INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

29 października 2012

4. ,,Najwspanialszy dzień w ich życiu''



        Mężczyzna obudził się z niewymuszonym uśmiechem na ustach, bowiem miał przepiękny sen tej nocy, który zresztą nie do końca był fikcją. Ukazywał on coś na kształt wspomnienia jednego z najwspanialszych dni, które przyszło im przeżywać wspólnie - ich ślub.
        Był środek maja, świeciło słońce, a błękitne niebo zostało przybrane śmietankowymi obłokami. Brunet stał przy ołtarzu, zerkając to na gości, to na swoje dłonie, drżące w emocjach. Jak to jest, że tego dnia tak bardzo chcemy, aby wszystko było idealne? Gdybyśmy podchodzili do tego na luzie, oszczędzilibyśmy sobie niepotrzebnego stresu. Dotąd Dylan śmiał się ze swojej narzeczonej, że tak panikuje, denerwując się przede wszystkim ciągłym poszerzaniem sukni ślubnej, dziś jednak zrozumiał, co czuła, bo sam ledwo stał na nogach. W towarzystwie świadka, którym został oczywiście jego najlepszy przyjaciel Liam, czekał na przybycie ślicznej panny młodej.        - Stary, co to za laseczka? - zapytał świadek szeptem, obdarzając przyjaciela lekkim kuksańcem w ramię.
        - Ty tak na serio? - Dylan przewrócił oczami, po czym spojrzał znów na Liama. Ciemnowłosy przyglądał się siedzącej w pierwszym rzędzie dziewczynie o ciemnych włosach, z subtelną opalenizną i w fioletowej sukience, eksponującej jej największe atuty. - To moja siostra, Victoria.
        - Że co? - Liam miał taką minę, jakby zobaczył ducha. Przetarł oczy ze zdumienia, a następnie spojrzał na pana młodego z oburzeniem. - Jak długo jeszcze zamierzałeś ukrywać przede mną fakt, że masz siostrę? Stary, przecież ona wygląda jak Miss Świata!
         - Właśnie dlatego nic ci o niej nie mówiłem - odrzekł spokojnie Dylan. - Wydanie ci jej byłoby jak rzucenie świeżego mięsa na pożarcie wygłodniałym lwom.
      - Ale ty jesteś podły... Wiesz co? Jak już się hajtniesz, postaram się, żebyś wylądował pod pantoflem Michelle, żeby ci nie było za lekko.
        - Zwariowałeś? - uśmiechnął się. - Życie z taką kobietą byłoby cudowne nawet, gdyby zabroniła mi chodzenia z kumplami na piwo.
        - Dobra dobra, Romeo, zobaczymy, czy za kilka lat też będziesz tak śpiewał - skwitował Liam, po czym obaj wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Dla nich były to typowe sprzeczki, prawdę mówiąc nie potrafili już rozmawiać inaczej. Jeden drugiemu wciąż ubliżał, ale wiedzieli, że są jak bracia i tak naprawdę nie umieli gniewać się na siebie długo.
        I właśnie wtedy cała  publika zamarła, gdyż pojawiła się ona. W śnieżnobiałej sukni aż do ziemi wyglądała jak anioł, który dopiero wylądował na ziemi. Jej naturalnie ciemne włosy upięte były w efektowny i elegancki kok, a oczy podkreślone delikatnym makijażem tak, że blask jej tęczówek wydawał się intensywniejszy, niż kiedykolwiek. Kiedy zbliżyła się już do narzeczonego, uśmiechnęła się promiennie, a on odwzajemnił to bez zawahania. Zawsze była dla niego najpiękniejszą kobietą. Była wspaniała, a pokochała właśnie jego - złego chłopca, który niejednokrotnie popełnił w swoim życiu błąd. Zastanawiał się, czym sobie na nią zasłużył i wtedy poczuł, po raz pierwszy od długich miesięcy, że ma ochotę rozpłakać się ze szczęścia i ze wzruszenia.
        Zakochani zwrócili twarze ku ołtarzowi. Michelle chwyciła dłoń bruneta delikatnie, po czym bez zawahania poprowadziła ją na swój nabrzmiały brzuszek. Dylan wyszczerzył się jeszcze bardziej. Za dwa miesiące ich synek będzie z nimi. 
        Spojrzał znów na Chelle, która siedziała naprzeciwko niego przy stole, grzebiąc beznamiętnie łyżką w misce mleka. Zdecydowanie wolał ją jako brunetkę, choć przecież poznał ją, gdy była farbowaną blondynką. Dziś miał ochotę zaciągnąć ją siłą do salonu fryzjerskiego, by ten przywrócił jej naturalny kolor. Tęsknił za możliwością zachwycania się jej wyglądem. Wierzył, że tamta jego przepiękna żona jeszcze wróci.
        - Chelle, zamierzasz to w ogóle jeść? - zapytał chłopak, a dziewczyna spojrzała na niego z niezadowoleniem. - Bo ja najchętniej dałbym ci wielkiego hamburgera.
       - Że co? - zdziwiła się, a przez okamgnienie Dylanowi wydawało się, że zobaczył na jej twarzy uśmiech.
       - No tak! - ciągnął. - Prawie nie jesz, a jak już jesz, to najczęściej jakieś nędzne płatki albo sałatę.
       - Co masz do sałaty, przepraszam bardzo?
       - A to, że moja żona to kobieta, a nie królik - skwitował wesoło.
       - A to nie była przypadkiem aluzja do tego, że jestem za chuda i nie dbam o siebie? - zapytała, na co Dylan nerwowo odłożył widelec na talerz. - Możesz mi to powiedzieć wprost.
      - Chelle, nie o to mi chodziło - bronił się spokojnie. - Musisz w każdym moim słowie doszukiwać się uszczypliwości? Naprawdę nie chcę ci dowalać.
      - No dobra - szepnęła. - Masz rację. Przepraszam. Ostatnio jestem jeszcze bardziej przeczulona na tym punkcie, niż zwykle.
     - Zauważyłem - rzekł Dylan. - I wiesz co? Tak sobie myślałem, że może to najlepszy czas, abyś poszła na terapię?
     - Mam kontynuować leczenie? - zapytała, nie do końca zachwycona jego pomysłem. - Naprawdę uważasz, że muszę?
        - Myślę, że ty doskonale wiesz, jakie jest moje zdanie.
        - Spróbuję - odpowiedziała po namyśle Michelle. - Ale niczego nie obiecuję.
      Mężczyzna wstał od stołu i czule pocałował jej czoło. Dla niego najważniejszą wiadomością było to, że jego żona chce podjąć rękawicę jeszcze raz.

OOO

       
         Doceniała to, że był przy niej przez cały czas. Próbował przez całą drogę zabawiać ją jakimiś historyjkami albo żarcikami, byle tylko odciągnąć jej myśli od istnej katorgi, jaką zaraz przyjdzie jej przejść. Wizyta u psychologa była jak spowiedź, tylko trudniejsza od tej tradycyjnej, choć nie potrafiła tego wyjaśnić. Zatrzymali się przy wejściu do gabinetu i wymienili spojrzenia. Gdy Dylan w milczeniu przytulił ją swymi silnymi ramionami, poczuła wdzięczność. Naprawdę cieszyła się, że ma go przy sobie. Był świetnym facetem, cudownym człowiekiem. Potem drzwi otworzyły się i wyjrzała zza nich ciemnowłosa, atrakcyjna kobieta, ubrana w dość sztywniacki, granatowy komplet. Michelle weszła do środka, zostawiając męża samego za progiem.
        Była tu już wielokrotnie, jednak nie darzyła tego miejsca sentymentem. Wcale nie chciała tu wracać, jednak czuła, że powinna. Lekarka uśmiechnęła się pokrzepiająco, choć tym razem wcale nie dodała swej pacjentce odwagi.
        - No dobrze, zaczynajmy - powiedziała brunetka, patrząc znad sterty papierów na Michelle. - Może najpierw powiedz, jak czułaś się przez te ostatnie tygodnie?
        - A powinnam powiedzieć prawdę, czy to, co chcesz usłyszeć? - spytała niezbyt uprzejmie Chelle, lekarka zbagatelizowała jednak jej ton i skinęła głową, sugerując brunetce, by była z nią całkowicie szczera. - Prawdę mówiąc, byłam jak wrak człowieka. Teraz czuję się minimalnie lepiej, bo Dylan naprawdę mnie wspiera. Gdyby nie on, prawdopodobnie znów tkwiłabym w szpitalu, chyba, że lekarzom nie udałoby się mnie uratować.
        - Czyli miałaś moment załamania i znów myślałaś o samobójstwie?
        - Wiesz, to chyba nie do końca tak było... Pamiętam swoją próbę samobójczą, wtedy, kiedy nafaszerowałam się tabletkami i popiłam alkoholem. Widzisz, wtedy ja naprawdę tego chciałam. Chciałam zamknąć oczy i zapomnieć o smutku, który przepełnił całe moje życie. A teraz... teraz po prostu czuję się pusta, ogołocona z jakichkolwiek emocji. Jestem bezwartościowa, jednak tym razem wcale nie chcę się zabić. Dylan mnie potrzebuje. Wiem, że może brzmi to dziwnie, bo jak można potrzebować kogoś, kto zachowuje się tak, jak ja? A jednak on mi to udowodnił. Jestem dla niego ważna. Nie mogłabym go zostawić, bo on cierpi tak samo, jak ja.
        - Cieszę się, że to do ciebie dotarło, Michelle. Naprawdę trudno było patrzeć na waszą dwójkę, jak w obliczu tego, co was spotkało, nie mogliście liczyć na siebie i odtrącaliście się nawzajem.
        - Właściwie to ja odtrącałam jego.
        - A czy wiesz, dlaczego tak postępowałaś? - zaciekawiła się pani psycholog.
        - Chyba dlatego, że czułam się winna tej całej sytuacji.
        - Masz na myśli zaginięcie Benjamina? - zapytała lekarka wprost, a po ciele blondynki przebiegły dreszcze. - Przepraszam...
        - W porządku - odrzekła szybko Michelle. - Tak, właśnie o to mi chodzi. Gdybym tamtego dnia to ja zajmowała się synkiem, na pewno byłby dzisiaj z nami.
        - Tego nie możesz wiedzieć. To mogło się przydarzyć każdemu.
        - Nie, to mogło się przydarzyć tylko nieodpowiedzialnej osobie, a ja taka nie jestem i nigdy nie byłam. Ja kocham swoje dziecko, nie spuszczałam z niego oka, kiedy tylko był pod moją opieką! Nie pozwalałam, by włos mu z głowy spadł, a co dopiero, by ktoś go porwał i to w biały dzień!
        - Dobrze, Chelle, myślę, że na dzisiaj wystarczy - powiedziała brunetka, widząc, jak pacjentka odwraca wzrok, prawdopodobnie kryjąc przed nią swoje łzy i zdenerwowanie. - Obiecaj mi jednak, że będziemy się spotykać regularnie. Myślę, że takie rozmowy są ci teraz bardzo potrzebne. Doceniam to, że tu przyszłaś. Naprawdę jestem dumna z ciebie, że podjęłaś to wyzwanie.
        - Tak szczerze, nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie Dylan.
        - Bo Dylan to naprawdę dobry człowiek i masz szczęście, że właśnie ciebie kocha na zabój!
        - Nie mówisz tak tylko dlatego, że to twój brat? - Michelle uśmiechnęła się przez łzy, podczas gdy brunetka skierowała dłoń ku swemu sercu i wyprostowała się.
        - Ja, Victoria Parks, uroczyście oświadczam, że moja bratowa ma najlepszego męża, jakiego mogła sobie wymarzyć! - wyrecytowała, po czym wyszczerzyła się i podeszła do blondynki, by przytulić ją. Miała nadzieję, że dziewczyna nigdy już nie wyląduje w dołku, w jakim tkwiła nie tak dawno. Może trudno w to uwierzyć, ale Chelle była teraz w naprawdę niezłej formie, biorąc pod uwagę jej dotychczasowe nieradzenie sobie z niesprawiedliwym losem, jaki ją spotkał.
        Tylko jedno nie dawało Victorii spokoju i napawało ją niepohamowanym lękiem. Skoro teraz wszystko szło tak dobrze, to czy nie zwiastuje to rychłego ciosu prosto w serce i kolejnej dawki niepożądanego bólu?                 

   OOO

Po prostu, życzę miłego czytania i dziękuję za wszystkie piękne słowa :* 

11 komentarzy:

  1. Hej Kochana:* wiesz, że ja dotrzymuję złożonej obietnicy, dlatego wracam dzisiaj. Wczoraj już nie miałam siły czegokolwiek pisać, a też nie chciałabym dodawać tutaj byle czego. Zaskoczyłaś mnie tym, że nowość pojawiła się tak szybko. Już dawno zdążyłam zauważyć, że kolejne rozdziały dodawałaś po dwóch tygodniach, a tutaj proszę, taka malutka zmiana. Jeżeli o mnie chodzi, to nie robi mi to specjalnej różnicy z jaką częstotliwością dodajesz nowości, bo zazwyczaj jest tak, że nie skomentuje w dniu publikacji, bo ostatnio naprawdę niewiele mam czasu na przyjemności. Ale wiedz, że u Ciebie pojawie się zawsze prędzej czy później. A jeśli chodzi o komentarze pod poprzednim rozdziałem, to mimo wszystko ciesze się, że umykają Ci takie drobnostki, bo przynajmniej mamy szansę uniknąć nieporozumień i niepotrzebnych kłótni. Co jak co, ale z Tobą nie zamierzam się kłócić o cokolwiek :) teraz przynajmniej wiem, że mogę takie rzeczy pomijać bez wyrzutów sumienia, że komuś niechcący zrobiłam przykrość.
    Wspomnienie bardzo mi się podobało. Generalnie zawsze podobają mi się śluby i ta atmosfera towarzysząca temu wydarzeniu. Jak sięgam pamięcią, to ostatni raz na ślubie byłam siedem lat temu u mojej chrzestnej. Ale mimo wszystko uważam, że wszystko co jest opisane przez Ciebie jest o wiele piękniejsze, niż jakbym miała oglądać to na żywo. Nie wiem jak Ty to robisz, ale dobierając słowa tworzysz coś naprawdę pięknego, a przez to ja sama czuje się tak jakby to wszystko działo się naprawdę, a ja jestem jedną z tych osób, które biorą udział w opisywanym wydarzeniu. Do ślubu z brzuchem? Nie wiedziałam, że już wtedy Michelle spodziewała się dziecka. Tej kwestii nie chcę tutaj poruszać, bo każdy na ten temat ma inne zdanie i nie chciałabym przez przypadek urazić czyiś poglądów. Naprawdę nie rozumiem co faceci mają do śniadania w postaci płatków z mlekiem? Śniadanie jak każde inne. Wydaje mi się nawet, że jest mniej kaloryczne od takiej buły wysmarowanej niewiadomo czym :P a ja uważam, że Michelle zwyczajnie o siebie nie dba, bo nikt normalny nie żywi się przez cały dzień listkami sałaty. Nie rozumiem dlaczego sobie tylu rzeczy odmawia... przecież tutaj chodzi o jej zdrowie, którego ona najzwyczajniej nie szanuje z tego co czytam. Ale nadrobiła sobie u mnie tym, że zdecydowała się spróbować ponownego leczenia. Myślę, że to bardzo jej się przyda i może rozmowa z osobą, która ją zrozumie znacznie jej pomoże w tym cierpieniu.
    A więc pani psycholog to siostra Dylana? Cóż, to chyba Michelle nie mogła lepiej trafić. To znana osoba, do której kobieta powinna mieć zaufanie, a nie jakaś obca baba wciskająca jakieś kity, które tak naprawdę w ogóle nie mają sensu. Ja też troszeczkę obawiałam się tej wizyty. Bałam się, że Michelle albo nie będzie chciała powiedzieć nic, albo wpadnie w taką histerię, że nic nie będzie w stanie jej uspokoić. Byłam zaskoczona, bo była to naprawdę spokojna, normalna wymiana zdań. Ale jedno mnie też zaskoczyło, a raczej zdenerwowało. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam treść tej wypowiedzi, ale czy Michelle uważa, że Dylan jest nieodpowiedzialny? Skoro stwierdziła, że gdyby to ona się wtedy opiekowała Benjaminem na pewno nikt by go nie porwał? Chyba przecenia samą siebie, bo ja też uważam, że takie rzeczy mogą się zdarzyć każdemu. Oczywiście nikomu tego nie życzę, bo to z pewnością są strasznie przeżycia, ale uważam, że Michelle źle robi wydając takie oskarżenia. Żeby później nie żałowała wypowiedzianych słów, bo wtedy może już być za późno...
    Pozdrawiam i czekam na kolejną nowość. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :*
      Odnośnie rozmowy Michelle z Victorią, nie chodziło o to, że Dylan jest nieodpowiedzialny, ale osoba, która wtedy zajmowała się ich synkiem - a nie był to on. Teraz dopiero widzę, że trochę niejasno to ujęłam, ale też dlatego, że zbyt wiele nie mogę na razie zdradzać ;)
      Nowość pojawiła się tak szybko, bo odcinki są póki co masakrycznie krótkie, więc tak chyba będzie lepiej :)
      Dziękuję za komentarz i obecność :) Cieszę się, że tu jesteś, bo naprawdę dodajesz skrzydeł.
      Pozdrawiam :* :* :*

      Usuń
    2. No tak. Powinnam być bardziej uważna przy czytaniu, wtedy na pewno wywnioskowałabym, że nie chodziło o Dylana. Po prostu takie było pierwsze skojarzenie, dlatego tak napisałam. Ja wszystko rozumiem i sama się chce wszystkiego dowiedzieć, ale w swoim czasie :)
      Bardzo się ciesze, że moja obecność tutaj dodaje Ci skrzydeł. To naprawdę miłe móc przeczytać takie słowa :)
      Buziaki :* :* :*

      Usuń
    3. No wiesz, ale to moja wina, bo jak mówię - trochę niejasno to ujęłam :)

      Usuń
  2. Witam Cię Deluxe! :*
    Pisałam, że dziś będę tutaj i jestem... Szkoda, że nie udaje mi się tak za każdym razem, gdy dodasz nowy odcinek ;/ Ale cóż, wybaczysz mi to, prawda ? :*
    Cieszę się, że Michelle pozwala sobie pomóc. Może idzie to trochę opornie, jak na początek, ale też nie można oczekiwać cudów. Na wszystko przyjdzie czas. I tak zrobiła wielki krok na przód. Wizyta u specjalisty jest jej potrzebna. Pewnie jak każdemu zagubionemu człowiekowi. Ile by się człowiek nie bronił, to rozmowa jest właśnie najlepszym lekarstwem. Oczywiście, nie zawsze udaje się porozmawiać swobodnie z najbliższymi, więc od tego są ci drudzy "przyjaciele". Aczkolwiek dziwi mnie troszeńkę fakt, że jej specjalistą jest jej szwagierka ? Jednak wierzę w profesjonalizm pani psycholog, jej praktykę zawodową i przede wszystkim chęć niesienia pomocy skrzywdzonym przez los ludziom.
    Ale zastanawiam się nad czymś. Może i źle postąpiłam, ale przeczytałam twoją rozmowę z koleżanką wyżej, za co wybaczcie obie... i piszesz tam, że Michelle obwinia kogoś zupełnie innego o utratę syna a nie Dylana... Kurczę, byłam święcie przekonana, że to właśnie on był wtedy z Bejaminem. No, ale nic, z czasem zacznie się wszystko wyjaśniać, więc poczekam :)
    Tak więc do następnego Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już mówiłam, musiałam niejasno ująć ten fragment. Tamtego dnia to nie Dylan opiekował się ich synkiem, kropka :) Przepraszam za te niejasności :)
      Oczywiście, że Ci wybaczam - w sumie to nawet nie ma o czym dyskutować. Nie ma ściśle określonego terminu pojawiania się na tym blogu, bo czy jesteś w dniu publikacji, czy tydzień albo miesiąc później, ja i tak za każdym razem się ciesze, gdy mogę czytać Twój komentarz :) Zapamiętaj to!
      Buźka :*

      Usuń
  3. Jak ja kocham tą piosenkę! Mogłabym jej słuchać godzinami, a na dodatek jest niesamowicie inspirująca. Cieszę się, że wykorzystałaś ją w tym odcinku, bo pasuje do niego idealnie. Zresztą Twoje opowiadanie ubóstwiam równie mocno i mogłabym je czytać w każdej wolnej chwili. Nie straciłeś tego dawnego uroku, którym mnie hipnotyzujesz i przenosisz do innego świata. Dziękuję Ci za to z całego serca, bo uwielbiam te momenty, gdy poruszam się po świecie Twoich bohaterów. Magiczna chwila.
    Piękne wspomnienie. Chwytające za serce. Większość ludzi marzy o tym dniu. Ja sama czasami sobie wyobrażam swój własny ślub. Mam nadzieję, że będzie równie idealny, co ich.
    Cieszę się, że między nimi znowu zaczyna się układać. Mam nadzieję, że Michelle posłucha Dylana i uda się na terapię. Uważam, że jest jej ona potrzebna. Po tym co przeszła, nie tak łatwo powrócić do normalności, a już na pewno nie wtedy, gdy w sercu nosi się tyle bólu. Ona musi to wyrzucić z siebie, aby znowu nauczyć się uśmiechać i żyć na tyle normalnie, na ile jest możliwe w ich sytuacji. Wierzę w nich, bo ewidentnie widać, że oboje się kochają i obojgu zależy na sobie.
    Współczuję Michelle. Chyba żadna matka kochająca swoje dziecko nie przeżyłaby takiego ciosu. Ktoś porwał jej dziecko. Zabrał rodzicom. Jakim człowiekiem trzeba być, aby to zrobić? Gdybym znalazła tego porywacza, to chyba bym go zabiła. Nie można tak krzywdzić niewinnych ludzi.
    Niemniej jednak widzę postęp. Dobrze, że Michelle otwarcie mówi o swoich uczuciach. Myślę, że Victoria jest najlepszą osobą do takich zwierzeń. Bo ona zna ich historię lepiej niż ktokolwiek inny. Mam tylko nadzieję, że te dobre dni nie odejdą znowu. A jeśli tak się stanie, to liczę na to, że Michelle i Dylan będą razem się z nimi mierzyć.
    Cudowny odcinek, czego nie mogę powiedzieć o moim komentarzu. Przyrzekam poprawę! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czepiaj się swojego komentarza, Motyl, bo mi się naprawdę spodobał :) Michelle i Dylan niestety będą musieli przejść jeszcze niejedną burzę, niekoniecznie wspólnie.
      Piosenkę odkryłam przypadkowo, przystępując do pisania odcinka. Ten utwór zainspirował mnie do napisania tego rozdziału w taki, a nie inny sposób i naprawdę ciesze się, że efekt Cię zadowolił.
      Pozdrawiam :* :*

      Usuń
  4. Chcę najpierw Ci powiedzieć, że gdy pod rozdziałem nie ma ode mnie komentarza, to wcale nie oznacza, że nie czytam Twoich rozdziałów. Czytam je regularnie tylko nie zawsze mam czas na skomentowanie. Żyję teraz w ciągłym pośpiechu i tylko czasem znajdę chwilę na przeczytanie i zraz znów muszę wracać do przerwanych czynności.
    Rozdział bardzo mi się spodobał. Był smutny jak każdy do tej pory, jednak było w nim coś wesołego. Ten początek rozluźnił trochę atmosferę. Spotkanie u psychologa pokazało, że Michelle zaczęła sobie radzić i w końcu doceniła pomoc Dylana. Zaczęło mi się robić go żal. Ale na szczęście coś zaczyna się w końcu układać. Zastanawiam się czy ich synek się kiedyś odnajdzie? To by było bardzo piękne i były to szczęśliwy moment. Nie wiem jednak ile już go szukają. Bo może on już nie żyje... Smutna ta historia. Jednak fajnie, że wzięłaś się za takie coś, bo takich historii smutnych i tragicznych, które dzieją się w życiu nikt jeszcze nie opisał.
    Pozdrawiam i życzę weny! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale to rozumiem i cieszę się, że znajdujesz czas na moje opowiadanie! Dylan i Michelle szukają syna 3 lata. Czy go odnajdą, nie mogę Ci zdradzić :)
      Dziękuję, również życzę dużo weny i pozdrawiam :*

      Usuń