że najlepsze jeszcze przed nimi.
Dla tych, którzy nigdy się nie poddadzą na dobre.   

     - Damy radę, malutka - powiedziała Michelle i na jeden moment uśmiechnęła się do swojego brzuszka, by po chwili znów skrzywić się z bólu i przypomnieć sobie o tym, że akurat w tej minucie nie ma zbyt wielu powodów do radości. Przewróciła się z boku na bok i mocno wbiła paznokcie w poduszkę, czekając, aż lekarze podejmą jakąś decyzję.
     Uczucie, które towarzyszyło jej od dłuższego czasu, to obawa przed przyszłością. Jej ciąża nie była planowana, był też taki czas, że na własne życzenie niemal ją przerwała, jednak wcale nie był to krytyczny moment jej stanu. Najgorsze, to najbardziej stresujące, przyszło dopiero, gdy lekarze oznajmili, że ciąża jest zagrożona. Właśnie wtedy poczuła, że życie potrafi być naprawdę perfidne i złośliwe. Jeszcze kilka tygodni wcześniej gotowa była poddać się aborcji, tymczasem gdy los zagroził jej, że odbierze jej dziecko, nim zdoła je chociaż zobaczyć, rozpłakała się i zrozumiała, że nie wybaczyłaby sobie, gdyby wtedy nie zmieniła swojej decyzji. Kochała swoje dziecko, jak każda matka, więc tak trudno było sobie wyobrazić, że cokolwiek pójdzie źle. Dziś niczego nie pragnęła bardziej, niż tego, by móc usłyszeć pierwszy krzyk swojej córeczki, zobaczyć po raz pierwszy jej twarzyczkę i pozwolić, by maleńka zacisnęła dłoń wokół palca swojej matki. Mówi się, że jeśli człowiek naprawdę czegoś chce, to prędzej czy później musi to dostać. Jeśli tak, to teoretycznie Michelle powinna być spokojna i opanowana, bo przecież wiedziała, że zdrowie i życie jej dziecka to dla niej priorytet, ale z drugiej strony, byłoby jej o wiele łatwiej przez to wszystko przejść, gdyby Dylan był obok niej.
     - Jak się czujemy? - zapytał lekarz, szczerząc się, co akurat w tej chwili wydawało się być kompletnym brakiem taktu.
     - Jak widać - odparła zdyszana Chelle, odnosząc wrażenie, że ból lada chwila pozbawi ją możliwości mówienia i kontaktowania z ludźmi. Dlaczego to wszystko trwało tak długo?
     To siódmy miesiąc - powiedział doktor, przeglądając jej dokumentację. - Ryzyko jest duże, musi mieć pani tego świadomość, pani Parks.
     - Nie gadaj, Jake, tylko rób swoje i daj jej jakieś leki przeciwbólowe - powiedział ostro Marshall, po czym spojrzał na zmęczoną Michelle i posłał jej serdeczny uśmiech. Jego urażony kolega po fachu w milczeniu wyszedł na korytarz. - Spokojnie, będzie dobrze.
     - Co ty tu robisz? - zapytała dziewczyna niepewnie.
     - Raczej co my tu robimy - poprawił ją, po czym zagwizdał krótko, a już po chwili do pokoju wszedł Liam wraz z Victorią. - Chyba nie myślałaś, że zostawimy cię samą?
     Skrzywiła się z bólu, w środku jednak czuła się szczęśliwa - przynajmniej miała ich tutaj obok siebie, mogła czuć ich troskę i wsparcie i miała ochotę podziękować im za to wylewnie, jednak nie zdążyła. Na salę wbiegł niespodziewanie lekarz, oznajmiając, że można rozpocząć operację. Wieziona wzdłuż jasnego korytarza, Michelle zastanawiała się, jak by to było, gdyby Dylan był tu razem z nią. Potrzebowała go, a jego nie było. Zamknęła oczy, z jednej strony nie mogąc doczekać się momentu, aż zobaczy swoją córeczkę po raz pierwszy, a z drugiej strony wciąż czując się niegotową na to wszystko.

Ta część jest dla kochających i dla opuszczonych,
Dla tych, którzy miłość mają i dla tych, którzy ją stracili,
Dla tych, którzy na nią czekają i dla tych, którzy jej poszukują.
Nie załamujcie się - ona przyjdzie. Dopadnie was.
Może pożałujecie, że tak o nią prosiliście,
Gdy sprawi, że wszystko przestanie się liczyć -
Ważna będzie tylko osoba, którą kochacie. 

     - Ciekawe, jak Chelle i Dylan dadzą jej na imię - zastanawiał się na głos Liam, podczas gdy Victoria leżała na łóżku w szpitalnej sali, ignorując jego słowa.
     Czasami odnosiła wrażenie, że żyje w jakiejś przeklętej bajce, bo nic tu nie wydawało się racjonalne i prawdziwe. Mężczyzna traktował ją jak dobrą przyjaciółkę albo młodszą siostrę, co było przekłamaniem, ponieważ za kilka miesięcy zostaną rodzicami swojego dziecka. Nie rozmawiali o tym, co ich obecnie łączy, Victorii wystarczyła świadomość, że nigdy nie będą razem - nie tak, jak ona by tego chciała. Uczucie Liama było czymś, o co nie śmiała prosić, odkąd znała historię jego miłości do Lily. Jak mogłaby z nią konkurować, skoro jego oczy uśmiechały się na samo wspomnienie o tamtej dziewczynie? Choćby Victoria nie wiadomo, jak bardzo go kochała, nie próbowałaby mu zabrać tamtych skojarzeń z Lily. I tak dobrze, że są przyjaciółmi, że mogą na sobie polegać i że być może stworzą ciepły, rodzinny dom dla maleństwa. To było dzisiaj najważniejsze, zwłaszcza, że sama często myślała, co by było, gdyby jej ojciec trochę bardziej angażował się w jej życie, nim stało się za późno. Nie chciała, by jej dziecko musiało kiedykolwiek płakać przez swojego tatę, ponieważ sama doskonale znała ten ból i za wszelką cenę będzie próbowała oszczędzić tego swojej córce lub synowi. Nikt nie zasługuje na taki los i nawet, jeśli Victoria i Liam nie będą parą, wciąż nie zostały przekreślone ich szanse na to, by być naprawdę wspaniałymi rodzicami.
     - Tu jest główka - powiedział doktor, przesuwając urządzenie po brzuszku ciemnowłosej.
     Liam wlepiał tępo wzrok w monitor. Sprawiał wrażenie wielce zdziwionego tym, że widział jedynie niewyraźne punkciki. Czego on się spodziewał? Że zobaczy każdą rysę swojego dziecka jak na fotografii? Psycholog uśmiechnęła się. Mimo lekkiego żalu, jaki żywiła do niego o to, że nigdy nie pokocha jej tak, jak kochał Lily, wciąż uważała, że jest uroczy.
     - A tu są nóżki - dodał lekarz, po czym spojrzał najpierw na Victorię, potem na Liama, a na samym końcu znów zaczął przyglądać się temu, co pokazywał mu monitor. - Teraz mam do państwa pytanie. Czy chcecie państwo znać płeć dziecka?
      - Chcemy - odparła błyskawicznie Parks, kiwając głową twierdząco.
     Młodzi odczekali chwilę, by dowiedzieć się, że zostaną rodzicami dziewczynki. Lekarz zostawił ich samych, a Liam momentalnie złapał dłoń dziewczyny i ucałował ją, szczerząc się.
      - Tylko nie płacz - rzekła Victoria. - Zachowaj sobie kilka łez na poród.
      - Prawdziwy mężczyzna może czasami płakać - zapierał się.
      - Prawdziwy mężczyzno, mam dla ciebie prezent - oznajmiła, po czym skinęła głową tak, by Atwood znów spojrzał na ich fasolkę, ukazaną na ekranie. - Poznaj Lily Atwood.
      Liam zaniemówił, a po jej policzkach spłynęły łzy, zupełnie wbrew jej woli. Chłopak przytulił ją mocno, po czym wyszeptał jej do ucha pełne emocji słowo: ,,Dziękuję''.

Ta część jest dla tych, którzy stracili wszystko
i którzy dzisiaj odbudowują swój świat.
Czy nie łatwiej jest pogodzić się z utratą skarbu,
wierząc, że on i tak zostanie przez nas odzyskany?   

     Ludzie, którzy przychodzili, by zobaczyć noworodka, zachwycali się. Licytowali się, co ma piękniejszego: nosek, usta czy oczy. Michelle wciąż była słaba i obolała, ale kiedy patrzyła na swoją małą córeczkę, miała ochotę wykrzyczeć, że nie warto głosować, co jest w niej doskonalszego. Odkąd zobaczyła ją po raz pierwszy, w głowie miała krótkie słowo, które najtrafniej opisywało jej wymarzoną córkę - była po prostu idealna.
     - Jak myślisz - zwrócił się Liam do Victorii, wpatrującej się w dzieciątko leżące w inkubatorze jak w obrazek. - Czy nasza Lily też będzie tak spokojna?
     - Nie ma takiej opcji - zareagowała psycholog szybko. - Stworzyliśmy wybuchową mieszankę temperamentów i nim się obejrzysz, Lily rozniesie nam chałupę. Zobaczysz.
     Oboje roześmiali się, jedynie Chelle wciąż wydawała się przygnębiona. Nikt nie musiał pytać o jej stan. Wiadomo, że pojawienie się na świecie jej córeczki, choć było przedwczesne, stanowiło jedną z najważniejszych i najcudowniejszych chwil jej życia, ale z drugiej strony, wszystko byłoby dużo bardziej perfekcyjne, gdyby w tym wszystkim mógł uczestniczyć Dylan. 
     - Na pewno chciałby tu teraz być - stwierdził Liam.
     - Skąd taka pewność? - zareagowała Chelle wybuchowo. - Gdyby naprawdę tego chciał, nic by go nie zatrzymało, dałby radę tu dotrzeć.
     - Uwierz mi, że dałby sobie rękę odciąć, gdyby to umożliwiło mu pojawienie się tutaj - odpowiedział stanowczo Atwood.
     - Który raz już to mówisz? - wtrąciła Victoria. - Dylan nie odzywa się od kilku dni. Ja wiem, że ty wiesz, co się stało, ale za nic w świecie nie chcesz nam o tym powiedzieć.
     - Gdybym mógł, wyśpiewałbym ci to jak z nut.
     - Jestem jego żoną - zauważyła Michelle. - Nie wydaje ci się, że zasługuję na szczerość?
     - Wy, kobiety, jesteście po prostu niemożliwe - rzekł brunet. - Zamiast mi zaufać, że same się wkrótce dowiecie, co się stało, musicie na mnie naciskać, żebym złamał słowo, które dałem przyjacielowi.
     - Obiecałeś mojemu bratu, że będziesz nas oszukiwał? - zapytała psycholog z oburzeniem.
     - Nie oszukuję, tylko nie mówię wam wszystkiego, to różnica - upierał się Liam i niemal w tym samym momencie zaburczała jego komórka. Spotykając się z jadowitym spojrzeniem Victorii, chłopak wyszedł na zewnątrz. Na wyświetlaczu zobaczył imię przyjaciela, który rozłączył się, nim Atwood zdołał odebrać połączenie. 
     Po chwili zrozumiał, dlaczego. Uniósł wzrok i zobaczył, że Parks zmierza w jego kierunku. Podszedł bliżej i poklepał przyjaciela po plecach, na co ten odruchowo zamknął go w silnym uścisku. Gdy wypuścił go ze swych ramion, spojrzał na niego cierpliwie.
      - Wszystko już załatwione - oznajmił Dylan. Na jego twarzy goiły się jeszcze ślady po bijatyce z Calvinem, którą ostatecznie wygrał, po drodze zgarniając o wiele cenniejszą nagrodę, niż początkowo sądził. - Cliffe zgnije w więzieniu. Przyznał się do winy.
     - Trudno mi uwierzyć w jego szlachetność - stwierdził Liam ponuro.
     - Byłem na podsłuchu - wyjaśnił Parks. - Kiedy tylko poznałem nazwisko człowieka, który zaatakował Florence tamtego dnia, wiedziałem, że to nie przypadek, że był to akurat Calvin. Miał motyw, by zemścić się na mnie, ale chyba nigdy nie zrozumiem, jak mógł posunąć się do czegoś tak okrutnego. Policjanci przewidzieli, że będę chciał zabić go na miejscu, więc zaproponowali mi układ. Zaszedłem go, zmusiłem do tego, by wyspowiadał mi się ze swojej winy, po czym trochę mnie poniosło i niemal nie zatłukłem go na miejscu. Policja zareagowała w ostatniej chwili.
     - Czy Ben... - zaczął niepewnie Atwood, na co Dylan kiwnął głową ze smutkiem.
     - Już wypłakałem się za wszystkie czasy - oznajmił. - Załatwiłem wszystko. Jak tylko Michelle będzie na to gotowa, wspólnie odwiedzimy jego grób.
     Zapanowała ponura cisza, którą po chwili przerwała Victoria, podchodząca do nic znienacka.
     - Słyszałeś nowiny, braciszku? - spytała przymilnym tonem, jak gdyby nie miała już Dylanowi za złe, że przez kilka dni nie dawał oznak życia. - Zostałeś tatusiem. Masz córkę.
     Brunet poczuł, jak miękną mu kolana, po chwili jednak wziął się w garść. Na jego twarz wstąpił głupawy uśmieszek, a serce niemal natychmiast rozkazało mu jak najszybciej iść do Chelle. To było najwłaściwsze i jedyne miejsce, w jakim powinien teraz być.
     Otworzył drzwi i wszedł do środka, po czym szybko zamknął je za sobą - nie chciał, by ktokolwiek im teraz przeszkadzał. Kiedy tylko blondynka spojrzała na niego, w jej oczach pojawiły się ogniki i ciężko było ocenić, czy były one radosne, czy wręcz przeciwnie. Dylan chciał coś powiedzieć, jednak gdy przez dłuższą chwilę każda jego próba kończyła się fiaskiem, ukochana wskazała dłonią na ich dziecko, spokojnie oddychające przez sen. Co w tamtej chwili czuł mężczyzna? Dumę? Szczęście? Spełnienie? Po części wszystko to, co zostało wymienione. Podszedł bliżej i przyjrzał się noworodkowi, po czym wyszeptał:
     - Jest idealna.
     Przez kilkanaście minut oboje milczeli, po czym Michelle postanowiła przerwać pełną emocji ciszę.
     - Przez kilka dni byłeś zajęty - myślała na głos. - Wiem, że byle błahostka nie mogłaby cię aż tak zaabsorbować. Wiem, że znasz nazwisko tamtego człowieka i wiem, że nie byłoby cię tu, gdybyś nie zdążył poznać prawdy.
     Parks kiwnął głową, nadal jednak milcząc.
     - A więc Benjamin... - Chelle ugryzła się w język, gdy zrozumiała, że nie zdoła wypowiedzieć na głos, że jej syn nie żyje. - Kochanie, spokojnie - dodała, widząc, jak jej mąż ledwo trzyma się na nogach. Roztrzęsiony podszedł bliżej i ukląkł przy jej łóżku, a ona zatrzymała dłoń na jego głowie. - To już koniec tej zagadki. Koniec niepewności i nieporozumień. Dzisiaj zamykamy pewien rozdział naszego życia, a dzięki naszej córeczce, rozpoczynamy nowy. Wychowamy naszą córkę tak, by jej starszy brat mógł być z niej dumny, ilekroć spojrzy na nią z góry.
     - Wiesz co sobie pomyślałem? - spytał mężczyzna. - Że Ben byłby dumny też z nas, gdybyśmy jako jego rodzice, znowu byli tak naprawdę razem.
     - Przecież to już się stało - uśmiechnęła się Michelle. - Dzisiaj jesteś tu ze mną i jutro także będziesz przy mnie. Pojutrze też. I tak już zawsze, rozumiesz?
     Dylan otarł kciukiem łzę szczęścia z policzka ukochanej, po czym przytulił się do niej i skrył twarz w jej jasnych włosach. Miała rację. Cokolwiek się stanie, to najtrudniejsze mieli już za sobą. Nie musieli już codziennie martwić się o to, gdzie jest ich dziecko, ponieważ znali już doskonale jego aktualne miejsce zamieszkania. Ilekroć spojrzeli w niebo, tylekroć mogli czuć się tak, jakby mieli go znów przy sobie blisko. Michelle miała rację, dziś kończyła się pewna część tej historii, ale równocześnie zaczynała się nowa, lepsza. Dziś nie liczył się dystans, jaki dzielił kochających rodziców od swojego syna. Dziś czuli się tak, jakby byli wszyscy razem i wiedzieli, że właśnie to jest teraz prawdą.   

Ta część jest dla Ciebie.

1 komentarz:

  1. Nie wiem, czy mogę tak napisać, ale w pewnym sensie wszystko dobrze się skończyło. Ja przez te wszystkie rozdziały wierzyłam z całych sił, że Benjamin się odnajdzie cały i zdrowy. Do teraz jestem zdruzgotana faktem jak można być takim okrutnym i zabić małe dziecko. Calvin jest paskudny i mam nadzieję, że zapłaci słono za wszystkie swoje grzechy. Szczerze? Trochę się uspokoiłam, bo myślałam, że Dylan zrobił coś o wiele gorszego, przez chwilę nawet myślałam, że zabił Calvina, ale dobrze, że tak się nie stało. Ciesze się, że Michelle szczęśliwie doczekała porodu i urodziła zdrową córeczkę :) czuję, że ta mała przewróci ich świat do góry nogami tak jak to było w przypadku Benjamina. Mam nadzieję, że teraz już nic nie zmąci ich szczęścia, że w końcu będą mogli być razem. Czyli Victoria też będzie miała córkę? Nie sądziłam, że jednak zdecyduje się na imię Lily, ale z drugiej strony co jej szkodzi? To imię samo w sobie jest bardzo ładne, a swoją dumę i uprzedzenia można schować w kieszeń, bo przecież nikt nie powiedział, że mała będzie taka sama jak jej imienniczka.
    Jestem bardzo ciekawa co też wymyśliłaś dla nas w epilogu, więc uciekam czytać :)

    OdpowiedzUsuń