Victoria wróciła do gabinetu z dwoma kubkami parującej kawy,
uśmiechając się promiennie do siedzącej na krześle Michelle. Było to ich
kolejne spotkanie, ostatnio widywały się bowiem niemal każdego dnia.
Nim się obejrzały, trzeba było zerwać kolejną kartkę z kalendarza,
pożegnać lipiec i powitać sierpień. Przez ten czas zżyły się jeszcze
bardziej, choć Victoria jako psycholog wielokrotnie swymi pytaniami
zmuszała Chelle do płaczu lub gniewu. Budziła te najboleśniejsze
wspomnienia jasnowłosej, by dotrzeć do jej duszy i zrozumieć jej
cierpienie. Wszyscy chcieli jej pomóc, bo pamiętali o tym, że niewiele
brakowało, a jej próba samobójcza miałaby swój tragiczny finał. Victoria
nigdy nie uważała samobójców za tchórzy, którzy nie potrafią samym
sobie pomóc i dlatego postanawiają się poddać. Doskonale wiedziała, jako
lekarz i jako człowiek, że każdy zasługuje na szansę, bo wszyscy mają
inny powód do tego, by targnąć się na swoje życie. Czy Michelle zrobiła
to z rozpaczy po zaginięciu synka, czy z tęsknoty za Dylanem, który
powoli oddalał się od niej, a może z jeszcze innych przyczyn? Jak na
razie Victorii udało się ustalić, że Michelle od samego początku obarcza
się winą za to, że Benjamin nie był dzisiaj przy niej, a w miejscu,
którego nawet nie potrafiła zlokalizować, choć pragnęła tego z całego
serca i ze wszystkich swoich sił. Nie umiała tak po prostu spojrzeć
mężowi w oczy, bo bała się, że zobaczy w nich żal. Dylan był
człowiekiem, którego kochała bezgranicznie. Odsuwała go od siebie, choć
jednocześnie wiedziała, że jeśli straci i jego, będzie to jej koniec.
Jej psychika była wielką zagadką, nawet dla Victorii, która niejedno już
w życiu przeżyła i niejeden przypadek rozpracowała niczym wprawiony
detektyw. Podjęła wyzwanie, chcąc pomóc bratowej. Zrobi, co do niej
należy, by nie zostawić jej z tym wszystkim samej.
- Pamiętasz moment, w którym dowiedziałaś się, że Benjamin zaginął? -
zapytała łagodnym, ale rzeczowym tonem Victoria, przyglądając się
uważnie Michelle. Ta nabrała powietrza w płuca i postanowiła mówić, choć
wyglądała tak, jakby każde wypowiadane słowo sprawiało jej ból.
- Czułam się tak, jakbym straciła coś najcenniejszego - powiedziała
opanowanym głosem. - Nie mogłam uwierzyć w to, że to w ogóle jest
możliwe. Mój synek jeszcze tego samego ranka był przy mnie, uśmiechał
się do mnie i tak rozkosznie wyciągał rączki w moją stronę, a kilka
godzin później on po prostu...
Dziewczyna przerwała. Dolna warga drżała jej tak, jakby z trudem
powstrzymywała płacz. Psycholog doskonale rozumiała pacjentkę, jednak
nie zamierzała jej teraz uspokajać. Chelle udowodniła już wiele razy, że
jest silniejsza, niż się wszystkim wydaje. Ona musi sama zmierzyć się z
rzeczywistością oraz na nowo obudzić w sobie przeszłość.
- Miałam ochotę natychmiast pędzić ile sił w nogach, byle tylko ratować
swoje dziecko, tylko, że nie wiedziałam, jaki obrać kierunek. Przez
trzy lata czuję wciąż to samo, wiesz? Tą pustkę i kompletną bezsilność.
Oddałabym wszystko, co mam i zrobiłabym każdą, nawet najdzikszą rzecz,
gdyby mogło to wrócić mi mojego syna. I tak sobie myślę... Wiesz, może
nie mogę znaleźć Bena, bo ma to być dla mnie jakaś kara? Może Bóg kara
mnie za to, że nie upilnowałam swojego dziecka i byłam zbyt lekkomyślna,
by nazywać siebie dobrą matką?
- Michelle, nie mogę odpowiedzieć ci na te pytania, bo po prostu nigdy
nie poznam na nie odpowiedzi - rzekła Victoria, a opanowanie w jej
głosie jakby słabło. - Myślę, że nie powinnam nikogo obwiniać o
zaginięcie Benjamina, ale powiem ci, że ty jesteś temu najmniej winna.
Nie było cię wtedy przy nim. Nie mogłaś wiedzieć, że stanie się coś
takiego.
- No właśnie, nie było mnie przy nim, a powinnam - wtrąciła Chelle nerwowo. - Może nie?
- Michelle, próbuję ci coś powiedzieć - powiedziała psycholog. - To nie
twoja wina, rozumiesz? Tamtego nieszczęsnego dnia to nie ty opiekowałaś
się Benem, ale niańka. Znałam ją i wiem, że nie była nieodpowiedzialna,
po prostu musiała mieć wielkiego pecha. Każdemu z nas mogło się to
przydarzyć, Chelle.
- Ale nie musiało - upierała się.
- Wiesz, o czym wczoraj myślałam? O tym, czy zastanawiałaś się, czy
byłabyś w stanie wybaczyć osobie winnej zaginięciu twojego dziecka -
rzekła, a kiedy spojrzała na Michelle, poczuła, jak jej ciało przeszywa
dreszcz.
Blondynka nieoczekiwanie zerwała się z krzesła i pognała do łazienki, a
Victoria szybko udała się tam za nią. Zobaczyła ją, opierającą się
dłońmi o chłodną ścianę wyłożoną paskudnymi kafelkami we wściekle
różowym kolorze. Na jej twarzy gościły rumieńce, a oddech był szybszy,
niż jeszcze przed chwilą.
- Nic mi nie jest - powiedziała Michelle, zanim Victoria zdążyła zapytać o jej stan. - Zrobiło mi się słabo, to wszystko.
- Ja wiem - odparła brunetka, delikatnie gładząc bratową po plecach. -
To normalne, na twoim miejscu też byłabym skołowana. Chyba się trochę
zagalopowałam z tym mini śledztwem, przepraszam cię. Zróbmy sobie kilka
dni przerwy, co? Myślę, wyjdzie ci to na dobre.
- Jasne, dzięki - odrzekła dziewczyna. - Naprawdę dziękuję.
- Nie ma za co - powiedziała Victoria, uśmiechając się szczerze.
Przytuliły się do siebie najmocniej, jak tylko potrafiły, a już kilka
minut później kobieta została sama ze sobą w opustoszałym gabinecie,
mogąc spojrzeć prosto w oczy swemu sumieniu.
OOO
Dwaj mężczyźni siedzieli przy barze, lecz tylko jeden z nich pił tego
wieczora. Liam nalegał na spotkanie tak bardzo, że Dylan w końcu ugiął
się, choć wcale nie miał ochoty na zabawę ani alkohol. Wolał być teraz
przy żonie i wydawało mu się, co było dość dziwne, że Liam właśnie o to
miał do niego pretensje. Zachowywał się jak nastolatek i wciąż tylko
szaleństwa mu były w głowie. Chyba nie potrafił pogodzić się z tym, że
przyjaciel zdążył wydorośleć i ma teraz nieco inne priorytety.
- Nie możesz powiedzieć Michelle, że dzisiaj wrócisz później? - zapytał
Liam, przechylając szklankę z drinkiem. - Poszlibyśmy na miasto,
wyszumielibyśmy się jak za dawnych lat...
- Nawet gdybym chciał, nie zostawiłbym Chelle samej - odparł sucho
Dylan. - Zrozumiesz mnie, kiedy sam się zakochasz i będzie ci na kimś
zależało.
- Mi już na kimś zależy - odrzekł urażony brunet, a Dylan uniósł brwi.
- Na tej dziewczynie, której imienia nawet nie pamiętasz? A może na tej drugiej?
- Zależy mi na tobie, kretynie! - warknął zdenerwowany Liam. - Naprawdę
tego nie rozumiesz? Mi wcale nie chodzi tylko o pójście z tobą do klubu
i schlanie się na umór.
- No dobra, zaczyna się robić coraz ciekawiej...
- Dylan, wiesz, że nie jestem za dobry w takich poważnych
przemówieniach, ale... no cóż, odkąd tylko pamiętam jesteś dla mnie jak
brat i to starszy, taki, który dogląda tego młodszego i pilnuje, by ten
nie wpakował się bezmyślnie w jakieś gówno. Od tego są przyjaciele,
stary. A teraz, kiedy ciebie nie ma, wydaje mi się, że się gubię. Robię
to, co wcześniej, ale nie sprawia mi to takiej samej przyjemności.
- O czym ty teraz mówisz? - spytał poirytowany brunet, domyślając się,
że to alkohol wpłynął na bezsensowność wypowiadanych przez przyjaciela
słów.
- O takiej dziewczynie... Wiesz, ja jej w zasadzie nie znam, widzieliśmy się ze dwa, może trzy razy i tyle.
- Czyli standardowa długość twojego związku.
- Udam, że tego nie słyszałem. Chodzi o to, że bez względu na to, jak
piękna i fantastyczna kobieta stoi obok mnie, ja cały czas powracam
myślami do tamtej i przywołuję przed oczy jej twarz, bo jest
prześliczna. I czuję, że to spieprzyłem, zanim się tak naprawdę zaczęło.
I borykam się z tym wszystkim sam, bo ty nie masz czasu, by mnie
wysłuchać i podzielić się ze mną swoim doświadczeniem.
- Liam, a może ty się zwyczajnie zakochałeś? Bo jeśli tak, to ja ci niestety nie pomogę.
- Jak to? - zdziwił się. - Przecież ty jesteś zakochany w Michelle po uszy!
- Tak, to prawda, ale każda miłość jest inna. To poważna sprawa i
trzeba podejść do tego na serio. Ty sam wiesz najlepiej, co czujesz,
kiedy ta dziewczyna jest w pobliżu. Jeśli ją kochasz, to po prostu...
Nagle Liam skrzywił się, jakby do tej pory mówił przez sen, a teraz
dopiero obudził się i zaczął brzydzić wypowiedzianych nieświadomie słów.
- Jeśli ją... kocham?
- wzdrygnął się brunet. - Stary, ja nigdy nie pokocham żadnej laski, bo
to strata czasu. Kobieta prędzej czy później cię zrani, ja ci to mówię,
a przecież wiesz, że świętoszkiem to ja nie jestem i mam pewne
doświadczenia za sobą. Nie zakochuj się, Dylan - bełkotał Liam.
- Za późno na takie rady - odparł szeptem. - Będę się zbierał, ale
pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Cały czas czekam na ten
dzień, kiedy przyjdziesz do mnie i oznajmisz, cały w skowronkach, że się
zakochałeś i zamierzasz się ustatkować.
- Niedoczekanie! - krzyknął chłopak na cały bar, na co Dylan poklepał
go po plecach. Ocenił jego stan i zrozumiał, że nie może zostawić go
samego, więc pomógł mu wstać i postanowił odprowadzić go do domu. Poczuł
się faktycznie jak starszy brat, zajmujący się tym młodszym troskliwie.
Liam był wciąż taki niedojrzały i choć potrafił zaleźć człowiekowi za
skórę, Dylan był za niego odpowiedzialny. Od tego są przyjaciele - żeby
doglądać tego drugiego, patrzeć, czy ten nie potyka się o własne nogi i
wspierać go, bez względu na wszystko.
OOO
Mężczyzna po cichu wszedł do sypialni, nasłuchując, czy Michelle
położyła się już spać. Zapalił lampkę i dostrzegł ją, leżącą na łóżku, z
twarzą wtuloną w poduszkę. Była do niego zwrócona tyłem i Dylan był
pewien, że ukochana śpi. Podszedł bliżej i nachylił się, by pocałować ją
w czoło, po czym wyszedł do łazienki. Kilkanaście minut później zasnął
obok niej, upojony faktem, że Chelle jest w dobrej formie i nie zarywa
nocy na bezcelowe zamartwianie się.
Kiedy tylko Michelle upewniła się, że mąż zasnął, otworzyła zaszklone
oczy i przetarła wilgotny od łez policzek. Dylan potrafił być tak
ślepy... Jak mógł nie zauważyć, że coś jest nie tak i że jego ukochana
płacze już od kilku godzin? W głębi duszy pragnęła, by rzucił wszystko i
przytulił ją do siebie, chroniąc przed złem całego tego parszywego
świata. Z drugiej strony bała się, że kiedy już Dylan zauważy, że
pojawił się jakiś problem, będzie musiała opowiedzieć mu o wszystkim.
Nie chciała tego robić. Nie była gotowa na zaakceptowanie tej prawdy, a
co dopiero na opowiadanie o niej innym ludziom.
Kobieta zacisnęła powieki, tłumiąc kolejny przypływ smutku. Jej życie było porażką.
OOO
Hej :*
Jestem mile zaskoczona tym, że poprzedni rozdział zebrał tak pozytywne opinie - dziękuję Wam! Obecny rozdział jest już trochę dłuższy i mam nadzieję, że również przypadnie Wam do gustu.
Miłej lektury! :)
PS. Zdjęcie jako że moje Diabełki wygrały 3:2 z Aston Villą, a oto największa gwiazda tego meczu:
<3
Pierwsza! Nie wierzę. Już zapomniałam jakie to uczucie komentować coś na czas. Ale na szczęście udało mi się i mogę być tutaj już dzisiaj. Zacznę od końca - Diabły rządzą! A do Chicharito mam słabość. Mężczyzna o chłopięcej twarzy z niesamowicie walecznym sercem i talentem. Jestem szczęśliwa, że trafił do MU i zdobywa dla nas bramki.
OdpowiedzUsuńA teraz po krótkim, piłkarskim wstępie przechodzę do tego, co jest tutaj najważniejsze, a bowiem do odcinka.
Piosenki nie słyszałam wcześniej i niestety osobiście do mnie nie przemawia, ale do odcinka pasuje idealnie, więc nie mam do czego się przyczepić. Zresztą nigdy nie miałam i jestem niemalże pewna, że nigdy nie będę miała za co się skarcić - no, może jedynie za krótkie odcinki lub kończenie nowej części w momencie, gdy chciałoby się wiedzieć więcej. Ale to już inna sprawa. :)
Jakoś dziwnie się zabieram dzisiaj za ten komentarz, ale komentowanie pierwszej części zacznę od końca, czyli ostatniego zdania. Zastanawiam się, dlaczego Victoria ma wyrzuty sumienia? Tak właściwie nie zrobiła nic złego. Chce pomóc swojej bratowej i czasami takie drastyczne postępowanie jest po prostu konieczne. Michelle musi sobie uświadomić, że to, co wydarzyło się w ich życiu, nie jest winą jej. Nikt tak naprawdę nie jest winny. Można zarzucać niani, że nie przypilnowała dziecka, ale tak naprawdę, każdemu zdarza się chwila nie uwagi, która może skończyć się tragicznie. Wiem, że nie łatwo dojść do takiego wniosku i Michelle potrzebuje czasu. Ale to wszystko, co opisałaś niesamowicie, nie zaintrygowało mnie tak bardzo, jak to ostatnie zdanie. Jestem ciekawa, co takiego ukrywa Victoria, bo przypuszczam, że te jej wyrzuty sumienia nie są związane tylko i wyłącznie z rozmową, jaką przeprowadziła z bratową.
Uwielbiam tą ich męską przyjaźń. Rozumiem pretensje Liama wobec Dylana, bo sama czasami czuję się zaniedbywana przez moją przyjaciółkę. Niemniej jednak najważniejsze, że mimo wszystko mogą na siebie liczyć. Ciekawa jestem, co takiego wydarzyło się w przeszłości Liama, że teraz boi się zakochać. Wiem, że raz zranione serce ciężko wyleczyć i znowu spróbować zaufać. Zawsze będzie się obawiało najgorszego, ale myślę, że Florence (bo podejrzewam, że o niej mówił Liam) sprawi, że chłopak zmieni zdanie.
Szkoda mi Michelle. Po tym odcinku, a dokładniej mówiąc po końcówce, odniosłam wrażenie, że dziewczyna została tak naprawdę z tym wszystkim sama. Każdy chce jej pomóc, ale wydaje mi się, że nie padło jeszcze to odpowiednie pytanie. Bo tak naprawdę nikt nie pyta o nią. Przynajmniej takie ja odniosłam wrażenie, ale może jestem w błędzie?
Kocham tą historię całym sercem i już nie mogę się doczekać nowości, Ty mój talencie! Jesteś wielka;*
Chicharito uwielbiam, podpisuję się rękami i nogami pod tym, co napisałaś!
UsuńO ile dobrze się orientuję, za jakieś cztery rozdziały pojawi się odpowiedź na pytanie, co się stało w przeszłości Liama, że ma tak zranione serce :)
Dziękuję ślicznie! :* I gratuluję, że byłaś tu jako pierwsza ;p
niełatwo* :)
OdpowiedzUsuńHej Kochana:* nowość znów tak szybko. Uważaj, bo jeszcze się do tego przyzwyczaję i co wtedy? Nie no, nie chciałabym, żeby kolejne odcinki pojawiały się tak szybko, bo opowiadanie zakończysz w ekspresowym tempie, a tego nie chcę. Jak zawsze zresztą przeczytałam Twoją odpowiedź na mój komentarz i powiem Ci, że jestem pod wrażeniem tego co napisałaś. Bardzo się ciesze, że wena dopisuje. My mamy teraz możliwość czytania 6 odcinka, a Ty masz już ich napisane 21, to naprawdę coś! To by oznaczało, że odnalazłaś się w tej tematyce, która chyba nie należy do najłatwiejszych. Gdybym to ja była na Twoim miejscu nie podjęłabym się czegoś takiego, nie potrafiłabym w tak piękny sposób dobierać słów tak jak Ty. I jeszcze jedna sprawa, którą chciałam tutaj poruszyć. Niby dlaczego jesteś zaskoczona tym, że poprzedni odcinek zebrał pozytywne opinie? Osoby, które są tutaj od początku, które uwielbiają Twoją twórczość przeczytają wszystko co napiszesz, bo to jest naprawdę piękne. I ja nie odniosłam wrażenia, że odcinek nic nie wnosi do opowiadania :) napisałam to teraz, bo pod poprzednim odcinkiem oczywiście mi to umknęło ;)
OdpowiedzUsuńSama nie wiem dlaczego, ale Victoria wydaje mi się podejrzaną osobą. Końcówka fragmentu z jej udziałem to pokazuje. Dręczą ją wyrzuty sumienia, ale tak naprawdę nie wiemy z jakiego powodu. Widać, że chce pomóc swojej bratowej, jest przecież psychologiem, którego Michelle niewątpliwie teraz potrzebuje. Rozmowa z fachowcem może okazać się niezwykle pomocna przy tego typu problemach. Chociaż ja pewnie nie miałabym odwagi stanąć oko w oko z różnego typu problemami swoich pacjentów. Przeżycia niektórych ludzi są naprawdę straszne, ale jednak są na tym świecie osoby, które są wręcz powołane do tego zawodu. Victoria nie ma z tym problemu, widać, że się odnajduje w tym zawodzie, chociaż mam wrażenie, że jej obecna pacjentka to twardy orzech do zgryzienia. Niby rodzina, ale sama stwierdziła, że dotarcie do psychiki Michelle jest naprawdę trudnym zadaniem. Rozmowa z psychologiem nigdy nie będzie rzeczą łatwą. Tu chodzi o to, żeby opowiedzieć o swoich problemach obcej osobie, co dla jednych rzeczą łatwą, a dla innych wręcz przeciwnie. Skorzystam z okazji i sama odpowiem na pytanie Victorii. Ja nie byłabym w stanie wybaczyć takiej osobie. Widząc ją miałabym przed oczami te wszystkie traumatyczne przeżycia, godziny, dni, a nawet lata cierpienia i to nie tylko mojego. Dziecko, które jest z daleka od domu, z obcymi ludźmi też w jakiś sposób cierpi. I tak po prostu miałabym wybaczyć? Nie, uważam, że coś takiego w ogóle nie wchodzi w grę.
Czyli jednak Liam nie może zapomnieć o Florence. A tak wracając do jej tematu, to obawiam się, że moge się niecierpliwić do czasu publikacji 21 odcinka :P jeszcze tyle czasu będe się zastanawiać i wymyślać jakieś scenariusze odnośnie jej osoby. Ja w dalszym ciągu uważam, że Liam jest po prostu niedojrzały. Kobiety ranią... ciekawe. A mężczyźni w ogóle, chodzące ideały... wkurza mnie takie gadanie, bo ja właśnie uważam odwrotnie. Teraz dużo takich chodzi po świecie, którzy nie traktują kobiet poważnie. Niestety z przykrością przyznaję, że byłam w takiej sytuacji i naprawdę nie polecam, bo to nic przyjemnego. Większość szuka stabilizacji, spokojego życia. Możliwe, że Liam też się zmieni i podobne priorytety będą u niego najważniejsze, ale u niego to chyba jeszcze nie nadszedł co do tego odpowiedni moment. Ale mimo wszystko fajnie, że Dylan i Liam trzymają się razem. Gdyby nie było Dylana to nie wiem kto sprowadzałby Liama na ziemię. Przynajmniej mogą na sobie polegać, a to jedna z ważniejszych cech w przyjaźni :)
Pozdrawiam i czekam na kolejną nowość. Buziaki :* :* :*
To ja dla odmiany zacznę od wzmianki o częstotliwości dodawania nowych odcinków. Ten rozdział pojawił się bodajże po tygodniu, ale jeśli chcesz, możemy wrócić do publikacji co 2 tygodnie - jak dla mnie nie ma problemu.
UsuńOdnośnie weny, aż sama siebie zaskakuję, bo potrafię jednego dnia napisać 3 rozdziały. Tak naprawdę codziennie udaje mi się stworzyć nowy rozdział albo jego część. I pewnie by mi się to nie udało, gdyby historia była ciągle smętna i o zaginięciu dziecka. Stanie się tak, że ten temat nawet zejdzie na bok, a pojawią się inne (dużo) i może dlatego, że bywają bardziej entuzjastyczne, pisanie nie jest aż takie trudne.
Co do całej reszty komentarza również się zgadzam jak najbardziej. Dziękuję za przemiłe słowa i do następnego, kochana Ty moja :*
Wzmianka o częstotliwości dodawania nowych odcinków była tylko takim moim spostrzeżeniem jakby :) do niczego nie zmuszam, ani nie namawiam, to już zależy od Ciebie jak często będą się pojawiać nowości, a ja to po prostu uszanuję :)
UsuńNie no, ja rozumiem. Po prostu Twoja uwaga jest bardzo cenna.
UsuńPolecam się na przyszłość :D
UsuńZapamiętam :)
UsuńCześć Kochana :)
OdpowiedzUsuńCały czas Michelle tłumi w sobie strach, smutek, rozczarowanie. To niby zrozumiałe, bo w końcu dotknęła ją straszna tragedia. Ona żyje ciągle tam, gdzie kiedyś we trójkę byli szczęśliwi,a jej syn jest gdzieś daleko, bez niej, bez rodziny, bez miłości ? Chociaż tego nie można powiedzieć tak w 100 % pewności. Nie wiadomo co z nim. Czy w ogóle maluch żyje ;/ I to chyba jest najgorsze dla rodziców. Ta niewiedza... Cieszy mnie to, że Michelle nie przerywa wizyt u psychologa. Co prawda nie czynią one wielkich postępów, ale jednak. Wydaje mi się, że to dzięki właśnie tym rozmowom, pozwoliła ponownie zbliżyć się mężowi. We dwoje zawsze raźniej. Co prawda, Dylan jakby inaczej podchodzi do tej sprawy, ale on też cierpi. Tłamsi swój żal bardziej w sobie. Michelle ma żal do męża, że nie widzi w jakim nastroju znajduje się. Może to banalne tłumaczenie, ale to w końcu facet. Oni wszystko widzą inaczej. Nie wiedzą, że gdy kobieta mówi NIE to znaczy wprost przeciwnie...
Zastanawiam się też nad jednym. Dlaczego Victoria ma do siebie pretensje ? Jakie wyrzuty sumienia ? Czyżby praca z kimś bliskim to było jednak dla niej za dużo ? A może kryje się pod tym jakieś drugie dno ?
Ha! Wiedziałam, że Liam tak łatwo nie zapomni o Florence! To było do przewidzenia. Kobieta zamieszała w jego życiu, choć pojawiała się sporadycznie. Coś czuję, że oboje niedługo namieszają :) A co do jego pretensji wobec Dylana... Nie powiem, trochę racji może i ma, ale musi też zrozumieć w jakiej sytuacji znajduje się jego przyjaciel, a do ciekawych, łatwych i przyjemnych ona się nie zalicza, niestety! ;/
Kochana jak zwykle cudownie ! Czekam na nowość :*
Dziękuję ślicznie :* Potwierdzam, Liam i Florence namieszają już niedługo :)
UsuńJak zwykle cudny rozdział! Ten pierwszy fragment mi się najbardziej podobał, bo był taki psychologiczny i nie wiem jak to ująć... mądry? Nie wiem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny. :*
Dziękuję bardzo :) Wena się przyda :P
Usuń