INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

14 lipca 2013

17. ,,Ja już chyba nie wierzę w miłość''



Czy kiedykolwiek zastanawiasz się, co on robi?
Jak to wszystko zamieniło się w kłamstwa?
Czasami myślę, że lepiej nigdy nie pytać, dlaczego. *

       
           Victoria nigdy nie miała wątpliwości w to, że uczucie, które łączy jej brata i Michelle, jest miłością - tą najprawdziwszą, której nie da się tak po prostu zniszczyć, zakończyć. Oni byli w sobie tak szaleńczo zakochani, tak szczęśliwi, kiedy tylko mogli spędzić ze sobą czas. Jedno oddałoby życie za to drugie, gdyby pojawiła się taka potrzeba. Mogliby poświęcić wszystko, jeśli zagwarantowałoby im to, że już zawsze będą mieli ukochaną osobę obok. Psycholog nigdy nie sądziła, że ta dwójka będzie w stanie wytrzymać bez siebie chociaż kilka dni, a co dopiero dwa okrągłe miesiące. Mijały kolejne dni, tygodnie, miesiące, a Dylan wciąż nie wspominał o Michelle, choć z całą pewnością na okrągło o niej myślał. Właśnie wtedy Victoria Parks po raz pierwszy zwątpiła w miłość.
          - Będziesz tak leżał cały dzień, czy jednak masz jakieś ambitniejsze plany? - spytała dziewczyna, zerkając na brata rozłożonego na kanapie i wpatrującego się bezmyślnie w sufit.
          - Przeszkadzam ci? - Dylan odpowiedział pytałem na pytanie, po czym spojrzał na siostrę z wyrzutem. - Co ty taka nieprzyjemna?
          - Po prostu myślę na głos - odparła. - Może powinieneś do niej zadzwonić?
          Mężczyzna nie odpowiedział, jedynie chrząknął coś pod nosem, udając, że nie usłyszał pytania.
          - Dylan, mówię do ciebie!
          - Ale czy ty siebie słyszysz? - zapytał tym razem on. - Ja mam do niej dzwonić? A niby po co?
          - A jak ci się wydaje? - westchnęła. - Zadzwoń i zapytaj, jak się czuje i czy niczego jej nie potrzeba.
          - Nie zamierzam z nią rozmawiać - odpowiedział bez emocji.
          - Nigdy? - spytała, nie dowierzając. - To jest twoja żona!
          - Już niedługo - powiedział. - Nie będę z kobietą, która...
          - Nie rozumiem cię - wtrąciła. - Na Liama się obraziłeś, bo oskarżył Michelle o wasze niepowodzenia. A sam co teraz robisz? Zrzucasz całą winę na nią, choć gdybyś był przy niej, na pewno nawet nie pomyślałaby o aborcji.
          - Teraz to ja jestem winny, tak?
          - A powiedz, gdzie się podział ten kochający mąż, wpatrzony w swoją żonę jak w obrazek? - spytała, a brunet niemal natychmiast zrozumiał, że sytuacja jest poważna. Victoria przecież nie poruszała tematu Chelle, wręcz przeciwnie, unikała go, byle tylko nie denerwować starszego brata. - Ty jej nigdy nie kochałeś, bo gdybyś ją kochał, nie zostawiłbyś jej. I tak się tylko zastanawiam, po co przez te wszystkie lata udawałeś, że to, co was łączy, jest trwałe na dobre i na złe? Po co ściemniałeś?
             Brunetka wstała i w milczeniu opuściła mieszkanie.
          Dylan usiadł, pocierając dłońmi swoją zmęczoną, zarośniętą twarz. Po chwili wziął do ręki telefon i poczuł znajome ukłucie w okolicach serca, gdy przypomniał sobie, że wciąż ma na tapecie zdjęcie ukochanej.

Gdzie jest pragnienie, tam będzie i płomień.
Gdzie jest płomień, czyjaś więź spłonie.
Ale to, że to płonie nie znaczy, że umrzesz.
Musisz powstać i spróbować, spróbować, spróbować. *

          - I ślubuję ci miłość, wierność... - mówił Dylan, idąc o bosych nogach po krawężniku tuż obok ich plaży. Dziewczyna idąca obok niego roześmiała się, choć wbrew pozorom nie wyglądała na aż tak rozentuzjazmowaną, co jej ukochany. - I uczciwość małżeńską...
         Niespodziewanie brunet zachwiał się i choć dziewczyna próbowała uchronić go przed upadkiem, po chwili oboje leżeli na chłodnym piasku, odciskając na nim zarys swoich ciał.
          - I że cię nie upuszczę, aż do śmierci - powiedział mężczyzna, jednak ona nawet się nie uśmiechnęła. - Ja rozumiem, że nie jestem dzisiaj uzbrojony w swoje najlepsze dowcipy, ale mogłabyś chociaż udawać, że się dobrze bawisz.
          - Dylan, bo ty nic nie rozumiesz - rzekła wymijająco. Podniosła się z ziemi i ruszyła przed siebie.
          - To mi wytłumacz - zażądał, również wstając i idąc za nią.
          - Bo tobie się wydaje, że to jest takie proste - oznajmiła ze zbolałą miną. - Że skoro się kochamy i jesteśmy razem, to za jakiś czas weźmiemy ślub, założymy rodzinę, wybudujemy dla siebie wielki dom i kupimy psa, tworząc prawdziwą sielankę.
          - Taki jest właśnie plan - odparł bez zawahania.
          - Tylko, że w życiu nie wszystko idzie zgodnie z planem - powiedziała smętnie. - Teraz prawie wszyscy ludzie się rozwodzą, choć w dniu ślubu obiecywali sobie, że będą razem aż po grób. W pewnym momencie coś się psuje, a ja nie chcę, żebyśmy też musieli przez to przechodzić.
          Dziewczyna odwróciła się i podeszła do ukochanego, kładąc palec na jego ustach, gdyż zauważyła, że Dylan chce coś powiedzieć.
          - Nie możesz mi zagwarantować, że zawsze będziemy razem - skwitowała łamiącym się głosem. - Nie możesz przewidzieć, że nigdy cię nie zdradzę, albo że nie zachoruję na jakąś paskudną chorobę i nie zostawię cię samego.
          - Masz rację, nie mogę - powiedział, po czym jednak uśmiechnął się. - Nigdy przedtem nie zastanawiałem się nad tym, a wiesz dlaczego? - spytał, a ona pokręciła przecząco głową. - Bo ci ufam i cię kocham. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to nigdy się nie przestaje. Nigdy.
          Brunet otarł kciukiem łzę z jej policzka, po czym zamknął ją w uścisku swych silnych rąk. Kochał ją wczoraj, dzisiaj i na pewno za kilkanaście lat ona wciąż będzie tą jedyną.

          Chwili, w której wybrał jej numer, towarzyszyła obawa, ale też pragnienie, by znów usłyszeć jej głos. Naprawdę nie wiedział, co się z nim dzieje, przecież Michelle tak bardzo go skrzywdziła. Jeszcze wczoraj nie miał najmniejszej ochoty widzieć się z nią, teraz jednak coś w nim pękło. Czas pokaże, czy nie pożałuje tej decyzji.
          Dylan usłyszał, że osoba po drugiej stronie odebrała telefon, jednak nie potrafiła się odezwać, brakowało jej odwagi. Doskonale ją rozumiał, bo kiedy tylko usłyszał, jak niespokojnie oddycha, zorientował się, że jemu również język uwiązł w gardle. Otrząsnął się dopiero po chwili.
          - Pamiętasz naszą rozmowę, kiedy byłem trochę pijany, łaziłem po krawężniku i składałem ci przysięgę? - zapytał i mógłby przysiąc, że wyczuł, jak jasnowłosa kiwa głową. - Powiedziałaś mi wtedy, że w idealnym świecie wybuduję dla nas dom, spłodzę syna, zaciągnę cię przed ołtarz, kupię nam psa i... - chciał powiedzieć: ,,Będę cię kochał aż po grób'', jednak nie mogło mu to przejść przez gardło. Nawet, jeśli naprawdę ją kochał, ona nie zasługiwała na niego. Nie po tym, co zrobiła. - Chciałem wiedzieć, jakiej rasy chciałabyś tego psa.
          - Że co? - Chelle nie wytrzymała i wreszcie odezwała się. Wówczas Dylan odruchowo się rozłączył.
          Dziewczyna odłożyła słuchawkę, nie czując jednak zawodu. Przez chwilę wydawało jej się, że Dylan wyzna jej miłość, ale przecież to by było takie nierealne. Pogodziła się z tym, że on jej nigdy nie wybaczy. Najlepiej będzie, jeśli o sobie zapomną. Jak najszybciej.

Dlaczego zakochujemy się tak łatwo? *

          Victoria czuła narastającą, niepohamowaną złość, która kazała jej iść znów do niego. W tej chwili wydawało jej się, że jest to jedyne właściwe miejsce dla niej i żyje w nim jedyna osoba, która może ją zrozumieć. W każdej innej sytuacji rozsądek natychmiast kazałby jej zawrócić z drogi, ale dziś to serce grało główne skrzypce i rozum nie miał absolutnie nic do powiedzenia. Błyskawicznie pokonała kilka pięter, by w końcu dotrzeć na to odpowiednie. Tym razem nie zamierzała wchodzić do jego mieszkania bez uprzedniego zapukania do drzwi - chciała uniknąć spotkania z kolejną przypadkową dziewczyną, a niestety właśnie takiego widoku się spodziewała.
          - Otwórz, Liam - powiedziała, nie przestając pukać. - Zabawne, ale chciałabym z tobą pogadać. Dylan zachowuje się jak dziecko, Michelle odwołała dwie wizyty z rzędu. Poza tym, pewnie nie wiesz, ale przez dwa tygodnie spotykałam się z takim jednym gościem. Okazał się kompletnym dupkiem, ale teraz jak tak sobie o tym wszystkim myślę, dochodzę do wniosku, że to i tak by nie przetrwało. Miłość nie istnieje. Bo wiesz, Liam, ja już chyba w to wszystko nie wierzę. W całe to gadanie, że będę z tobą na zawsze, że cię nie opuszczę, że już zawsze tylko ty i ja... To są tylko puste słowa, którymi ludzie nas karmią, żebyśmy przez chwilę czuli się szczęśliwi. Tak nienaturalnie, cholernie szczęśliwi.
          - To nie jest dobry moment - odezwał się wreszcie Liam, który chyba dopiero przed chwilą podszedł do drzwi.
          - Nie mógłbyś wyprosić swojej koleżanki? - zapytała z nadzieją. - Naprawdę muszę z tobą pogadać.
          Brunet po namyśle otworzył drzwi, a Victoria minęła go, nawet na niego nie patrząc. Ze zdziwieniem musiała stwierdzić, że w mieszkaniu nie było żadnej innej dziewczyny. Nie tego się spodziewała. Spojrzała na Liama i dopiero wtedy zrozumiała, dlaczego nie był to najlepszy moment na ich spotkanie.
          - Liam, co ci się... - podeszła do niego i pogładziła dłonią jego zaczerwienioną, wyraźnie obitą twarz. Spojrzała na jego podbite oko i napuchniętą wargę. Mężczyzna skrzywił się, kiedy tylko go dotknęła. - W co ty się wpakowałeś tym razem?
          - Czy mi się zdaje, czy nie mieliśmy rozmawiać o mnie? - spytał i usiadł w fotelu.
          - Witam w klubie - powiedziała dziewczyna. - Teraz już oboje nie wierzymy w miłość.
          - Nieprawda - zaprzeczył. - Może po prostu nie spotkałaś jeszcze tego jedynego.
          - A ty spotkałeś? - zapytała z zaciekawieniem.
          Brunet milczał, bo niby co miał jej odpowiedzieć? Z drugiej strony, kiedy patrzył w jej oczy, czuł, że jest to odpowiednia chwila i nawet, jeśli będzie żałował wypowiedzianych przez siebie słów, będzie miał przynajmniej poczucie, że był z nią szczery.
          - Kocham cię - powiedział, jak gdyby nigdy nic.
          - Możesz to powtórzyć? - zapytała Victoria.
          - Niby po co?
          - Chcę patrzeć w twoje oczy, kiedy to mówisz - odparła.
          Mężczyzna wstał i podszedł do niej. Im bliżej podchodził, tym bardziej ona odsuwała się od niego, aż plecami została przyparta do ściany. Liam ujął jej dłonie, uśmiechnął się i spojrzał w jej oczy.
          - Kocham cię - powtórzył i, mimo obolałych ust, zaczął ją całować.

        - Wytłumacz mi, dlaczego nie jesteśmy razem.
        - Po pierwsze, jesteś siostrą mojego najlepszego kumpla - powiedział automatycznie Liam i odwrócił się, by odejść w stronę swojego domu.
        - A po drugie? - zapytała dociekliwie, a on odrzekł, choć nie obejrzał się, by na nią spojrzeć:
        - A po drugie, wiem, że prędzej czy później skrzywdziłbym cię. Taki dupek jak ja nigdy nie będzie zasługiwał na kogoś takiego, jak ty.

          - Mówiłam ci już, że ja nie wierzę w miłość - powiedziała i odeszła, choć Bóg jej świadkiem, że z całych sił chciałaby wtedy z nim zostać, bała się jednak konsekwencji.
          To niemożliwe, że on ją kocha. Że on kocha kogokolwiek, prócz siebie. To nierealne, by oni kiedykolwiek mogli być razem - w końcu sam jej to powiedział kilka miesięcy temu.

OOO

Pink - Try *

1 komentarz:

  1. Nie wiem dlaczego, ale zawsze lubiłam rozmowy Victorii z Dylanem. Uważam, że są naprawdę zgranym rodzeństwem, co naprawdę mnie dziwi, bo np ja i mój brat jesteśmy ich totalnym przeciwieństwem. Oczywiście bywają momenty, kiedy jesteśmy w stanie się dogadać, ale nie zdarza się to zbyt często ;) nie wiem, możliwe, że jak będziemy starsi się to zmieni, bo nie chciałabym tracić kontaktu z bratem przez jakąś błahostkę. Victoria chyba troszeczkę przesadziła oskarżając Dylana o to, że nie kocha Michelle. Nie widziałam jeszcze faceta, który tak mocno kochałby swoją żonę jak właśnie Dylan. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że mimo tych wszystkich upokorzeń ze strony żony Parks wciąż kocha ją tak samo mocno, chociaż z całych sił stara się wszystkim pokazać jak bardzo zawiódł się na Michelle. Zawsze mnie smuciło patrzenie na ich kłótnie i wzajemne pretensje. Myślałam, że jako dorośli ludzie będą potrafili dojść do porozumienia, ale jak widać nie udało się. Teraz oboje żyją osobno i nie wiadomo jak to dalej z nimi będzie... mam nadzieję, że Victoria swoim gadaniem zmusiła brata do działania, że Dylan schowa swoje żale do kieszeni i sam postanowi ponownie ratować swoje małżeństwo :)
    Sama zaczęłam się zastanawiać co takiego jest w tym Liamie, że Victoria kompletnie straciła dla niego głowę. Przecież do tej pory sama zapierała się rękami i nogami, że nie mogą być razem. Tacy niegrzeczni chłopcy zawsze przyciągają najbardziej i to też mnie zastanawia dlaczego. Szczerze? Ja też średnio wierzę w miłość Liama do Victorii. Czy nie jest zdolny do pokochania kogoś to nie mogę powiedzieć, bo nawet taki egoista jak on jest w stanie się tak porządnie zakochać. Jestem naprawdę ciekawa czy z tej relacji będzie coś poważniejszego.
    Kochana resztę zostawiam sobie na później, bo dzisiaj już zwyczajnie nie dam rady skomentować.
    Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń