Gdybyśmy
mogli cofnąć czas uniknęlibyśmy błędów, które przekreśliły całe nasze
dotychczasowe życie, zamieniając je w istny horror. Ale wiesz co?
Gdybyśmy cofnęli wskazówki zegara, być może nigdy nie wpadlibyśmy na
siebie na tej opustoszałej, milczącej martwą ciszą ulicy.
Florence miała dwadzieścia dwa lata, gdy jej marzenia legły w gruzach,
nim zdążyły na dobre zakorzenić się w jej sercu. Jednego dnia miała
wszystko, czego potrzebowała, by zacząć urzeczywistniać swój plan. Miała
mieszkanie, może nie luksusowe, ale jeden pokój, maleńka kuchnia i
łazienka z cieknącym kranem, w zupełności jej wystarczyły - na początek.
Miała pracę, którą nie tylko ceniła za godziwe zarobki, ale też lubiła z
całego serca, gdyż robiła to, co sprawiało jej przyjemność, a nie to,
do czego musiałaby się zmuszać. Jednego dnia miała to wszystko w swoich
dłoniach, by tego samego dnia patrzeć, jak owe wartości upadają z hukiem
na ziemię, wymykając się spomiędzy jej szczupłych i długich palców.
Dwudziestopięcioletnia dziś kobieta naciągnęła kaptur granatowej, za
dużej o trzy rozmiary bluzy, który spoczął na jej ciemnych włosach. Trzy
lata temu wyglądała o wiele lepiej, dziś natomiast prawie wcale o
siebie nie dbała. Wciąż miała to samo mikroskopijne mieszkanie, jednak
ledwie wiązała koniec z końcem, gdyż w żadnej pracy nie wytrzymano z nią
dłużej, niż miesiąc. Była niepunktualna, nieodpowiedzialna i pyskata.
Często traciła nad sobą kontrolę i warczała na wszystkich, również na
klientów, którym teoretycznie powinna pomagać w zakupach swym szerokim
uśmiechem - a ten nie pojawiał się na jej twarzy od dawna. Czasami
stawała przed lustrem w łazience, która była tak mała i zawalona
kartonowymi pudłami ze zbędnymi rupieciami, zastanawiając się, czy po
trzech latach pamięta jeszcze, jak poruszyć ustami, by uśmiechnąć się.
Póki co odpowiedź wciąż była taka sama - przecząca.
Przekręciła klucz w drzwiach i zeszła po schodach w dół, aż w końcu
dotarła do drzwi. Były uchylone, ponieważ był lipiec i gdy tylko minęła
próg, jej skórę musnęło gorące powietrze. Prawdopodobnie ludzie, którzy
ją mijali, zastanawiali się, po cholerę jej ta gruba, bawełniana bluza,
gdy wszyscy inni ubierają się jak najbardziej kuso. Miała to w nosie.
Nie zależało jej na zaspokojeniu ich ciekawości.
Wokół
było tak cicho, pusto, jakby świat się skończył, a ona była jedyną
osobą, która przeżyła apokalipsę. Gdyby była to prawda, miałaby dowód na
to, że los płata jej figle. Tak bardzo chciała odejść i nigdy nie
wrócić, zasnąć i nie otworzyć już oczu, zostawić tu tych wszystkich
ludzi i zniknąć, bo byłoby im lepiej bez niej.
Wtedy właśnie wpadła na kogoś, a z jej chłodnych dłoni wypadły klucze,
które brzęczały, odkąd tylko wyszła z mieszkania. Schyliła się, by je
podnieść, wtedy też spojrzała przed siebie, a jej oczy napotkały
spojrzenie nieznajomego mężczyzny. Przez jego twarz nieoczekiwanie
przemknął uśmiech, a po chwili stało się coś jeszcze bardziej
niespodziewanego - Florence Moon ten uśmiech odwzajemniła.
OOO
Niebieskooka po cichu wyszła z łóżka. Był środek nocy i wokół trudno
było dopatrzeć się jakiegokolwiek przebłysku światła, ona jednak znała
na pamięć drogę do łazienki. Po omacku zapaliła światło i zamknęła
drzwi, po czym zatrzymała się nad umywalką i uniosła wzrok. Kogo
widziała dzisiaj w lustrze? Kobietę zimną i nieczułą, nie liczącą się z
uczuciami innych ludzi. Spędziła noc ze swym mężem, choć tygodniami nie
zamienili ze sobą ani słowa. Pojawił się znikąd po to, by razem przeżyli
dzień urodzin swego dziecka. Powinni rozmawiać o Benjaminie, może Dylan
pomógłby jej wyciągnąć wreszcie albumy ze zdjęciami i spojrzeć na
uwiecznioną na nich twarzyczkę chłopca? Powinni robić coś innego, niż
okłamywać siebie nawzajem. Nie byli dobrym małżeństwem. Żyli osobno,
byli w separacji, nie spędzali ze sobą czasu i tak naprawdę byli zdani
na samych siebie, nie licząc na pomoc od tej drugiej połówki. Nie
powinni być dziś razem, bo to, czego się dopuścili, było oszustwem.
Udawali, że wszystko w porządku, choć oboje wiedzieli, że to ściema.
Może byli tu dziś oboje, bo poczuli w tym samym momencie, że potrzebują
swej bliskości?
Michelle poczuła dreszcz, gdy mężczyzna bez pytania wszedł do łazienki.
Zdążył chyba zorientować się, że powinien wyjść, ponieważ był już
ubrany, w odróżnieniu od niej, gdyż ta owinęła się tylko szlafrokiem.
Bez słowa podszedł do umywalki i przemył twarz. Jego brodę zdobił
zarost, który dokuczał jej, gdy się całowali. Kiedyś bardziej dbał o
siebie, ona zresztą też. Bardzo się zmienili, oboje.
Dylan
wytarł wilgotne policzki ręcznikiem i dopiero wtedy spojrzał na żonę.
Poczuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu, jakby żołądek wywinął koziołka.
Miała dość jego wzroku, przytłaczał ją i wypełniał złością całe jej
wnętrze. Patrzył na nią tak, jakby niczego na świecie nie pragnął tak
bardzo, jak przytulenia jej i powiedzenia, jak bardzo ją kocha. Coś mu
jednak na to nie pozwalało, a Chelle doskonale go rozumiała - sama czuła
to samo.
- Mam wyjść? - zapytał brunet, przerywając ciszę. Dziewczyna nie
odpowiedziała, wzruszyła tylko ramionami. - Jeśli tak, to mi to powiedz,
a odejdę.
- Od kiedy potrzebujesz mojej zgody na to, by mnie zostawić? - spytała
Michelle z poirytowaniem, a Dylan spojrzał na nią zaskoczony jej tonem i
tym chłodem, którego wcale się nie spodziewał.
- Ostatnim razem to ty wyrzuciłaś mnie z domu - powiedział łagodnie.
- Słucham?! - wybuchła. - Sugerujesz, że kazałam ci spakować walizki i
wyprowadzać się, zostawiając mnie tu całkiem samą? Jak możesz tak kłamać
i zrzucać winę na mnie?
- Michelle, traktowałaś mnie jak powietrze, udawałaś, że nie istnieję, a
kiedy już postanawiałaś się do mnie odezwać, momentalnie wybuchałaś,
mówiąc, że to przeze mnie Ben...
- I dlatego uznałeś, że najlepszym rozwiązaniem jest separacja?
- Nie chcę się kłócić, rozumiesz? - rzekł brunet. - Nie po to przyszedłem.
- Przyszedłeś po to, by pobawić się ze mną w idealną rodzinkę. Ale
wiesz co? My nią nigdy nie będziemy. My nią nie byliśmy nawet przez
chwilę.
Chwilę po wypowiedzeniu tych słów kobieta poczuła, że przesadziła, ale
niektórych słów nie można tak po prostu obrócić w żart. Mężczyzna
spojrzał na nią oczami, które wyraźnie oznajmiały, że jej wyznanie
dotknęło go, jednak nie zamierzał z nią o tym rozmawiać. Ze smutkiem
obrócił się na pięcie i minął ją, a po chwili Chelle usłyszała zamykane
przez niego frontowe drzwi. Osunęła się bezsilnie na podłogę i ukryła
twarz w dłoniach. Nie płakała, ale czuła się podle. Była zimna jak lód,
choć wcale tego nie chciała. Zachowywała się tak, jakby go nienawidziła i
Dylan nie mylił się, gdy wyprowadził się z domu. Traktowała go wtedy
tak, jakby był zbędny.
Mimo to kochała go najbardziej na świecie, choć prawdopodobnie nigdy
już mu tego nie udowodni, bo nigdy nie pokona blokady, która odsuwa ją
od jego serca za każdym razem, gdy intensywniej odczuwa jego brak.
OOO
Hej :*
Na początku dziękuję za wszystkie cudowne słowa. Napędzacie mnie do działania za każdym razem i naprawdę doceniam to. Mam nadzieję (szczerą), że ta historia Was ani mnie nie rozczaruje. Zaczyna się ponuro, ale obiecuję, że będzie bardziej optymistycznie - fabuła musi się po prostu rozkręcić.
Spotykamy się tu za jakieś 2 tygodnie - mam nadzieję, że w tym samym gronie.
Trzymajcie się!
P.S. Wstępna galeria bohaterów znajduje się TUTAJ ;)
Pierwsza! :D i od razu zabieram się za czytanie :)
OdpowiedzUsuńHej Kochana:* widzę, że słowa dotrzymałaś i nowość pojawiła się dokładnie po dwóch tygodniach od opublikowania prologu. Czytanie i komentowanie Twojego opowiadania to jeden z lepszych form relaksu po prawie całym dniu spędzonym na uczelni. Dzisiaj jeszcze nie było tak źle, ale wczoraj to była totalna masakra. Powiedziałam sobie, że pierwszy i ostatni raz zostałam tak długo na zajęciach. Ale z tego co wiem, to Tobie szkoła też już daje nieźle popalić. Podejrzewam, że gdyby porównać moje przedmioty z Twoimi to wyszłoby na to, że Twoje są wręcz banalne. Ja w tym roku musze się zmierzyć z fizjologią, mikrobiologią i innymi o których aż strach myśleć, a co dopiero o nich pisać. Ale wiedz, że trzymam kciuki żeby wszystko się u Ciebie układało i szło po Twojej myśli :) wstęp krótki i wręcz skromny jak na mnie, za co sama siebie nie poznaję, ale chyba zmęczenie zaczyna mi się dawać we znaki. Postaram się, żeby następny komentarz był lepszy i przede wszystkim postaram się napisać go w pełni wypoczęta :)
OdpowiedzUsuńTo dopiero pierwszy rozdział, a my już poznajemy nowych bohaterów, a właściwie to nową bohaterkę. Niewiele zdołałam wyłapać z tego fragmentu o Florence. Nie jestem w stanie też na chwilę obecną stwierdzić jaka jest i czy ją polubiłam czy nie. Wiemy natomiast to, że była w życiu szczęśliwa i przede wszystkim miała to, co sprawiało jej tą radość z życia i nagle stało się coś, co to wszystko najzwyczajniej w świecie zniszczyło. Nie wiem co takiego się stało, że w ciągu trzech lat Florence zmieniła się nie do poznania, ale musiało to być coś naprawdę smutnego i przykrego. Człowiek tak z dnia na dzień chyba nie potrafi przejść aż tak diametralnej metamorfozy. Strasznie zaciekawiła mnie końcówka tego fragmentu. Co to był za mężczyzna, który sprawił, że na twarzy Florence pojawił się poraz pierwszy uśmiech, którego nie było od trzech lat? Nie wiem, ale mam nadzieję, że kolejne rozdziały wszystko mi wyjaśnią :)
No tak, to dopiero początek, więc nie mogę od razu oczekiwać, że będzie sielanka, bo sam prolog już uświadomił mnie w tym, że przez dłuższy czas tak po prostu nie będzie. To, że Michelle spędziła noc z Dylanem wcale o niczym nie świadczy. Ale widać po nich gołym okiem, że strasznie za sobą tęsknią, ale sytuacja tak ich przytłacza, że albo nie chcą, albo zwyczajnie boją się przyznać do tego, że potrzebują siebie nawzajem. Ja też uważam, że Michelle jest zimna i nieczuła momentami. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że to zrozumiałe w obliczu tego, co ją spotkało, ale skoro Dylan jest ojcem Benjamina to powinna się domyślić, że nie ona jedna tak cierpi z powodu utraty syna. On też ma swoje uczucia. Czasami mam wrażenie, że Michelle chciałaby całe to cierpienie wziąć tylko na siebie, że nie chce obarczać tym nikogo innego, że chce sama się z tym uporać i nie pokazywać innym własnych słabości. A ja uważam, że sama sobie z tym po prostu nie poradzi. Wystarczy sam fakt jak została przez Ciebie opisana. Obraz nędzy i rozpaczy. Przykro mi, że tak traktuje Dylana i sprawia, że coraz bardziej się od siebie oddalają. Czy to się kiedyś zmieni? Mam nadzieję, że stopniowo relacja między nimi będzie się ocieplać, bo skoro się kochają, to mam nadzieje, że do siebie kiedyś wrócą :)
Pozdrawiam i całuję :*
PS. Galerię bohaterów oczywiście widziałam i nie mam żadnych zastrzeżeń, ale to przecież żadna nowość, że wszystko co stworzone jest przez Ciebie zawsze mi się podoba :)
Kochana, ja w szkole też się nie obijam, więc siedzimy w tym razem! :P Dzisiaj rano myślałam, że nie wstanę z łóżka, no ale zmusiłam się i tylko czekam na weekend...
UsuńCieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu. Odnośnie Florence, to tak naprawdę niedużo mogę na razie zdradzić i pewnie minie trochę czasu, zanim cała prawda o niej wyjdzie na jaw, ale cierpliwość popłaca, także zapraszam za jakiś tydzień na kolejną publikację :*
Odnośnie bohaterów, to jest ona bardzo skromna, ale o taki efekt mi chodziło (mniej więcej).
Całuję! :*
Ty to chociaż weekendy masz wolne, a ja niestety nie :( no ale cóż, taki tryb studiowania sobie wybrałam i teraz trzeba chodzić :P no i oczywiście nie chcę, żebyś teraz cokolwiek mi zdradzała, wszystkiego dowiem się w swoim czasie i tak niech pozostanie ;) a galeria mimo, że Twoim zdaniem skromna, przypadła mi do gustu ;)
UsuńBuziaki :*
Przepraszam, że dopiero teraz komentuję. Miałam dużo blogów do nadrobienie, a do tego swoje własne opowiadanie i masę nauki. Jednak wreszcie udało mi się znaleźć czas, z czego bardzo się cieszę. Owszem, przygnębiający ten rozdział, taki ponury. Ale jak mówisz, że będzie optymistycznie, to ci wierzę. A taka szarość też czasem jest potrzebna. Fajnie się to czyta. Umiesz przedstawić nam ból bohaterów. Zastanawiam się co się stało Florence. Mam nadzieję, że nam to wyjaśnisz. Zresztą sprawa z Benem i jego rodzicami też cały czas pozostaje zagadką.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny. :*
P.S, Zapraszam do siebie. :)
[zabita--nadzieja.blogspot.com]
Niestety taki jest zamysł, że na początku będzie ponuro. Ale spokojnie, nie zamierzam nikogo przygnębiać ;)
UsuńDziękuję i pozdrawiam! :*
Hej Dzióbek:* Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale ostatnie dni mojego życia to była walka ze stresem, niepewnością i innymi przeszkodami, które na szczęście udało mi się pokonać. Dlatego dzisiaj z wolnym od czarnych myśli umysłem, piszę komentarz.
OdpowiedzUsuńOdcinek przeczytałam już dawno. Muzyka jak najbardziej przypadła mi do gustu, ale nie od dzisiaj wiadomo, że masz wyborny słuch.
Bardzo zaintrygowała mnie postać Florence. Jestem ciekawa kim jest ta dziewczyna w tej całej historii. Mam przeczucie, że namiesza, ale nie wiem jeszcze czy pozytywnie, czy negatywnie. Podobał mi się bardzo fragment, gdy wpadła na chłopaka aż przeszyły mnie dreszcze!
Przykro mi z powodu relacji jakie obecnie łączą Michelle i Dylana. Widać, że obojgu jest bardzo ciężko, ale nie wiedzą jak uporać się z tym bólem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to cierpienie oddaliło ich od siebie. Przykro jest patrzeć jak dwie kochające osoby, pozwalają nieporozumieniom i wydarzeniom z przeszłości, przekreślić ich miłość. Mam nadzieję, że odnajdą się znowu, aby wspólnie budować szczęście. Bo to, co się stało, się nie odstanie. I wiem, że do końca życia będą żyli z tą okropną, podcinającą skrzydła nieświadomością, gdzie jest ich syn. Ale nie mogą przecież całego życia poświęcać temu. Myślę, że gdyby ich synek był obok, to nie chciałby ich oglądać takich.
Kochana, cudowne opisy, które chwytają za serce i dają do myślenia. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak bardzo się rozwinęłaś. Trzymam kciuki za tą historię.
A co do samej galerii, to podoba mi się. Zresztą jestem wielką fanką takiego łączenia zdjęć. Co chyba nie jest tajemnicą. :))
Czekam na nowość! :*
Pierwszy raz zrobiłam taką galerię bohaterów i cieszę się, że jak na pierwszy raz nie jest tak źle :)
UsuńA co do całości komentarza, to ciesze się, że dotarłaś, bo Twoja opinia jest dla mnie BARDZO ważna.
Zgadajmy się na gadu kiedyś, co?
Buziaki! :*
Cześć Deluxe :)
OdpowiedzUsuńJak możesz myśleć, że ta historia mogłaby kogokolwiek rozczarować? Oj nie możesz myśleć tak. Wręcz przeciwnie! Temat przewodni ani trochę banalny! Wpadłaś na genialny sposób jak przyciągnąć czytelnika. Mówię całkiem poważnie :)
Przykro się patrzy na dwoje ludzi, którzy darzą się ogromnym uczuciem, bo to oczywiście widać, nawet na pierwszy rzut oka, jednak nie potrafią ze sobą żyć. Nawet jeśli przez chwile okazują sobie "chwile słabości" w uczuciach, manierach itp. to za chwile następuje ogromny obrót sprawy i znów patrzą na siebie z wielkim wysiłkiem. Po części staram się ich zrozumieć. Mówię po części, bo jestem zdania, że tylko człowiek który doświadcza podobnych zmartwień tak na prawdę może wiedzieć co w danej sytuacji czują bohaterowie. Nikt inny.
Pojawiła się też nowa postać. Florence. Co prawda, na chwilę obecną nie mam wyrobionego zdania co do jej osoby, choć nie powiem, ale dosyć ciekawa postać się szykuje... bardzo skryta, przede wszystkim. No, ale czas pokażę :)
Kochana, do następnego :) Pozdrawiam i śle całusy :* :* :*
Bardzo doceniam takie słowa od Ciebie! :) Naprawdę mam nadzieję, że do samego końca nikogo nie zawiedzie to opowiadanie. Będę się starać, żeby wyszło jak najlepsze.
UsuńDziękuję, kochana! Całuję! :*