INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

14 lipca 2013

28. ,,Możesz być ze mnie dumny''


       Siedzieli w ciszy, ponieważ zrozumieli, że nie warto się odzywać, bowiem każde słowo sprawiało, że niemal wybuchali ze złości. Czas pokazał, że tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą, więc na jakiej podstawie pomyśleli, że mogliby stworzyć udaną, kochającą się rodzinę, mogącą liczyć na siebie w każdej chwili zwątpienia? Dziś żałowali tego, że byli tak naiwni. Victoria najchętniej cofnęłaby czas i tamtego wieczoru nawet nie pojawiła się w okolicy mieszkania Liama. Gdyby jej tam wtedy nie było, nie spędziliby razem nocy i dziś nie spłacaliby wspólnie ceny za swoje błędy. Było jednak coś, czego ani przez jeden moment nie żałowała. Przecież gdyby nie tamta chwila zapomnienia, kiedy dali się ponieść emocjom i pożądaniu, dziś pod jej sercem nie biłoby maleńkie serduszko ich dziecka. Pokochała je. Sprawiło ono, że w jakimś maleńkim stopniu, Liam wydał jej się bardziej ludzki, niż dotychczas. Gdyby był palantem, jak wszyscy uważali, czy nie wysłałby jej na aborcję, nawet tego nie uzasadniając i nie słuchając jej sprzeciwów? Atwood stanął na wysokości zadania, dopiero teraz załamał ręce w bezsilności. Spojrzał na nią spode łba, zastanawiając się, czy tym razem może już się odezwać, bez narażania się na atak jej gniewu. Wtedy to ona postanowiła zabrać głos.
        - Przyjęłam do wiadomości to, że nie chcesz ze mną być - powiedziała. - Wiesz, że gdyby chodziło tylko o mnie, cierpiałabym może kilka dni, a potem stanęłabym znów na nogi, wróciła do pracy, po pewnym czasie poznała faceta lepszego od ciebie i ułożyła sobie życie, z daleka od twoich dziecinnych gierek? Tylko, że tu nie chodzi tylko o mnie, Liam.
        - Obiecałem ci już, że zajmę się tobą i naszym dzieckiem.
        - Obiecałeś! - krzyknęła rozpaczliwie. - Wiesz, co możesz zrobić ze swoją obietnicą? Mi ona się nie przyda, bo jest bezwartościowa. Kiedy byłam mała, wiele razy słuchałam podobnych bajeczek, kiedy opowiadał mi je mój ojciec. Mówił, że przyjedzie na pewno, po czym dzwonił, że niestety się nie wyrobi. Z biegiem lat zaczęło być coraz ciekawiej, bo mój staruszek przestał w ogóle informować o tym, że jednak nas nie odwiedzi. Tak, dobrze słyszałeś. Dla niego nasz dom był jak hotel, a matka, cóż, traktował ją jak obcego człowieka. Pewnego dnia i ja zaczęłam go tak traktować i kiedy to do niego dotarło, był w szoku. Myślał, że ja zawsze będę na niego czekać, jak ta mała, głupia dziewczynka, z nosem przytkniętym do okna, kiedy wypatrywała go niecierpliwie i rozczarowywała się za każdym razem, kiedy drogę przecinał jakiś anonimowy facet, a nie jej tatuś - Victoria przerwała. Obróciła głowę, nie chciała, by Liam widział jej słabość. Uszanował to i w ciszy poczekał, aż brunetka będzie gotowa, by kontynuować. - Pewnego dnia ja po prostu zrozumiałam, że nie warto wierzyć w tego człowieka, bo on po prostu nie powinien już dla mnie istnieć. To nie tak, że go znienawidziłam, ja po prostu odbierałam go jak zupełnie obcą mi osobę. Właśnie tego nie chcę dla swojego dziecka, rozumiesz? Nie życzę nikomu takiego losu.
       - Będę dobrym ojcem, Victoria, uwierz we mnie.
       - A skąd ty możesz mieć taką pewność? - zapytała ze złością. - Skąd możesz wiedzieć, że pewnego dnia rola tatusia ci się nie znudzi? Ja naprawdę nie chcę, żeby moje dziecko miało niedzielnego tatę, który pojawia się, kiedy ma na to ochotę, a któregoś pięknego dnia nawet nie informuje o tym, że ma już to dziecko gdzieś. I tak sobie myślę... Może zastanów się, czy staniesz na wysokości zadania? Bo jeśli czujesz, że któregoś dnia nawalisz tak, jak zrobił to mój ojciec, powiedz mi to już teraz. Lepiej, żeby nasze dziecko nie poznało takiego taty.

Kiedy byłem młodszy, zawsze myślałem, że mogę być kimś, 
jeśli tylko się postaram.
Kiedy byłem młodszy mój ojciec powiedział: 
,,Uśmiechaj się, okazuj szacunek''.
Kiedy byłem młodszy, nigdy nie powiedziałeś, 
kiedy byłem starszy, czułem się bezradny.
Kiedy byłem młodszy, promieniałeś światłem, 
a teraz, kiedy jestem starszy, już nie świeci tak mocno. 
Kiedy byłem młodszy, zawsze mówiłeś, że mimo mojego wieku, 
zawsze będziesz ze mną. *

       Czy jego ojciec faktycznie był teraz przy nim? Czy czuwał, patrząc z góry na jego poczynania i znając jego zamiary, które za kilka chwil zostaną wprowadzone w życie? Jeśli tak, to czy nie jest to ironia losu, że zainteresował się życiem jedynego syna w momencie, w którym nie może mieć już na nie wpływu i kiedy to tak naprawdę nie ma już najmniejszego znaczenia? I jeśli on go teraz widzi, jeśli wie, że Dylan za moment zrobi coś, czego według prawa nie powinien robić, czy wciąż utrzymuje, że jest ze swojego pierworodnego dumny zawsze i wszędzie, cokolwiek robi?
       Brunet spojrzał w niebo, a przed oczami przewinęły mu się dziesiątki obrazków. Najpierw zobaczył dzień, w którym rodzice przyjechali do domu ze szpitala, przedstawiając mu jego młodszą siostrzyczkę. Wolał mieć brata, ale jak czas pokazał, Victoria też umiała grać w piłkę i nawet to lubiła, choć dziś niechętnie się do tego przyznawała. Jak przez mgłę pamiętał wyraz twarzy swojego ojca, kiedy tylko trzymał maleńką dziewczynkę w swoich silnych rękach. Był z niej zadowolony, choć wtedy nie robiła nic wielkiego, po prostu była, a dla niego było to wystarczające. Następnie Dylan widział ostatnie szczęśliwe lata ich rodziny, ostatnie święta, które spędzili naprawdę razem i ostatnie urodziny, w których uczestniczyli jego rodzice razem. Zobaczył dzień, w którym Victoria miała przedstawienie w szkole i tak bardzo zależało jej na tym, by tata ją wtedy widział, jednak on się nie pojawił, bo ,,coś mu wypadło''. Pamiętał, że siostra nie chciała dać tego po sobie poznać, ale potem słyszał, jak płakała w kącie. Właśnie wtedy przekreślił swojego ojca. Nie chciał go znać, nie chciał o nim słyszeć ani myśleć. Znienawidził wodę, jego ojciec był żeglarzem, więc automatycznie budziło to te najmniej pożądane skojarzenia. nagle pojawiła się dziewczyna, która właśnie plażę nad rzeką, uczyniła jego miejscem na ziemi, którego nie zamieniłby na żadne inne.
       - Bądź ze mnie dumny - powiedział Dylan. - W swoim życiu kochałem prawdziwie, a dzisiaj udowadniam, jak silna była... jest moja miłość. 

        - Myślisz, że nasze dziecko chciałoby wiedzieć, że jego tata nie dość, że nawet się nim nie interesował, to na dodatek nie chciał być z mamusią, bo nie była wystarczająco atrakcyjna, jak na jego gust? - zapytała Victoria, na co Liam wytrzeszczył oczy ze zdumienia.
        - Tak uważasz? - spytał. - Wydaje ci się, że nie chcę być z tobą, bo jesteś za brzydka?
        - A jaki jest inny powód? Zasługuję na to, by wiedzieć, dlaczego mnie odrzucasz, kiedy ja zrobiłabym wszystko, abyś zmienił zdanie i chciał być tylko ze mną.
        - Lily - rzekł lekko chłopak. - Tak miała na imię kobieta, którą kocham do dziś. Mówiłem ci, że ją straciłem, ale to nieprawda. Ona odeszła ciałem, ale duchem dalej jest przy mnie. Kiedy byłem w śpiączce, ona miała na mnie oko. Możliwe, że to był tylko sen, nieważne. Najważniejsze, że poznałem w końcu prawdę i wiem, że ona zawsze była tylko moja, aż to samego końca. Gdyby nie przegrała z chorobą, dziś na pewno bylibyśmy razem, mielibyśmy gromadkę dzieci i tak dalej, ale los zadecydował inaczej, wbrew naszej woli.
        - Skoro tak ją kochasz, to dlaczego przez te wszystkie lata zmieniałeś dziewczyny jak rękawiczki?
        - Próbowałem się pocieszyć - odparł. - Wiem, że tego nie rozumiesz. Po prostu to przeczytaj - skwitował i wstał. Wrócił dopiero po chwili i przekazał dziewczynie list, który dostał od Marshalla. Dziewczyna niechętnie wyciągnęła wymiętą kartkę i zaczęła czytać, nie wierząc, że to cokolwiek zmieni.

Najdroższy,
piszę ten list, ponieważ wiem, że nie chcesz mnie już widzieć ani wysłuchiwać moich wyjaśnień. Wierzę, że kiedykolwiek odczytasz te słowa, poczujesz, że Cię nie zdradziłam. Nie piszę tego w swojej własnej sprawie. Wiem, jak ja poczułabym się, gdybym to ja zobaczyła Ciebie, całującego się z inną. Właśnie dlatego rozumiem, dlaczego nie chcesz mnie już odwiedzać w szpitalu, ale nie będę prosić o kolejną szansę.
Tamtego dnia Marshall był w wyjątkowo podłym nastroju, między innymi dlatego, że moje wyniki bardzo się pogorszyły. Poprosiłam go, by przekazał Ci te informacje, ale on powiedział, że nie potrafi tego zrobić. Nie umiał sprawić Ci bólu, wiedział, jak ważna dla Ciebie jestem. Opowiedział mi o Waszym życiu i o tym, że od zawsze zazdrościł Ci wszystkiego. To on miał same piątki w szkole, ale przy tym nie miał prawie żadnych znajomych, nie chodził na imprezy i nie wiedział, jak smakuje pierwsze zauroczenie, bo kiedy miał już pracę, wciąż nie miał za sobą żadnego związku. Ty byłeś inny. Miałeś wszystko to, czego on nigdy nawet przez moment nie trzymał w swoich dłoniach. Wasi rodzice również traktowali Cię jak oczko w głowie. Wybaczali Ci każdy wybryk, usprawiedliwiali go i głaskali Cię po głowie, podczas gdy Marshall wciąż czuł presję na swych plecach. Powiedział mi też, że najbardziej żałuje tego, że go nie lubisz. Chciał być dla Ciebie przyjacielem, a Ty potrafiłeś jedynie śmiać się z niego i wyzywać od kujonów. Zrobiło mi się go szkoda, pocałowałam go, to wszystko. Twój brat miał potem ogromne wyrzuty sumienia, z drugiej strony nie umiał wyznać Ci prawdy i boję się, że nigdy się na to nie odważy. Musisz wiedzieć, że on naprawdę Cię kocha - tak, jak i ja, choć nigdy przedtem Ci o tym nie mówiłam i żałuję, że być może nigdy nie powiem Ci tego prosto w oczy. Takie jest życie - krótkie i kruche. Nie warto tracić czasu, rozumiesz? Wierzę, że nie będziesz miał żalu do Marshalla, że w końcu zaczniesz inaczej go traktować, okażesz mu zrozumienie i wsparcie, a także miłość. Wiem, że potrafisz. Czasami myślałam, że jestem jedyną osobą, która w Ciebie wierzy, ale teraz wiem, że masz za sobą całą rodzinę, która Cię kocha. Jesteś wspaniałym człowiekiem, Liam. Wiedz, że zaszczytem było dla mnie to, że mogłam Cię poznać. Zawsze będziesz w moim sercu i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
Tak, to było moje pożegnanie. Na chwilę.
Twoja na zawsze Lily

      Nie oczekiwał, że Victoria powie cokolwiek, zresztą nawet nie zamierzał o to prosić. Po jej minie, która nie wyglądała już na tak rozzłoszczoną, wywnioskował, że treść listu wywarła na niej duże wrażenie. Przez cały ten czas Liam wydawał się jej dzieciakiem, tymczasem okazało się, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdyby nie nieporozumienia z przeszłości, kto wie, czy traktowałby kobiety tak przedmiotowo? Parks w to nie wierzyła. Nie od początku, lecz od pewnego momentu, widziała w nim dobroć, której być może on sam w sobie nie dostrzegał. Wierzyła w to, że pewnego dnia chłopak wyjdzie na prostą i zacznie wieść porządne życie. Dzisiaj nadszedł ten dzień, a brunetka zamiast ulgi i satysfakcji, czuła smutek, ale miała nadzieję, że nie widać tego po niej.
        - W tym momencie nasze drogi się rozchodzą - powiedziała ponuro.                                 
        - Nasze drogi nigdy się nie rozejdą - odparł szybko Liam. - Powiedziałem ci już, że zawsze będę przy tobie i przy dziecku. Będę obok, będę dla ciebie wsparciem i spróbuję być najlepszym ojcem dla naszego dziecka. Przysięgam, że nie nawalę, że zrobię wszystko, co w mojej mocy.
        Victoria odwróciła wzrok. Nie rozumiał jej. Miała na myśli to, że właśnie Liam rozwiał jej nadzieje na to, że kiedykolwiek będą razem, jak normalna para i wzorowa rodzina. Miała ochotę wyjść, trzasnąć drzwiami i nie wracać, ale postanowiła wziąć się w garść. Wciąż czuła się tak, jakby ktoś nakłuwał ją szpikulcem, jednak zacisnęła zęby i ponownie spojrzała na Atwooda.
        - Dziękuję - rzekła jedynie, na co brunet błyskawicznie podszedł do niej i przytulił ją, po czym nachylił się i złożył na jej brzuszku delikatny pocałunek.
        - Skoro ja już obiecałem, że zrobię dla ciebie wszystko, to może tak dla odmiany ty mogłabyś spełnić jedno moje małe życzenie? - zapytał, robiąc maślane oczka, po czym kontynuował. - Jeśli to będzie dziewczynka, chciałbym, aby miała na imię Lily.
        - Moja córka ma nosić imię na cześć laski, która odbiła mi faceta? - zapytała Victoria, robiąc wielkie oczy, na co chłopak roześmiał się i oboje nie mówili już nic więcej.
        
Kiedy byłem młodszy, nigdy nie pomyślałem,
Że gdy będę starszy, zobaczę, jak się poddajesz.
Teraz jestem starszy, trzymam pochodnię,
Tylko obiecaj, że będziesz przy mnie, będziesz silny. * 

      Dziś zrozumiał, że bez względu na to, jakim człowiekiem był jego ojciec, to gdyby jego dzieciom działo się coś złego, bez wahania pobiegłby im na ratunek i zrobiłby absolutnie wszystko, by ich ochronić. To niemożliwe, że matka Dylana byłaby przez tyle lat ze złym człowiekiem i gościem, który nawet własnych dzieci nie kocha prawdziwie. Ona była inteligentna i wystarczyło jedno spojrzenie, by już wiedziała o człowieku wszystko. Mąż ostatecznie zawiódł na całej linii, skrzywdził ją i nawet nie miał tyle odwagi, by powiedzieć jej w twarz, że nie chce już dzielić z nią swojego życia, mimo to ona go nie znienawidziła. Potrafiła wybaczyć i dziś Dylan powinien wzbudzić tę cechę również w samym sobie. Na wypowiedzenie niektórych słów było już za późno, ale w środku mógł każdego dnia przybliżać się do powiedzenia sobie w myślach: ,,Wybaczam ci''. On był jego ojcem. Zanim zaczął oddalać się od swojej własnej rodziny, był przecież autorytetem swojego jedynego syna. Zawsze był silnym, konkretnym facetem - takim, jakim dziś był Dylan, dążący do tego przez wiele długich lat. Podświadomie chciał być taki sam, jak jego tata, bo pamiętał wszystkie szczęśliwe chwile, jakie razem przeszli - one dzisiaj przyćmiewały każde złe wspomnienie i każdą sekundę zwątpienia. Miał ojca, który oddałby za niego życie i sam chciał być dzisiaj podobnym bohaterem dla Bena. Pragnął, aby jego dziecko było z niego dumne, gdziekolwiek teraz było - a on już wiedział, że dzielił ich o wiele większy dystans, niż przez te wszystkie lata sądził.
       Brunet poczuł się naprawdę dziwnie, kiedy zobaczył twarz jasnowłosego. Po chwili przyglądania się jego twarzy z obrzydzeniem, podszedł bliżej i bez zapowiedzi sprawił, że ten zatrzymał się w miejscu.
        - Cliffe! - zawołał Dylan, czując, jak wypowiedziane nazwisko pali go boleśnie w gardle. Blondyn odwrócił się, a kiedy rozpoznał ciemnowłosego, uśmiechnął się pogardliwie, z drugiej strony jakby czerpiąc radość z tego niezapowiedzianego spotkania.
        - Parks - powiedział i podrapał się po brodzie. - Kopę lat, co?
        Brunet nic nie odpowiedział, dopiero po chwili postanowił mówić.
        - Zawsze mi zazdrościłeś, co? - spytał Dylan i wyszczerzył się. - Pamiętam, jak łaziłeś za mną i za Liamem jak skończony przydupas, chciałeś być taki, jak my, ale ty zawsze byłeś tylko małym upierdliwcem, który musi dostać to, czego chce, bo inaczej zrobi raban na całą dzielnicę.
        - Przylazłeś, żeby prawić takie farmazony? - zapytał Calvin poirytowany tą sytuacją.
        - Chciałeś mieć wszystko to, co miałem ja - mówił dalej. - Myślisz, że nie widziałem, jak obserwujesz każdy mój krok, kiedy chodziliśmy do jednej szkoły? Próbowałeś mnie naśladować, ale nigdy nie dotarło do ciebie, że nie będziesz taki, jak ja. Ty nawet nie miałeś szansy na to, by mieć to, co ja.
        - Fakt - rzekł Cliffe, zaczynając się denerwować. - A wiesz, dlaczego? Bo ty zabrałeś mi to wszystko, zanim zdążyłem o to poprosić. Fajnie było nabijać się ze mnie z tą swoją bandą? Bo co? Bo nie byłem taki napakowany, jak wspaniały Dylan Parks i jego kolesie? - roześmiał się. - Ale to potrafiłem ci wybaczyć. Umiałbym ci wybaczyć nawet to, że przez ciebie Liam wycofał się z tamtej walki dziesięć lat temu, serio. Jest jednak coś, czego nigdy ci nie zapomnę, a ty nawet nie wiesz, co to może być, bo jesteś tak zaślepiony...
        - Ja doskonale wiem, co to jest - odparł ze spokojem brunet. - Michelle.
        Blondyn był wyraźnie zaskoczony takim zwrotem akcji. Czy Dylan przez te wszystkie lata wiedział o czymś, co Calvin uważał za swoją największą tajemnicę?
        - Podkochiwałeś się w niej - kontynuował Parks. - Patrzyłeś na nią jak wygłodniałe zwierzę, już wtedy, kiedy byliśmy parą. Chelle opowiadała mi, że kiedyś próbowałeś ją poderwać i nie skończyło się to szczęśliwie.
        - Bo wtedy pojawiłeś się ty i jak zwykle musiałeś wszystko spieprzyć.       
        - Moja żona to po prostu inteligentna dziewczyna - stwierdził. - Dostrzegła w tobie kanalię na długo przede mną. Ale jeśli naprawdę ją kochałeś, to dlaczego wyrządziłeś jej największą krzywdę, jakiej kiedykolwiek doświadczyła?
        Cliffe pokręcił głową, zastanawiając się, o co tak naprawdę chodzi, a jeśli chodzi o to, o czym on pomyślał, to skąd Dylan w ogóle wie o całej sprawie?
        - Znam już to pieprzone nazwisko - powiedział Parks, a Calvin na te słowa momentalnie osłupiał, po czym język mu się rozwiązał.
        - Chciałem, żebyś cierpiał - wycedził przez zęby, co jednak nie zrobiło na Dylanie większego wrażenia. - Chciałem, żebyś dowiedział się, jak to jest, kiedy traci się osobę, za którą oddałoby się swoje życie. Chciałem, żebyś przestał zadzierać nosa i pysznić się tym, że Michelle wybrała ciebie, a nie mnie. Zasłużyłeś na to wszystko. 
        - Świetny plan - przyznał brunet. - Nie przewidziałeś tylko jednej rzeczy.
        Dylan rzucił się na Calvina z pięściami, okładając go niemal bez pamięci, po czym powalił go na ziemię i przydusił rękami, tak, by ten nie mógł mu uciec. Spojrzał z nienawiścią w te jego paskudne oczy i powiedział jednym tchem:
        - Chciałeś ukarać mnie, tymczasem wyrządziłeś największą krzywdę osobie tak bliskiej twojemu zakichanemu sercu. Zabierając mi Bena, zabrałeś go również Chelle. Ona nigdy ci tego nie wybaczy, rozumiesz? Ona cię nienawidzi i gdyby tu teraz była, udusiłaby cię gołymi rękami. Jakie to uczucie? Kiedy wiesz, że zostałeś zdemaskowany? Jak to jest, kiedy wiesz, że osoba, którą rzekomo kochasz, najchętniej zatłukłaby cię gołymi rękami?
        - Nie żałuję - powiedział słabo Cliffe, po czym znów wybuchnął śmiechem, a jego głos ucichł dopiero, gdy Dylan zaczął wymierzać mu najsurowszą karę.           
        
Kiedy byłem młodszy, jedynie marzyłem,
Że kiedy się zestarzeję, będziesz ze mnie dumny.
Kiedy byłem młodszy, obiecałem Wam obojgu,
Że kiedy będę starszy, będziecie ze mnie dumni. * 

     Nie zrobił czegoś, za co wpuszczają do Nieba, a jego matka nie pochwalałaby takiego zachowania. Z drugiej strony, poczuł, że zrobił coś, czego nie powinien się wstydzić, bo teraz przynajmniej wiedział, że pomścił swoje dziecko. Gdyby mógł cofnąć czas, postąpiłby dokładnie tak samo. Spojrzał w niebo, zakrwawioną dłonią ocierając czoło.
        - Mógłbym zginąć w imię swojej rodziny - powiedział, po czym wyjął z kieszeni fotografię ojca i zamknął oczy, chcąc za wszelką cenę zatrzymać łzy pod powiekami. - Wiem, że ty postąpiłbyś tam samo, tato.

OOO

You Me At Six - When We Were Younger *        

1 komentarz:

  1. Nie wiem co napisać. Naprawdę. Zatkało mnie. Victoria wreszcie zrozumiała coś, co już dawno powinna zrozumieć. Liam nigdy nie widział w niej kobiety swojego życia. Ona sobie to po prostu wmawiała, chciała wierzyć, że pewnego dnia spełni się jej marzenie i będą szczęśliwą rodziną. Najbardziej w tej całej sytuacji szkoda mi tego nienarodzonego jeszcze dziecka, które będzie wychowywało się w rozbitej rodzinie. Takie dzieci zawsze mają najgorzej, ale wierzę, że Victoria zrobi wszystko co w jej mocy, żeby jej dziecko było szczęśliwe.
    List od Lily był naprawdę piękny. Wywarł na mnie ogromne wrażenie. Nie sądziłam, że całe życie to właśnie Marshall był w cieniu młodszego brata. Niby mówi się, że coś za coś, ale ja osobiście też nie lubię takiego wyśmiewania się z innych. Marshall to naprawdę inteligentny facet, uważam, że niejednej dziewczynie mógłby zawrócić w głowie, ale jeśli chodzi o sprawy sercowe, to chyba jest zbyt zamknięty w sobie, przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Florence poznał stosunkowo późno, ale ważne, że spotkał kobietę, którą kocha i z którą chce być :) dobrze, że Lily wszystko wyjaśniła, że od teraz mam nadzieję nie będzie już żadnych nieporozumień między braćmi. Ostatniego fragmentu nie będę komentować. Nie wiem, ale jakoś nie wiem jakich słów powinnam użyć, żeby opisać to co przeczytałam. Calvin po prostu nie ma serca. Nie ma go nikt, kto jest w stanie zabić dziecko. Uważam, że nic go nie usprawiedliwia i że należy mu się najsurowsza kara ze wszystkich możliwych.

    OdpowiedzUsuń