INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

9 września 2012

Prolog


          Czy prawdziwie kochasz kogoś dopiero, gdy go stracisz bezpowrotnie?

        Najpiękniejszy czas jej życia, który jeszcze trzy lata temu sprawiał, że uśmiechała się promiennie i miała ochotę rozpłakać się ze szczęścia, dziś napawał ją lękiem i przeraźliwym smutkiem. Wydarzenia, o których wolałaby zapomnieć, zmieniły jej cudowną, niemal idealną przeszłość, w koszmar. Cierpiała za każdym razem, gdy pod zamkniętymi powiekami dostrzegała jego twarz, jego wielkie, błękitne oczy i nieproporcjonalnie maleńkie dłonie, jego mleczną cerę i delikatne wypieki na policzkach. Największym wyzwaniem był dla niej jednak widok jego uśmiechu, przypominający o sobie jak nieproszone widmo. Pamiętała, jaki potrafił być radosny i doskonale wiedziała, co uszczęśliwiało go najbardziej - rodzice, którzy umieli zagospodarować czas, by być tylko dla niego. Czuł ich bliskość, czuł bezpieczeństwo i to, że nic mu nie grozi, kiedy jest pod ich opieką. Kochała go bardziej, niż samą siebie. Dziś kochała go tak mocno, że aż zaczynała wątpić w wielkość uczucia, jakim darzyła go kiedyś. Dziś go już przecież nie było obok niej, dziś był daleko, dziś nie mogła go dotknąć, przytulić, pocałować.        Ale żył. Nikt nigdy nie sprawi, że przestanie w to wierzyć.

OOO

        Spod jasnych włosów wyzierały brązowe odrosty. Twarz była blada, a oczy zapuchnięte, chociaż nie od płaczu. Michelle odnosiła wrażenie, że mogła wyczerpać zapas łez, gdyż od wielu tygodni nie uroniła ani jednej. Była o wiele szczuplejsza, niż trzy lata temu i nie była w stanie przypomnieć sobie swojego ostatniego posiłku. Żyła, ale tak, jakby było to jedynie złudzenie. Poruszała się, ale jakby nie czuła podłoża pod swymi stopami. Najtrudniejszym doświadczeniem było jednak porozumiewanie się z innymi ludźmi.
        Miała dość ich współczujących spojrzeń, niekończącej się fali niewygodnych pytań oraz ich wścibskości. To, co się wydarzyło, dotyczyło ich wszystkich i w gruncie rzeczy każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z małym Benjaminem, zasługiwał na raport z postępów w śledztwie. Michelle doskonale o tym wiedziała, ale nie potrafiła rozmawiać o tym z nikim, nawet - a może zwłaszcza - z ojcem dziecka. Kosztowało ją to zbyt wiele, dlatego zamykała się w domu, tak bowiem było bezpieczniej. Nie chciała się rozkleić, rozsypać, nie chciała znów balansować na krawędzi. Wiedziała, że chowając się w czterech ścianach, wcale nie posuwa się do przodu, a nawet robi krok wstecz, jednak nie miała wystarczająco dużo siły, by to zmienić. Wolała pozostać sama ze swym bólem, którego przez okrągłe trzy lata, nikt nie zdołał ukoić.
        Co by było, gdyby trzy lata temu nie zaufała niewłaściwej, nieodpowiedzialnej osobie? Czy wówczas jej siedmioletni dziś syn byłby inteligentnym chłopcem, typem mola książkowego, a może wolałby godzinami kopać piłkę, tak jak tatuś? Chelle co kilka tygodni wpadała w trans i nie myślała o niczym innym, jak o tym, kim stałby się jej synek, gdyby tylko los pozwolił jej na opiekowanie się nim do tej pory. Czy jego włosy wciąż byłyby czekoladowej barwy, czy byłby okrągły, czy szczuplutki i sprawny. Czym by się interesował, jakie miałby pasje? Czy byłby grzeczny jak aniołek, czy jednak sprawiałby mnóstwo problemów wychowawczych? Zawsze, kiedy rozmyślała o tych sprawach, miała ochotę przejrzeć fotografie Benjamina, jednak nie potrafiła. Od niemal trzech lat nie spojrzała na zdjęcie synka, zrobiła to po raz ostatni, gdy przekazywała fotografię policjantom, gdy ci zaczęli poszukiwania. Była zbyt słaba, a w jej sercu płonął zbyt wątły ogień, aby mogła stawić czoła teraźniejszości i prawdzie.
OOO

        Czy w sercu skrzywdzonej osoby jest jeszcze miejsce na miłość? I czy ona jest wówczas realna?

        Dzwonek do drzwi wyrwał Michelle z głębokiego zamyślenia. Przeżyła szok. Minęło sporo czasu, odkąd ktoś złożył jej wizytę po raz ostatni. Chyba odstraszała ludzi od siebie swym zachowanie, bo jej telefon również milczał. Była jednak taka osoba, której obecność czuła zawsze, niezależnie od tego, ile kilometrów ich dzieliło. Jego też odpychała od siebie, a jednak on, choć byli w separacji, miał na nią oko przez cały ten czas. Pewnej nocy otworzyła oczy i zobaczyła jego twarz ponad sobą. Nie zorientował się, że nakryła go na doglądaniu jej i sprawdzania, czy wciąż żyje. Poczuła wtedy, że nie jest sama, choć pozory mogły na to wskazywać. Dla niego też było to trudne i choć przestał z nią rozmawiać, tej nocy udowodnił jej, zapewne niechcący, że troszczy się o nią i wciąż ją kocha. Gdyby tylko potrafiła, przytuliłaby go mocno do siebie. Pragnęła tego, jednocześnie nie umiejąc tego zrobić. Blokowało ją coś, czego nie umiała wyśledzić.
        Podeszła do drzwi i otworzyła je. Doskonale wiedziała, kogo zobaczy za progiem, jednak zdziwiła się, że mężczyzna nie wszedł do mieszkania tak, jak zwykle - po cichu, bo przecież miał wciąż swoje własne klucze. Brunet nie patrzył na nią, w milczeniu wbijał wzrok w podłogę. Michelle próbowała wyczytać jakieś emocje z jego twarzy, jednak nawet, gdyby ktoś przewiązał jej oczy nieprześwitującą opaską, wiedziała, że on czuje to samo, co ona. Może nie próbował się zabić, w odróżnieniu od niej, bo ona po prostu gorzej radziła sobie z tragedią, jaka ich spotkała? Może ta kupa mięśni, która czyniła go atrakcyjniejszym, niż zanim zaczął chodzić na siłownię, nie była tylko zewnętrzną otoczką, ale także odzwierciedleniem niesamowitej siły, jaką krył wewnątrz siebie?
        - Prawie nie zmrużyłem oka tej nocy - powiedział Dylan, wciąż wpatrując się w swoje buty. Głos miał zachrypnięty i mówił dość cicho, starannie dobierając słowa. Brzmiał tak, jakby był na granicy wytrzymałości. - Nie mogłem zasnąć, a kiedy już mi się udawało, we śnie widziałem jego wesołą minę i te ogromne oczy, odbijające moje cierpienie jak lustro. Każdego dnia czuję się bezsilny, ale dziś było o wiele trudniej. Tak, jak rok, dwa i trzy lata temu.
        - Wiem o tym - odezwała się Michelle niepewnie i wówczas mężczyzna po raz pierwszy na nią spojrzał. W jego oczach zobaczyła łzy.
        - Dziś nasz syn kończy siedem lat - oznajmił i ukrył twarz w dłoniach, kompletnie się rozklejając. Dziewczyna nie zastanawiała się długo, podeszła bliżej i objęła go mocno w pasie, przytulając twarz do jego klatki piersiowej, słysząc niespokojne bicie jego serca. Mężczyzna jedną dłonią wygładził jej zaniedbane włosy, a drugą przecierał piekące go oczy. Stali tak w milczeniu może pięć minut, a może godzinę - tego nie umieli ocenić. Zrozumiała, że przez cały ten czas czuli dokładnie to samo i tak samo potrzebowali bliskości tej drugiej osoby. Odtrącała go, mówiąc mu paskudne rzeczy, za której samą siebie znienawidziłaby do szpiku kości, a jednak on wciąż ją kochał. Była mu wdzięczna za to, że nie powiedział: ,,Dziś nasz syn skończyłby siedem lat, gdyby żył''. On nie wątpił w to, że ich oczko w głowie gdzieś tam jest i że pewnego dnia, może jutro, a może za kolejne trzy lata, wszyscy troje znowu się spotkają i będą prawdziwie szczęśliwi.
        On dał jej nadzieję, gdy jej wiara wypalała się.


OOO

Hej,
postanowiłam pisać coś nowego i mam nadzieję, że mój pomysł przypadnie Wam do gustu. Publikacje będą zapewne co 2 tygodnie. Na dniach pojawi się galeria bohaterów :)
Pozdrawiam! :*
Deluxe.

9 komentarzy:

  1. Ciesze się, że zaczęłaś pisać nowe opowiadanie. Oznacza to, że na blogspocie pojawi się kolejna świetna historia! :)
    Już czuję, że w Twojej głowie stworzył się naprawdę dobry pomysł. Zachęciłaś mnie, a najbardziej to z dwóch powodów. 1. Nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem, że ktoś stracił dziecko. 2. Twój styl pisania jest cudny, opisy interesujące i każde zdanie zachęca do dalszego czytania. Jest też więcej powodów, ale nie będę już ich wymieniać. :)
    Jestem ciekawa co napiszesz w pierwszym rozdziale. Czy będzie kilka lat wcześniej czy będzie dalsza kontynuacja prologu? Ciekawe. :D
    Czekam na kolejny rozdział, o którym mam nadzieję, że mnie poinformujesz na gadu-gadu. :)
    A gdybyś miała czas i ochotę, to zapraszam do siebie. ;)
    Pozdrawiam:*
    [zabita--nadzieja.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cudowne słowa! :* Mogę zdradzić, że w pierwszym rozdziale będzie kontynuacja prologu. Publikacja za kilka dni.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Cieszę się, że ponownie zaczęłaś pisać, bo bardzo brakowało mi Twojej twórczości. Kiedyś wspominałaś mi o tym pomyślę i jak dobrze wiesz, byłam jak najbardziej za. Ciekawa tematyka. Coś nowego, trudniejszego i dojrzalszego. Wierzę, że sobie poradzisz, bo jak nie Ty, to kto?
    Twój styl po prostu mnie powala na kolana. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym opowiadaniem lub odcinkiem piszesz lepiej, bardziej przemyślanie i dokładniej. Uwielbiam ten moment, gdy zostaję całkowicie pochłonięta przez Twoją historię.
    Prolog jest cudowny. Nie mam się do czego przyczepić - zresztą czy kiedykolwiek dałaś mi możliwość, aby skrytykować coś Twojego? Nie, bo piszesz tak fenomenalnie, że chciałoby się to czytać w nieskończoność. I tak było z tą historią. Polały mi się łzy po policzkach. Nawet nie umiem sobie wyobrazić co oni muszą czuć. To musi być okropne. Może to, co zaraz napisze będzie jeszcze gorsze, ale w takim momencie chyba wolałabym wiedzieć, że moje dziecko nie żyje, mieć jego grób na cmentarzu, gdzie wiedziałabym, że leży jego ciało niż przez całe życie zastanawiać się co się z nim dzieje. Może to głupie, ale takie jest moje zdanie.
    Mam nadzieję, że ich małżeństwo się nie rozpadnie! Naprawdę im dopinguję, bo łączy ich coś wyjątkowego.
    Wybacz za ten komentarz. Poprawię się następnym razem. Czekam na nowość:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dziękuję za opinię. Mam nadzieję, że kolejny rozdział też Cię nie rozczaruje.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Hej Kochana:* wiesz jaka byłam zdziwiona, kiedy odczytałam Twoją wiadomość? Nie spodziewałam się Twojego powrotu, tzn byłam pewna, że zapewne już niedługo znowu zaczniesz pisać, ale przygotowałam się już na to, że potrwa to dosyć długo. Przepraszam, niestety powiadomienie o nowym opowiadaniu po prostu do mnie nie dotarło, dlatego pojawiam się z tak gigantycznym opóźnieniem. Gdybym dowiedziała się w ten sam dzień, kiedy opublikowałaś prolog, z pewnością moja nieobecność nie byłaby tak duża. Dopiero teraz tak naprawdę uporałam się z wszelkimi trudnościami i otworzyłam stronę z komentarzami. Mam nadzieję, że problemów technicznych będzie już u mnie coraz mniej, bo nie chciałabym mieć jakichkolwiek zaległości u Ciebie :)
    Czyli mogę powiedzieć, że oficjalnie rozpoczynamy nowe cudeńko w Twoim wykonaniu. Z tego wszystkiego nawet nie zdążyłam Ci powiedzieć jak bardzo się ciesze z Twojego powrotu. Brakowało mi Twoich opowiadań. Niby wiem, że zawsze mogę wrócić na wszystkie poprzednie, co nawet często mi się zdarza, ale teraz zaczęłaś coś zupełnie nowego i nie chciałabym, żeby mnie tutaj zabrakło. Postaram się być w miarę punktualna, co może nie zawsze wyjść, bo u mnie teraz ciężkie chwile i musze się jakoś z nimi uporać, żeby mieć czas na przyjemności. Ale nie będę tutaj o tym pisać, gdybyś chciała wiedzieć więcej, to wiesz, że zawsze możesz się odezwać na Gadu. A teraz do rzeczy: zauważyłam, że podjęłaś się bardzo trudnej tematyki. Bardzo trudnej i jednocześnie chyba bardzo dojrzałej, bo przecież nie każdy potrafi opisać cierpienie dwójki dorosłych ludzi po stracie dziecka. To też niezwykle poruszający i smutny temat, nie za bardzo przeze mnie lubiany. Ale wszystko co jest napisane przez Ciebie jest po prostu cudowne, dlatego zamierzam być tutaj do końca. Cóż, Michelle to bardzo krucha kobieta. Nie ma co się dziwić, w końcu straciła dziecko i jak każda matka nie umie się z tym pogodzić. To smutne, że tak się w sobie zamknęła, że odwróciła się od znajomych, bliskich. Jej relacje z Dylanem też nie wyglądają kolorowo, a uważam, że akurat tutaj powinno być inaczej. Oboje są w takiej samej sytuacji i powinni się wzajemnie wspierać. Ta tragedia doprowadziła ich aż do separacji, ale widać, że oboje nadal się kochają i strasznie potrzebują. Michelle chyba nieświadomie odpycha od siebie ukochanego, chce sama uporać się ze swoim cierpieniem, ale wydaje mi się, że w pojedynkę nie będzie to możliwe. Rozczuliło mnie to, że Dylan mimo wszystko się nią opiekuje, martwi się o nią. On też bardzo to przeżywa, przecież jest ojcem. Chciałabym, żeby dali sobie jeszcze jedną szansę i oboje zawalczyli o to, żeby odnaleźć Benjamina.
    Strasznie trudny temat. Ja sama nie umiałabym pisać o takich rzeczach, a co dopiero o nich myśleć. Dla mnie to zbyt przygnębiające, ale wiem, że akurat Ty jesteś w stanie sobie z takim wyzwaniem poradzić :) z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki i oczywiście galerię bohaterów :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim cieszę się że jesteś tutaj :) Bardzo mi się zrobiło miło, jak napisałaś, że często zaglądasz na moje wcześniejsze opowiadania. Naprawdę doceniam!
    Odnośnie tej historii, to mam nadzieję, że Cię nie rozczaruję, mimo, że tematyka podobno nie do końca w Twoim guście. Możliwe, że ten temat w pewnym momencie mnie przerośnie, ale obym się myliła. Postanowiłam się go podjąć i mam nadzieję, że tym razem dobrniemy do epilogu - ale któż to może wiedzieć.
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat o to czy mnie rozczarujesz czy nie, to nie mam wątpliwości co do tego, że tak nie będzie. Nie chodzi też o to, że tematyka opowiadania całkowicie nie przypadła mi do gustu, bo tak nie jest. Chodziło mi o to, że to niezbyt przyjemny temat, nie wszyscy uwielbiają czytać o nieszczęściu innych ludzi. Mam nadzieję, że po przeczytaniu Twojego opowiadania będę podchodziła do tego wszystkiego inaczej. Naprawdę lubię czytać wszystko co piszesz, dlatego moim zdaniem o tematyce się nie przejmuj i po prostu pisz dalej :)
      Buziaki :*

      Usuń
  5. Cześć Kochana :*
    Bardzo cieszę się, że nie opuściłaś nas! Szkoda mi poprzedniej historii, bo ja się kurka przywiązuje do tych bohaterów, jak i ich losów. No, ale cóż. Jest nowa historia, która już zapadła mi w pamięć. Nie powiem, bardzo ciekawy i pełen emocji scenariusz z tego wyniknie. Tak się zastanawiam, czy jest jakaś różnica między zaginięciem dziecka a jego śmiercią ? Ktoś kto tego nie doświadczył pewnie nawet sobie tego wyobrazić nie może. Jeśli chodzi o śmierć, najbliżsi mają szansę godnie pochować ciało, a to sprawia niesamowita ulgę. Przy zaginięciu ta ciągła nieświadomość, niepewność jaki los doświadcza malca. Jedno jest pewne, ani jedno ani drugie nie powinno się wydarzyć w życiu kogokolwiek! To co przeżywają bohaterowie to tragedia. Nie rozumiem jak można wyrządzić taką krzywdę tym ludziom. Mam nadzieje, że od tego momentu Michelle da sobie pomóc swojemu mężowi i więcej go nie odrzuci. We dwoje będzie im zdecydowanie łatwiej przebrnąć prze to wszystko.
    Z niecierpliwością czekam na nowość :* Pozdrawiam :)
    mirabella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci! Bardzo doceniam Twoją obecność tutaj. Bez Ciebie to nie byłoby to samo, serio ;) Buziaki :*

      Usuń