Obiecuję ci, że zawsze tu będę. Bo gdzie indziej miałbym być, skoro jest to nasze miejsce?
Michelle szła przed siebie powolnym krokiem, analizując wszystko, co ją otaczało. Wielokrotnie tego dnia przyłapywała samą siebie na podziwianiu przyrody i zastanawiała się, kiedy robiła to po raz ostatni. Od dawna wszystko było ważniejsze, niż proste, zwyczajne przyjemności. Stała się głucha na śpiew ptaków i kompletnie niewidoma, jeśli chodzi o późno jesienny świat, który nigdzie nie wyglądał piękniej, niż tu. Tak naprawdę nie wiedziała, dlaczego przestała czerpać radość z życia i z jego prozaiczności. Może gdyby nie zaszyła się w domu wraz ze swoim cierpieniem i tęsknotą, życie byłoby o wiele łatwiejsze? Szkoda tylko, że pewne rzeczy docierają do nas tak późno.
Dziewczyna słyszała, jak piasek trzeszczał pod jej ciężarem, kiedy stawiała kolejny krok do przodu. Dopiero w momencie, gdy odnalazła jedno z wielu sentymentalnych tutaj miejsc, usiadła i utkwiła wzrok w wodzie, wyjątkowo spokojnej.
- Witaj na naszej plaży - powiedziała, odgarniając kosmyk swoich włosów, które wciąż rozwiewane były we wszystkie strony przez silny wiatr. - Kiedyś należała ona tylko do mnie, potem podłączył się twój tata i starszy brat, a teraz także ty - kobieta pogładziła dłonią swój delikatnie zaokrąglony brzuch. - To jest naprawdę specjalne miejsce, w którym dowiedziałam się, czym jest prawdziwa miłość. Twój ojciec zawsze był dla mnie taką właśnie prawdą, a ja mu ufałam, odkąd tylko go zobaczyłam. Oboje byliśmy młodzi, mogliśmy potraktować naszą znajomość jak chwilowy epizod i zakończyć to, kiedy tylko zaczniemy się sobą nudzić, ale nigdy tak się nie stało. Zabawne, że na początku Dylan nie chciał uwierzyć w to, że dostrzegam w nim dobroć. On sam nie widział jej w sobie, wydawało mu się, że jest zły i na mnie nie zasługuje. A ja od początku czułam, że jest kimś więcej i myślę, że pomogłam mu to zauważyć. Bo widzisz, nie znam silniejszego człowieka, niż twój tata - rzekła Michelle. - Miał prawo do tego, by upaść, tak jak ja, jednak on pozostał dzielny i nie do pokonania. I choć rzadko opowiadał mi o swoim ojcu, wiem, że tak naprawdę chciał mu dorównać pewnego dnia. Chciał był równie dzielny i wytrwały i naprawdę mu się to udało. I nawet, kiedy miał już mnie dość i odseparował się ode mnie, był dla mnie wsparciem. To dla niego chciałam być coraz lepsza, chciałam podnosić się z ziemi i iść dalej, niesiona przekonaniem, że on wciąż jest przy mnie i że mnie kocha. Kiedy chciałam popełnić samobójstwo... Wiesz, ja po prostu czułam, że Dylana przerosło to wszystko i postanowił mnie zostawić, ale w głębi duszy nigdy w to nie uwierzyłam. Nie wiem, czy kiedykolwiek mu to powiem, ale dzisiaj jestem wdzięczna Bogu za to, że wtedy nie pozwolił mi odejść. Mógł puścić moją rękę i przestać mnie tu trzymać, a jednak tego nie zrobił. Dzięki niemu ja tu wciąż jestem - kobieta ściszyła głos. - Dzięki niemu jesteśmy tu obydwie.
Kobieta zacisnęła pięści, czując przypływ tęsknoty za tym, co kiedyś miała. Za uczuciem, które wydawało się nieśmiertelne, za tymi wszystkimi małymi rzeczami, które w pewnym momencie okazały się najcenniejszymi ze wszystkich. Czekanie na jego powrót do domu. Robienie mu śniadania. Sprzeczanie się, na jaki kolor pomalować ściany. Niepowtarzalne godzenie się po każdej kłótni, mniejszej lub większej. Brakowało jej nawet jego ataku kichania z samego rana i zabawnej miny, jaką miał, kiedy jeszcze spał.
- A skoro to jest nasze miejsce, to dlaczego go tutaj nie ma? - zapytała Michelle, choć nie spodziewała się, że usłyszy jakąkolwiek odpowiedź.
- No przecież jestem - rzekł Dylan, a dziewczyna gwałtownie odwróciła wzrok.
Był tu. Byli tu razem, ale tak jakby wciąż osobno. Chelle spojrzała znów na piasek, rysując na nim palcem bezmyślnie.
- Jestem wściekła - powiedziała Michelle, podczas gdy brunet wciąż stał nieopodal. - Mam ochotę tak po prostu cię przytulić, głupie, nie? Mam ochotę zapomnieć o tym wszystkim, co się wydarzyło, ale wiem, że to nic nie da. Straciłam swoją szansę i straciłam ciebie.
- Podsłuchiwałem cię - wtrącił Dylan, najwyraźniej chcąc uciec od tematu, który poruszyła żona. - Twoją rozmowę z...
- Z naszą córką - spojrzała na niego i, ku swemu zdumieniu, na jego twarzy nie było widać zdziwienia tą wiadomością. - Victoria ci powiedziała, że nie usunęłam ciąży?
Brunet pokręcił przecząco głową.
- Nie chciałem zwątpić w to, że nie zrobiłabyś czegoś takiego - powiedział.
- Ależ zrobiłabym - wyszeptała, jakby wstydziła się tych słów. - Gdyby nie człowiek, którego kiedyś nazywałeś swoim przyjacielem.
- Otwieraj - krzyknął Liam, waląc w jej drzwi bez opamiętania. - Wiem, że tam jesteś i mnie słyszysz. Nawet jak nie wpuścisz mnie do środka, będziesz musiała mnie wysłuchać.
Wtedy Michelle otworzyła drzwi i wychynęła za próg.
- Coś się stało? - zapytała. - Wyglądasz na zdenerwowanego...
- Bo jestem zdenerwowany - odparł. - Też byś była, gdyby twój przyjaciel tak po prostu się na ciebie wypiął i udawał, że nie istniejesz. Dylan traktował mnie jak takie wyjście awaryjne, odkąd ty pojawiłaś się w jego życiu. Kiedy miałaś iść gdzieś bez niego, postanawiał do mnie zadzwonić, żeby nie spędzać wieczoru samotnie. Od dłuższego czasu byłem dla niego bardziej jak każdy inny znajomy, niż przyjaciel, który zawsze wysłucha i pomoże.
- Nie obwiniaj mnie - przerwała mu. - Może Dylan po prostu dorósł i zrozumiał, że tryb życia, który ty prowadzisz, jemu akurat nie odpowiada?
- Nie, on po prostu wylądował pod twoim pantoflem - zarzekał się Liam. -Wszystko dlatego, że się w tobie zakochał.
- Uważasz, że to źle?
- Uważam, że jeśli ty też go kochasz, powinnaś go szanować. Przez ciebie Dylan od kilku lat wygląda tak, jakby lada chwila miał się zamknąć w sobie. To nie przez zaginięcie Bena, wiesz? Tak się składa, że ja znam Dylana trochę dłużej, niż ty i wiem, że coś takiego nie złamałoby go na pół. Owszem, cierpiałby tak, jak ty, ale umiałby podnieść się, otrzepać spodnie z piasku i ruszyć dalej, mimo bólu. Gdybyś tylko mu w tym pomogła, zobaczyłabyś, że tobie również byłoby łatwiej z całą tą ciężką sytuacją.
Michelle nie odzywała się, ale wyglądała tak, jakby jego słowa naprawdę do niej dotarły. Właśnie o to mu chodziło, choć nie wierzył w to, że dziewczyna go wysłucha.
- A teraz chcesz mu wymierzyć kolejny cios? - zapytał, nie dowierzając. - Jeśli go kochasz, nie zrobisz tego.
- Może zmieniłbyś zdanie, gdybyś był na moim miejscu?
- Chelle, ale co ja niby mam ci powiedzieć? Zależy mi na Dylanie, jest dla mnie jak brat. Wiedz, że jeśli przez ciebie on będzie cierpiał, nie wybaczę ci tego. Mimo, że nie darzymy się szczególną sympatią, nadal wierzę w to, że postąpisz słusznie.
Zastanawiała się, od kiedy Atwood jest taki dojrzały, jednak ugryzła się w język. Brunet odwrócił się, jednak jej głos zatrzymał go.
- Dziękuję - zawołała za nim. - Jesteś prawdziwym przyjacielem.
- Tyle, że nie twoim - mruknął pod nosem Liam, darząc Chelle jeszcze większą niechęcią.
- On zrobiłby dla ciebie wszystko - powiedziała Michelle z wyrzutem.
- Wszystko pięknie, ale czy Liam pochwalił ci się, jak zrównał cię z ziemią, zrzucając na ciebie całą winę? - zdenerwował się Dylan. - Mówił o tobie w taki sposób, że krew mnie zalewała, gdy musiałem tego wysłuchiwać. Powinnaś być chyba szczęśliwa, bo stanąłem w twojej obronie.
- No właśnie, ale czy na pewno postąpiłeś właściwie? - zapytała. - Przecież Liam miał rację. To moja wina, że zaczynałeś pogrążać się w rozpaczy. To ja dorzucałam ci kolejnych zmartwień, choć nie brakowało ci ich przecież po zaginięciu naszego syna. Naprawdę doceniam to, że chcesz przeinaczyć fakty, ale musimy oboje spojrzeć prawdzie w oczy, Dylan. To ja nawaliłam, rozumiesz? Biorę całą winę na siebie. Może nie jestem winna temu, co spotkało nasze dziecko, ale jestem winna twojemu cierpieniu, bo powinnam być przy tobie i cię wspierać, tymczasem ja byłam jak kula u nogi.
- Nie mów tak, Chelle.
- Jak długo jeszcze będziesz się tak oszukiwał? - spytała. - Powiedz to. Powiedz, że Liam miał rację.
Mężczyzna westchnął, po czym spojrzał na żonę pustym wzrokiem.
- Liam miał rację - rzekł. - Zadowolona?
- Bardzo - odparła. - I myślę, że powinieneś podziękować mu za to, że przemówił mi wtedy do rozsądku. Gdyby nie on...
- Michelle, a skąd ty... - spojrzał na jej brzuszek, a na jego twarzy przez moment widniał minimalny uśmiech, za którym tak bardzo się stęskniła.
- Skąd wiem, że to dziewczynka? - Chelle odgadła jego myśli. - Czuję to.
- Czyli tak, jak chcieliśmy... - Dylan usiadł obok ukochanej. - Nasza córka będzie miała starszego brata, który zawsze ją... - w jego oczach zakręciły się łzy. Za wszelką cenę chciał to przed nią ukryć, ale wtedy Michelle chwyciła jego dłoń i oparła twarz na jego ramieniu.
- Ochroni - dokończyła za niego i jak najmocniej wtuliła się w jego silne ciało.
Kiedy jestem tutaj, czuję się dobrze, ale dopiero, gdy jestem tutaj z tobą, wiem, że nic mi nie grozi.
Była naprawdę wściekła i cieszyła się, że nie było tu żywej duszy poza nią - inaczej bez wahania wyładowałaby swoje napięcie na pierwszej lepszej osobie. Nie dość, że była świadkiem strasznego wydarzenia, a przed jej oczami wciąż pojawiały się dramatyczne obrazy z wczorajszego wieczoru, to na dodatek była z tym wszystkim całkiem sama. Przez cały dzień wydzwaniała do brata i Michelle, ale żadne z nich nie raczyło odebrać telefonu czy chociaż odpisać na jej wiadomości. W momencie, gdy czuła, jak ulatnia się z niej ostatnia nadzieja, przypomniała sobie o tym miejscu i o tym, jaką rolę odgrywało w życiu ich obojga. Wiedziała, że nie znajdzie ich nigdzie indziej, tym bardziej ją to dziwiło. Czyżby przyszli tutaj razem? A może wpadli na siebie tutaj przez przypadek? I czy chociaż ich historia udowodni, że miłość jeszcze istnieje?
Kiedy Victoria zobaczyła ich sylwetki, przyspieszyła i poczuła ulgę - potrzebowała ich tu i teraz. Choć jej humor daleki był od ideału, ucieszyła się, gdy zobaczyła Michelle opartą na ramieniu Dylana. Wyglądali tak, jak przedtem i wydawało się, jakby byli znów szczęśliwi.
- Wreszcie... was... dopadłam... - dyszała Parks, wyrywając pozostałą dwójkę z błogiego stanu.
- Coś się stało? - zapytała Michelle, a brunetka pokiwała głową twierdząco.
- Dajcie... mi... chwilę... - Victoria usiadła na piasku i stopniowo zaczynała oddychać spokojniej i wolniej. - Liam jest w szpitalu - powiedziała. - Lekarze nie chcą mi nic powiedzieć, potrzebują kogoś z rodziny, ale Marshall też nie odbiera. Próbowałam się z nim skontaktować, ale chyba mam jego stary numer. Proszę, jedźcie tam ze mną, bo ja już naprawdę nie daję sobie rady...
- Ale co się stało? - przerwał jej Dylan, czując, jak krew pulsuje w jego żyłach.
- Liam w coś się wpakował - odparła Victoria. - Próbowałam coś zrobić, ale nie zdążyłam. Został pobity. Ja wiem, że to nie pierwszy raz, ale chyba dopiero teraz naprawdę oberwał. Walczy o życie w szpitalu.
- Jedziemy - powiedział Dylan i ruszył energicznie przed siebie. - No na co czekacie, do cholery?! - wrzasnął, a one jak najszybciej zerwały się na równe nogi.
Gdy tak szli, Victoria wyjęła z kieszeni komórkę Liama. Otworzyła listę jego kontaktów, z której zresztą wytrzasnęła numer do Marshalla. Wtedy właśnie pomyślała, że powinna skontaktować się z tą dziewczyną, którą widziała kiedyś u Liama i która była wówczas partnerką Marshalla.
,,Liam jest w szpitalu. To poważne. Nie mogę dodzwonić się do jego brata. Proszę, przyjedź. Victoria''.
Byłam oczarowana monologiem Michelle. W ogóle ciężko mi uwierzyć w to, że ta kobieta aż tak się zmieniła. Podejrzewam, że te dwa miesiące rozłąki dały jej wiele do myślenia. Dała sobie czas, żeby ogarnąć swoje życie i teraz jestem skłonna powiedzieć, że jej się to udało. Za znaczący sukces uznałabym fakt, że nie usunęła ciąży tak jak to wcześniej planowała. Niektóre kobiety są zdeterminowane i są w stanie tego dokonać, ale nie wyobrażam sobie, żeby Michelle mogła to zrobić. Nie zniosłaby straty drugiego dziecka. Może na samym początku nie miałaby wyrzutów sumienia, ale później z całą pewnością by ją dopadły, a wtedy nie byłoby już odwrotu. Fajnie, że będą mieli córeczkę :) pamiętam ten fragment ich rozmowy podczas USG, że chcieliby mieć dużą rodzinę i życzę im, aby ich marzenie się spełniło. To wspomnienie mnie zaskoczyło totalnie. Nie przypuszczałabym, że Liam złoży wizytę Michelle i to dzięki niemu kobieta postanowi urodzić dziecko. A co za tym idzie nasz Liam wcale nie jest taki zły jak sądziłam. Może i jest egoistą, w to akurat nie wątpię, ale przyczynił się do naprawdę poważnej rzeczy i jeśli już Michelle miałaby komuś dziękować za uratowanie życia jej dziecka, to powinien to być właśnie Liam. Myślę, że w takich sytuacjach jest niezastąpiony i kiedy naprawdę pojawia się problem to można zawsze na niego liczyć. Wyświadczył przysługę swojemu przyjacielowi, chociaż wcale nie musiał tego robić po tym, jak Dylan go potraktował. To się po prostu nazywa prawdziwa przyjaźń. Ciekawa jestem jak Dylan postąpi w obecnej sytuacji, kiedy jego przyjaciel leży w szpitalu i walczy o życie. Mam nadzieję, że odstawi swoją dumę na bok i pogodzi się z Liamem :)
OdpowiedzUsuń