INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

27 kwietnia 2013

14. ,,Jeśli jestem dla ciebie kimś więcej, po prostu mi o tym powiedz''


If you love me, won't you let me know? *

          Liam wszedł do swojego mieszkania, zdejmując kurtkę i zerkając lekceważąco w lustro. Wydawało mu się, że rumieńce nie schodziły z jego policzków przez cały ten dzień, który spędził w naprawdę doborowym towarzystwie. Im więcej czasu spędzał z Florence, tym mniejsze były jego wyrzuty sumienia i tym cichszy głosik w jego głowie próbował mu wmówić, że nie powinien się z nią spotykać, bo jest dziewczyną jego brata. Nikt nie powiedział, jakie Liam ma zamiary wobec brunetki. Może po prostu oczekiwał od niej przyjaźni i tego, że raz na jakiś czas będzie mógł jej się wygadać? Może potrzebował kogoś, kto zastąpi mu Dylana, jego najlepszego przyjaciela, podczas gdy ten ostatnimi czasy miał na głowie o wiele za dużo, by jeszcze móc interesować się życiem kumpla? Może Florence Moon miała być jego ratunkiem?
          - Dylan, gdzie jesteś? - zawołał Liam, idąc do kuchni. Był już wieczór, a za oknem panowała ciemność. - Cały dzień mnie nie było, ale teraz już jestem tylko dla ciebie, więc jak chcesz to mogę skoczyć po piwo i może...
           Zaniemówił. Obok niego pojawiła się Victoria.
           - Chcesz się przyłączyć? - zapytał chłopak. - Mogę kupić ci coś mocniejszego, pani doktor.
         - Powinieneś zapytać, jak mi poszło przywracanie Dylana do życia - rzekła dziewczyna. - Już nie jest cieniem samego siebie, możesz być ze mnie dumny.
           - Gdzie się podziała twoja skromność? - uśmiechnął się. - No dobra, a gdzie on właściwie jest?
           - U mnie - odparła i zrobiła krok w tył, wyczuwając, że schodzą na ten mniej przyjemny temat.
           - Ale przecież miał mieszkać ze mną - zdziwił się. - Miał tu zostać, dopóki Michelle jest...
        - Liam, nic nie rozumiesz - przerwała mu ze spokojem w głosie. - Dylan podsłuchał naszej rozmowy, tej, w której nie pozostawiłeś na Michelle suchej nitki.
        - Ja po prostu powiedziałem, co myślę - zaperzył się. - Victoria, ja powiedziałem po prostu prawdę!
         - Przecież to nie ja mam do ciebie pretensje, tylko Dylan - odrzekła agresywnie. - Ale może powinieneś się zastanowić, czy aby nie za bardzo czepiasz się Chelle.
           - Nie mam się nad czym zastanawiać - pokręcił głową. - Mówisz, że mój przyjaciel się na mnie obraził? Świetnie. Skoro znów mam wolną chatę, mogę wrócić do dawnego trybu życia.
        - Czasami wydaje mi się, że ty też powinieneś zapisać się na jakąś terapię - powiedziała ze zgorszeniem. - Serio, mogłabym ci pomóc.
           - Możesz mi pomóc nawet teraz - ożywił się i wyciągnął z kieszeni telefon. - Kogo mam zaprosić na noc? Brooke, Samanthę czy Olivię?
         - Jesteś obleśny, dobranoc - skwitowała i wyszła, wyraźnie zdenerwowana, tymczasem Liam cisnął komórką o ziemię ze złości. Dopiero po chwili podniósł ją z podłogi i wybrał najodpowiedniejszy numer, choć nie należał on do żadnej z wymienionych chwilę wcześniej dziewczyn.

So if you love me, why d'you let me go? *


Odnalazłam siebie pod twoimi drzwiami,
Tak jak za każdym razem.
Nie jestem pewna jak się tu dostałam,
Wszystkie drogi mnie tu prowadzą. **


          Towarzyszyło jej przedziwne uczucie, zupełnie tak, jakby w jej sercu walczyły ze sobą dwie skrajne emocje. Z jednej strony miała wyrzuty sumienia, bo przecież była z Marshallem i nocne schadzki z jego bratem zdecydowanie nie były na miejscu, tym bardziej, że cały ten dzień spędziła z Liamem, a teraz stała pod jego drzwiami, jakby wciąż głodna jego obecności. A z drugiej strony, przecież nie miała żadnych złych intencji. Liam zadzwonił do niej, prosił o spotkanie, a ona zgodziła się, bo mu ufała, choć tej jednej rzeczy akurat nie potrafiła wytłumaczyć. Jakim cudem taki lekkoduch zasłużył na jej zaufanie? Być może była to głupota z jej strony, ale nie zamierzała się tym przejmować. Porównując to z jej wybrykami z przeszłości, ich dzisiejsze spotkanie nie miało większego znaczenia. Brunetka zapukała do drzwi, mając nadzieję, że to te właściwe. Nigdy przedtem tu nie była.
          - Momencik! - krzyknął chłopak zza drzwi, wyraźnie zaaferowany, na co dziewczyna zaśmiała się pod nosem. Zaskoczyło ją jego zachowanie, ale było w tym coś urzekającego. Po chwili zobaczyła jego rozradowaną, zaczerwienioną twarz, a do jej uszu dobiegło przyspieszone bicie jego serca. - Witam w swoich skromnych progach - Liam rozłożył ramiona, przepuszczając brunetkę, która po raz kolejny doznała szoku.
          - Zadziwiający porządek - pochwaliła go, rozglądając się dookoła.
          - A czego się spodziewałaś? - zapytał, szczerząc się i odbierając od niej kurtkę.
          - Czy ja wiem? - zastanowiła się. - Butelek po alkoholu czyhających na każdym możliwym blacie, zapachu papierosów unoszącego się nad nami i wsiąkającego w moje włosy i ubranie oraz striptizerek wyskakujących chociażby z szafy.
          - Chyba z tego wyrastam - powiedział, drapiąc się po głowie.
          - Akurat - prychnęła śmiechem, po czym usiadła na kanapie.
          - Marshall nie będzie miał ci za złe tego, że cały dzień spędzasz z taką szumowiną jak ja? - Liam poruszył brwiami w zabawny sposób, a dziewczyna spoważniała. - Trafiłem w czuły punkt?
          - Chciałbyś - odparła błyskawicznie. - Marshall nie wie, że tu jestem, nie wie też, że włóczyłam się po mieście przez cały dzisiejszy dzień właśnie z tobą. I może niech tak zostanie.
          - A co, planujesz ze mną nagrzeszyć?
          - Naprawdę chciałabym czasami wyjąć ci baterie, bo chwilami jesteś po prostu żenujący - stwierdziła, po czym jednak uśmiechnęła się.
          - Żenujący? W porównaniu do tego, co powiedziała mi dzisiaj Victoria, brzmi to jak komplement.
          - A co powiedziała? - zaciekawiła się jak dziecko.
          - Że jestem obleśny - powiedział. - Oczywiście nie miała na myśli mojej facjaty ani muskułów. Chodziło jej o moje wnętrze i o sposób, w jaki traktuję kobiety.
          - Mądra z niej dziewczyna.
          - A co, ty też uważasz, że jestem aż taki straszny? - zdziwił się.
          - Czy ja wiem... Tak czy siak, trzeba przyznać, że traktujesz kobiety dość przedmiotowo. Widziałam cię kiedyś z taką jedną, kleiła się do ciebie, że aż żal było patrzeć. Albo tamta, z którą przyszedłeś na przyjęcie do swoich rodziców. Cały czas próbowała wciągnąć cię do rozmowy, ale nawet nie kryłeś się z tym, że miałeś ją gdzieś.
          - Uważam, że są gorsi faceci ode mnie - upierał się. - Ja przynajmniej nie skrzywdziłbym żadnej kobiety i mogę ci to dać na piśmie.
          - Liam, czy ty siebie słyszysz? - roześmiała się. - Przecież ty cały czas krzywdzisz jakąś dziewczynę. Myślisz, że te wszystkie panienki, które sprowadzasz sobie na noc, nie mają uczuć? Tak, ja wiem, że z pewnością kilka z nich chce po prostu się zabawić, tak jak i ty, ale nie wierzę, że żadna z nich nie miałaby ochoty na coś więcej z twojej strony. Zastanawiałeś się nad tym? Może one wyobrażają sobie, że znalazły idealnego faceta dla siebie, że będą z tobą szczęśliwe i tak dalej, a kiedy przychodzi ranek, zaczynasz je olewać i udawać, że nic się nie stało?
          - Chyba jesteś przewrażliwiona na tym punkcie - zauważył naburmuszony, widać było, że Florence trochę przesadziła z wytykaniem mu błędów. - A ciebie skrzywdził kiedyś jakiś facet?
          - Nie miał czasu - odparła po namyśle. - Ledwo stałam się dorosła, kiedy popełniłam bardzo duży błąd i zamknęłam się w domu, prawie z niego nie wychodząc. Nie dawałam żadnemu chłopakowi szansy na to, by mnie poznał, by się do mnie zbliżył. Ale nie chcę o tym rozmawiać.
          - To dobrze, bo ja nie chcę o tym dzisiaj słuchać - rzekł Liam. - Nie zaprosiłem cię po to, by wspólnie zamulać albo pogrążać się w jakiejś rozpaczy. Pogadajmy o czymś przyjemniejszym.
          - Wiedziałeś o tym, że twój brat prasuje skarpetki? - zapytała, a brunet wybuchnął śmiechem, mając wielką satysfakcję z tego, że Marshall został pogrążony, choćby nawet w maleńkim stopniu.

Wyobrażam sobie, że jesteś w domu
W twoim pokoju, całkiem sam.
Otwierasz oczy, patrząc prosto na mnie
I wszystko jest lepsze. **

          - Obiecuję, że niedługo się stąd wyprowadzę i będziesz miała święty spokój - powiedział Dylan, jedząc kolację, podczas gdy Victoria cały czas smętnie grzebała w talerzu widelcem.
          - Mówiłam ci już, możesz zostać, jak długo potrzebujesz - rzekła cicho.
          - Co ty taka jakaś...
          - Jaka? - zaciekawiła się, próbując uśmiechem zamaskować swoje roztargnienie, zatuszować fakt, że myślami była gdzieś indziej.
          - Słuchaj, jeśli to moja obecność tak cię denerwuje, to może ja lepiej...
          - Dylan, przestań wygadywać bzdury, okej? - przerwała mu i wstała od stołu. - Po prostu muszę coś załatwić, ale niedługo wracam.
          - Jeśli idziesz do jakiegoś faceta, chciałbym go poznać i upewnić się, że jest dla ciebie odpowiedni.
      Victoria uśmiechnęła się promiennie, chcąc jak najdalej uciec od tego tematu. Co miała mu odpowiedzieć? Że akurat ten facet nie jest w najmniejszym nawet stopniu odpowiednim kandydatem na partnera? Że w każdej chwili może ją zdradzić, oszukać, zawieść? Że tak naprawdę nawet nie wiedziała, po co do niego idzie tej nocy?

Odnalazłaś siebie przed moimi drzwiami,
Tak jak za każdym razem przedtem.
Masz swoje najlepsze przeprosiny,
Ale jestem tu by widzieć jak odchodzisz. **

          - Naprawdę powinnam już iść - powiedziała Florence, gdy oboje siedzieli na podłodze, pijąc wino i rozmawiając znów o wszystkim i o niczym, nawet nie zauważając, jak kolejne minuty uciekały im pomiędzy palcami.
           - A co, doktorek będzie się niecierpliwił? - zapytał Liam, krzywiąc się na samą myśl o swoim bracie.
         - Słuchaj, umówiliśmy się, że nie będę pytać, dlaczego tak bardzo nienawidzisz Marshalla - rzekła dziewczyna. - Z drugiej strony, moja ciekawość staje się coraz większa.
          - W każdej chwili mogę ci o tym opowiedzieć - zapewnił. - To nie moja wina, że najchętniej poobdzieralibyśmy siebie nawzajem ze skóry. To on nawalił i jeśli chcesz znać tą historię, wiedz, że po usłyszeniu jej zmienisz zdanie o moim bracie.
          - Byłam pewna, że Marshall to dobry człowiek - przyznała Florence.
         - Tak samo, jak byłaś pewna, że ja jestem kompletnym palantem - zauważył. - Pozory potrafią mylić - dodał, a ona uśmiechnęła się, choć sprawiała wrażenie, jakby nie chciała, by jej uśmiech został przez niego zauważony. - Bo chyba nie uważasz już, że jestem palantem, co? - powiedział cicho i przysunął się do brunetki. Jednym ruchem dłoni odgarnął kosmyk jej włosów za ucho, a następnie przybliżył do niej swoje usta.
          - Liam, nie! - krzyknęła dziewczyna, kiedy poczuła, jak wino wylewa się z jego kieliszka wprost na jej koszulę. Mężczyzna odsunął się od niej jak oparzony. - Cholera... - powiedziała, z rozpaczą przyglądając się wielkiej plamie na swoim dekolcie i brzuchu.
          - Poczekaj, pomogę ci - rzekł i wyciągnął z kieszeni chustkę.
          - Naprawdę myślisz, że to coś da? - zapytała Florence i przewróciła oczami. - Jesteś niesamowity!
          - Jeszcze chwila, a nie będę już się powstrzymywał - zapowiedział.
          - Ale przed czym? - spytała brunetka.
          - Przed tym - wypalił i wreszcie zrobił to, co kusiło go od dłuższego czasu: pocałował ją.
          Chwila zapomnienia przeciągała się, a Florence ani razu nie spróbowała oderwać się od Liama.
          - Liam, chciałam cię tylko przeprosić za to, co... - powiedziała Victoria, pojawiając się znikąd i sprawiając, że dwoje ludzi w końcu odskoczyło od siebie.
          - Victoria, eee... - jąkał się chłopak, drapiąc się po głowie.
          - Przepraszam - skwitowała pani psycholog i wyszła, zamykając za sobą drzwi z hukiem.
          - No leć za nią - rzekła Florence. - Ja i tak powinnam już się zbierać.
       - Poczekaj tu na mnie! - rozkazał Liam, po czym wybiegł z mieszkania, mając nadzieję, że jeszcze dogoni Victorię.

        Co ona sobie wyobrażała? Że taki facet mógłby zainteresować się kimś takim, jak ona? Przecież nawet nie była w jego typie! On wolał te łatwe panny, których miał na pęczki. Ona nigdy taka nie była, nigdy tak naprawdę się nie zatraciła, wszystko musiało być przez nią zawsze dziesięć razy przemyślane, zanim postanowiła to zrobić. Ten jeden raz postanowiła działać pod wpływem impulsu. Coś kazało jej tu dzisiaj przyjść, porozmawiać z nim, przeprosić za to, że tak go oceniła, gdy rozmawiali wcześniej. Jak mogła być tak naiwna?
          - Victoria, zatrzymaj się - powiedział zdyszany chłopak, kiedy wreszcie ją dopadł.
          - Nie rozkazuj mi - warknęła. - Kto to był? Brooke, Samantha czy Olivia?
          - To były tylko przypadkowe imiona - odparł Liam.
          - Przypadkowe jak każda twoja dziewczyna - rzekła obojętnie. - Nawet mnie to nie obchodzi.
          - Skoro cię to nie obchodzi, to po co przyszłaś? - zdziwił się, a kobieta spojrzała na niego.
          - Miałam nadzieję, że po prostu jesteś inny - odrzekła po chwili. - Pomyślałam, że żartowałeś, wymieniając tamte imiona i że niepotrzebnie tak cię potraktowałam. A teraz widzę, że byłam naiwna, jak zwykle.
          - Victoria, to nie jest żadna z tych dziewczyn - zapierał się. - To jest przyjaciółka, a właściwie dziewczyna mojego brata...
          - Coraz lepiej - uśmiechnęła się, choć tak naprawdę miała ochotę rzucić czymś w Liama i uciszyć go.
          - Wiesz co? - zaczął tym razem chłopak. - Zdecyduj się, czego ty właściwie chcesz. Jeśli jestem dla ciebie kimś więcej, to po prostu mi o tym powiedz.
       Zignorowała go i odeszła, udając, że nie słyszy, jak ją woła. Powiedział właśnie to, jak naprawdę było. Czuła do niego coś dziwnego, coś głębokiego, ale tak bardzo chciała, aby okazało się to tylko złudzeniem. Próbowała zdusić w sobie zauroczenie nim, bo przecież to nielogiczne, żeby kobieta taka, jak ona, spotykała się z kimś takim, jak Liam! To bez sensu! Tym bardziej, że on sam powiedział jej, że nigdy nie będą razem, z dwóch przyczyn. Wciąż pamiętała, co jej wtedy powiedział, tak samo nie zapomniała o ich pocałunku. Tym razem jednak była bardziej wściekła, niż zakochana i postanowiła wyleczyć się z Liama Atwooda raz na zawsze.

OOO

Hej :)
Cóż mogę powiedzieć? Obiecałam, że ta historia zostanie opublikowana aż do swego epilogu i dotrzymam słowa, bo nawet, jeśli ja sama wiele razy w nią zwątpiłam, to są jeszcze tacy, którzy wierzą w nią do końca. To miłe. Mam nadzieję, że jeszcze nie zapomnieliście o tym opowiadaniu i będziemy się tu spotykać co 2 tygodnie, w sobotę... :)
Pozdrawiam :*
+ odsyłam również na Mine Again!

Coldplay - Violet Hill *
Gary Lightbody & Taylor Swift - The Last Time **

4 komentarze:

  1. Hej Kochana:* no nareszcie! Czekałam, czekałam i w końcu się doczekałam. Widać, że brak czasu robi swoje, to chyba była Twoja najdłuższa przerwa na tym opowiadaniu, ale wiedz, że strasznie się cieszę, że do nas wróciłaś. Cieszy mnie również fakt, że opowiadanie zostanie dokończone w całości, tym bardziej, że już od dawna jest napisane z epilogiem włącznie. Ja nie zwątpiłam i nie mam zamiaru tego robić aż do samego końca, także mogę śmiało powiedzieć, że na mnie możesz liczyć :) i mam nadzieję, że teraz już na pewno będziemy się tutaj spotykać co dwa tygodnie, bo kolejnej takiej przerwy moja ciekawość może po prostu nie znieść :)
    Ja też przez chwilę miałam wrażenie, że Liam zaczyna dorastać i przynajmniej przez jedną chwilę będzie poważny i nie będzie robił głupot. Jego rozmowa z Victorią nie należała do najprzyjemniejszych. Dziewczyna zwyczajnie zmieszała go z błotem pokazując, że jest o wiele lepsza od niego. Nie było to zbyt uprzejme z jej strony, ale z drugiej strony, ktoś musiał mu w końcu wytłumaczyć, że swoim postępowaniem może naprawdę kogoś skrzywdzić, zwłaszcza bliską sobie osobę. A Dylan szczerze mówiąc obraził się na niego jak dziecko. Z tego wynika, że Liam nie ma prawa do własnego zdania i musi siedzieć cicho, bo nawet jednym słowem może kogoś urazić. Każdy ma prawo do własnego zdania i nie zawsze musi być ono jak najlepsze. Tak właśnie myślałam, że na jednym spotkaniu się nie skończy. Zawsze podkreślałam, że Florence to ciekawa i jednocześnie bardzo tajemnicza postać. Mam nadzieję, że opowiadanie wkracza już na taki etap, że będziemy dowiadywali się coraz więcej o Florence i tej jej czarnej przeszłości, którą tak mocno przed innymi ukrywa. Mi się wydaje, że Liam na tą chwilę szuka w niej po prostu przyjaciółki, której może się wygadać, bo jego niby najlepszy przyjaciel ma fochy. Oczywiście w przyszłości może wyniknąć z tego coś poważniejszego, ale nie każda znajomość musi się od razu kończyć związkiem ;) jak przeczytałam końcówkę fragmentu o tym, że Marshall prasuje skarpetki, to do teraz nie mogę przestać się śmiać :D przypomniał mi się wtedy mój wuja, który jest chyba jeszcze gorszym pedantem niż Marshall :D osobiście nie mam nic przeciwko temu, że facet o siebie dba, ale też nie dajmy się zwariować :) myślę, że taki przesadzony pedantyzm jest po prostu niezdrowy. Jestem ciekawa, czy Florence po pewnym czasie też będzie taka pedantyczna jak Marshall ;)
    Nadopiekuńczy brat? Skąd ja to znam... mój jest dokładnie taki sam. Tym bardziej widać to teraz, kiedy moja siostra spotyka się z jakimś chłopakiem. Ale z drugiej strony to chyba dobrze, że jest ktoś, kto się interesuje i chce żeby jego siostra trafiła na właściwego chłopaka. Ja póki co jeszcze nie jestem w podobnej sytuacji i myślę, że nie będę musiała znosić nadopiekuńczości mojego braciszka. A o ojcu to już nie wspomnę, ale oczywiście nie chcę żebyś przy czytaniu mojego komentarza zasnęła, więc podaruje sobie tą wzmiankę :) nie poznaję Victorii. Przedstawiłaś nam ją jako mądrą, wykształconą kobietę, która zanim coś zrobi, to przemyśli to jeszcze co najmniej z dziesięć razy, a na końcu i tak nie będzie pewna, czy dobrze robi. Zauroczyła się Liamem i ja ją doskonale rozumiem, bo jeszcze całkiem niedawno byłam pod wpływem tego samego uczucia. Teraz powoli, stopniowo mi przechodzi z czego się cieszę, bo nie chcę do reszty stracić głowy dla kolesia, który już wystarczająco udowodnił, że na to nie zasługuje. Zastała Liama z Florence w dwuznacznej sytuacji i stwierdzam, że gorzej trafić nie mogła. Mam nadzieję, że wytrwa w swoim postanowieniu, chociaż nie ukrywam, że jestem ciekawa jak wyglądaliby razem jako para ;) przeciwieństwa się przyciągają, więc wszystko jest możliwe.
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział. Buziaki :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym epilogiem to jest bardziej skomplikowana sprawa, otóż jest on niby napisany, ale nie jestem z niego zadowolona. Obecnie wkręciłam się w moje drugie opowiadanie, ale zapewne tuż przed publikacją epilogu tutaj, napiszę go od nowa, tak żeby mi się podobał - a nie jest z tym łatwo :P
      Też mam nadzieję, że spotkamy się tu za 2 tygodnie :D
      Buziaczki :*

      Usuń
  2. Cześć Kochana :)
    Bez zbędnego gadania, przechodzę do konkretów :)
    Kurka! Jak tak zaczęłam czytać,to sobie pomyślałam o Liamie w taki pozytywny sposób. Mówię sobie, no patrz! Zmienił się! A tu za chwile pokazuje swoje najlepsze oblicze! Ach, ten człowiek to czysta zagadka. Pewnie i dla niego samego również. Alee to mi się w nim podoba :)
    Swoją droga... nie sadziłam, że Dylan aż tak weźmie słowa przyjaciela do siebie. No, ale cóż. Stało się.
    Trochę dziwi mnie zachowanie Florence. Spotyka się z Liamem za plecami jego brata, jest tak jakby na każde zawołanie chłopaka. Ba! Ona świadomie chyba tego chce i nawet chce to ukrywać przed Marshallem. No ładnie, ładnie.
    Jestem bardzo ciekawa co się wydarzyło w życiu Florence. Serio. Bo widać, że ma ogromny dystans do tego co się kiedyś wydarzyło. Pewnie z czasem wszystkiego się dowiem, ale no ;p
    Tak sobie wyobrażam Florence i Liama. Razem. Musze przyznać, że ładna byłaby z nich para. No i na ten pocałunek czekałam! Poważnie. Oczywiście nie wierzę, że od teraz wszystko się zmieni i oni będą ze sobą, a już prze szczęśliwi to w ogóle, nie tak od razu, ale zrobili krok na przód :) Co mnie cieszy.
    Ale jest na dokładkę Victoria. Tutaj to się zachłysnęłam. Nie spodziewałam się po niej takie reakcji. W ogóle nie sądziłam, że ona może na prawdę zainteresować się Liamem. Gdzie ona a gdzie on. Dwa różne bieguny. Choć miło również zaskoczył mnie Liam, mówiąc to co myśli. Musi się dziewczyna zdecydować. Domyślam się, że to nie łatwe, ale takie życie.
    To się porobiło :)
    Do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nim zabrałam się za czytanie nowości, to musiałam się cofnąć w czasie i sięgnąć do starszych odcinków. Potrzebowałam znowu wczuć się w tą historię, jej atmosferę i przekaz. Cieszę się, że nie zrezygnowałaś z niej, bo to jest naprawdę bardzo dobre, emocjonalne opowiadanie, które zasługuje na swój happy end - nawet jeśli nie będzie szczęśliwy. Przede wszystkim to Ty zasługujesz na te uczucia, które towarzyszą autorowi, gdy publikuje tą ostatnią część, gdy stawia tzw. kropkę na i. Wiem ile daje to satysfakcji, dlatego życzę Ci tego z całego serca:*
    Przykro mi, że przez problemy Michelle i Dylana cierpi jego przyjaźń z Liamem. Ja sama uważam, że Michelle zachowuje się bardzo irytująco (naprawdę, dawno żadna postać tak bardzo mnie nie denerwowała jak ona. Moje gratulacje!) i egoistycznie. Okej, straciła jedno dziecko, ale teraz - na własne życzenie! - chce odebrać życie swojemu drugiemu potomkowi. Czy to nie hipokryzja? Już dawno przestałam rozumieć tą dziewczynę i jak było mi jej na początku żal, to teraz jest mi obojętna. Czasami nawet sobie myślę, że Dylan powinien sobie odpuścić i spróbować żyć od nowa, bo zasługuje na coś więcej niż na wiecznie niezadowoloną żonę, która nie potrafi przyjąć pomocy od nikogo, która nie widzi, że inni też cierpią.
    Liam i Florence muszą być razem. Między nimi jest taka niesamowita więź porozumienia. Potrafią rozmawiać o poważnych sprawach, aby za chwilę przeskoczyć na ten zupełnie błahy. Poza tym wydaje mi się, że w pewnym sensie oboje sobie pomagają. Liam dojrzewa przy Florence. Zaczyna myśleć poważniej, chociaż nie do końca pozbył się tej swojej natury tzw. 'hulaj duszo'. Florence zaufała komuś i wyszła z tego mroku w którym się pogrążyła. Oboje pozytywnie na siebie oddziałują, a ja zawsze, gdy czytam o nich mam motylki w brzuchu! :)
    Dobrze, że Dylan ma Victorię. Dobrze wiedzieć, że w momencie, gdy cały świat wali się nam na głowy jest ktoś, kto pomoże nam go przytrzymać.
    Ta długa rozłąka z tą historią trochę dała mi się we znaki, bo końcówka totalnie namieszała mi w głowie. Nie, Liam i Victoria nie pasują mi do siebie. Mimo to, przykro mi było, że Pani psycholog musiała wejść do jego mieszkania akurat w takim momencie. Po pierwsze przerwała pocałunek Liama i Florence, a ja im tak kibicuje, a po drugie złamała sobie serce. Szkoda mi jej, bo dobra z niej kobieta, ale uważam, że powinna znaleźć sobie kogoś innego.
    Matko, teraz to mam totalny mętlik. Czekam na nowość z niecierpliwością :*

    OdpowiedzUsuń