Dziewczyna spojrzała na swoje odbicie w lustrze i miała ochotę wrócić do łóżka - zdecydowanie nie była w nastroju do imprezowania, w odróżnieniu od Dylana. Kiedy tylko mąż zaproponował, a właściwie oznajmił jej, że następnego dnia odwiedzą ich Liam i Victoria, poczuła się tak, jakby mężczyzna przestał liczyć się z jej zdaniem. Potem zrozumiała, że on robił to przede wszystkim z troski o nią - chciał, by w tej swojej szarej rzeczywistości jego ukochana kobieta ujrzała na nowo wszystkie kolory tęczy, nawet, jeśli teraz będą jeszcze lekko wyblakłe. To i tak sukces, że nie odmówiła mu i nie obraziła się na niego, robiąc mu wyrzuty. Zacisnęła wargi i obiecała, że postara się tym razem wyrwać z czterech ścian i spróbować żyć tym, co tu i teraz, a nie przeszłością. Dziś miała nie oglądać się za siebie. Obiecała i zrobi wszystko, by dotrzymać słowa, bo tak robią przyjaciele, a Dylan nie tylko był jej bratnią duszą jako jej partner, ale również jako brat z wyboru - rozumieli się bowiem bez słów.
Minęło wiele czasu odkąd po raz ostatni stroiła się i dbała o swój wygląd. Trzy lata wystarczyły w zupełności, by zamieniła się w zapuszczoną, smutną kobietę, która tracąc sens życia straciła również cały swój urok. Nie interesowała jej opinia innych osób. Mogli ją krytykować, mówić, że jest wrakiem człowieka, a ona i tak miała to w głębokim poważaniu. Nikt nie rozumiał, przez jakie piekło przechodziła każdego dnia. Nie zamierzała nikomu tłumaczyć, dlaczego przestała interesować się tym, co dzieje się obok niej. To była jej sprawa i o niektórych rzeczach nie potrafiła powiedzieć nawet Dylanowi - niektóre emocje były tak silne, że kiedy tylko zaczynała mówić, rozklejała się. Nie chciała wyjść na słabą, choć chyba wszyscy wokół wiedzieli już, że mają do czynienia z prawdziwym słabeuszem.
- Wyglądasz... - rzekł brunet, wyrastając nagle zza jej pleców, po czym zamarł w bezruchu. Wpatrywał się w nią tak wygłodniałym wzrokiem, jakby była najpiękniejszą istotą, jaką kiedykolwiek widziały jego oczy. I pomimo, iż jej humor był bardzo daleki od perfekcyjnego, poczuła, że się zarumieniła na ten widok.
Dylan ją kochał nawet, kiedy była kompletną ruiną, a co dopiero teraz, kiedy wreszcie zadbała o siebie? Miała na sobie czarną sukienkę do kolan, obcisłą tak bardzo, że trzy lata temu była aż za mała, a dziś pasowała na nią jak ulał.
- A jednak się zmieściłaś - powiedział, po czym objął ją delikatnie w pasie, a ona odwróciła się ku niemu i bez namysłu pocałowała go tak, jakby miało to być ich ostatnie spotkanie.
Mężczyzna leżał na łóżku w milczeniu, wiedział bowiem, że każde wypowiedziane przez niego słowo, zostanie odebrane przez ukochaną jak atak na jej osobę. Była w podłym nastroju i tym razem to nie on zawinił. Zrobiła coś, czego on jej stanowczo odradzał. Nie posłuchała go, bo była uparta jak osioł - zresztą, ich syn również pokazywał ostatnimi czasy, że odziedziczył tę cechę po mamie.
- No już, Chelle - krzyknął Dylan, by jego głos dotarł do sąsiedniego pokoju. - Pokaż się.
- Żebyś mógł się ponabijać? Mowy nie ma! - parsknęła Michelle.
- Michelle, nie będę się śmiał - powiedział brunet donośnym głosem. - Masz moje słowo.
- Twoje zakichane słowo... - wyszeptała, po czym jednak ugięła się i już chwilę później stanęła przed nim. Mężczyzna z trudem powstrzymał gwałtowny napad śmiechu.
Blondynka stała boso, w czarnej sukience, którą podtrzymywała dłońmi, udając, że jej rozmiar jest odpowiedni, ale jej wysiłki na nic się zdały. Oboje wiedzieli, że Chelle za Chiny nie zmieściłaby się w tą kreację, może przed ciążą tak, ale teraz było to po prostu nierealne. Dziewczyna patrzyła na niego maślanymi oczkami, czekając na jego reakcję, której się obawiała.
- Wiesz, co jest najzabawniejsze? - zapytał Dylan, krzyżując ręce. - Że ten kawałeczek materiału kosztował mnie pół pensji.
- Nie moja wina, że ciąża z Benjaminem kosztowała mnie ponad dwadzieścia kilo żywej masy! Wiesz, jak trudno się pozbyć takiego balastu?
- Nie zmieniaj tematu, Chelle - powiedział i wstał, podchodząc do niej. - Wykosztowałem się na kieckę, której nawet nie będziesz nosić.
- Wiem, że się gniewasz.
- Gniewam? - zdziwił się i zamrugał oczami, po czym objął ją i spojrzał jej prosto w oczy. - Miałbym się gniewać o to, że dałaś mi pretekst, by ściągnąć z ciebie tą sukienkę, póki jeszcze się w niej nie udusiłaś? - spytał, jedną dłonią zsuwając kruczoczarny materiał z jej ciała, a kiedy skończył, uśmiechnął się z satysfakcją. - Chelle, naprawdę miałbym się gniewać o taki widok?
Ich dłonie stykały się ze sobą, gdy siedzieli przy stole i w pewnym momencie Chelle przestała rozróżniać te przypadkowe zetknięcia od celowych. Od samego początku iskrzyło między nią a Dylanem, zupełnie tak, jakby cała ich przeszłość została wycięta z ich życiorysów i jakby spotkali się dzisiaj po raz pierwszy. Liam opowiadał jakieś historie, z których Dylan i Victoria śmiali się jak dzieci. W tym gronie tylko Michelle była jak niepasujący element układanki. Zupełnie nagle przypomniała sobie, że wcale nie miała ochoty na to spotkanie z przyjaciółmi. Chodziło głównie o Victorię. Przecież była jej terapeutką! Sam jej widok przypominał Michelle o każdej przeprowadzonej z nią rozmowie o zaginięciu Benjamina, o problemach małżeńskich z Dylanem i o wszystkim tym, o czym wcale nie powinna dzisiaj myśleć. Jej nastrój, który już wcześniej był słaby, pogorszył się zdecydowanie i dziewczyna poczuła, że dłużej nie będzie potrafiła tego kryć.
- Dokąd idziesz? - spytał szeptem Dylan, gdy jasnowłosa zaczęła wstawać od stołu.
- Przepraszam, muszę się przespać - rzekła. - Przepraszam - dodała, patrząc na gości, po czym wyszła na korytarz.
Dylan spojrzał na Victorię i Liama, widząc na ich twarzach zakłopotanie, po czym jednak poszedł za żoną. Złapał ją za rękę, gdy pokonała już połowę schodów wiodących na piętro.
- Co ty wyprawiasz, Chelle? - zapytał. - Obiecałaś, że tym razem się postarasz.
- Nie będę udawać, że mam ochotę na to całe przyjęcie - warknęła. - Dylan, to jest jakieś durne przedstawienie, a ja nie chcę w nim uczestniczyć. Nie mam nastroju na spotykanie się z kimkolwiek i naprawdę dziwię się, że ci ludzie nie rozumieją, że to nie jest dobry moment...
- Oni od trzech lat czekają na ten moment - powiedział zawiedzionym tonem. - Ja też. Michelle, nie rozumiesz, że musisz zacząć żyć?
- Po co, skoro ty żyjesz za nas dwoje? - spytała. - No już, idź się zabawić, nie przejmuj się swoją histeryzującą żonką, rozpaczającą za dzieckiem, które zaginęło trzy lata temu. Masz rację, to tak dużo czasu, że aż można odkochać się we własnym synu! - krzyknęła na cały regulator, po czym uwolniła rękę, którą Dylan do tej pory ściskał, podbiegła do sypialni i zamknęła się tam na klucz.
Mężczyzna wrócił na dół, ale nie musiał nic mówić. Przyjaciel i siostra posłali mu pełne wyrozumiałości spojrzenia i bez słowa wyszli, zostawiając go samego. Wiedział, że mu współczują i są z nim, jednak ta świadomość nie dodała mu tym razem otuchy. Był kompletnie bezsilny i zdruzgotany.
OOO
- Zrobiło się niezręcznie - powiedział Liam, wypuszczając dym nikotynowy z ust. Nim się obejrzał, brunetka wyciągnęła dłoń po jego papierosa, wprawiając go w osłupienie. - Pani doktor pali?
- Jestem psychologiem, a nie onkologiem - odparła Victoria.
- To co? - obruszył się. - Jakbyś była moją dziewczyną, nie pozwoliłbym ci, żebyś narażała się na raka.
- Zabawne, ale nie jestem twoją dziewczyną - odparła z uśmiechem.
- Ale będziesz - spierał się Liam żartobliwie. - Oddawaj - dodał, po czym zabrał jej papierosa i ponownie się zaciągnął.
- A ty to niby co? - zdziwiła się. - Jakbyś był moim facetem...
- A więc dopuszczasz do siebie taką myśl? - spytał z nadzieją w głosie, po czym roześmiał się i pozwolił jej kontynuować, choć jego ostatnia uwaga lekko wyprowadziła ją z równowagi.
- Jakbyś był moim facetem, czysto teoretycznie, miałabym ci pozwolić na narażanie się na raka? A czemu to nie działa w obie strony?
- Bo gdybym zachorował i umarł, poradziłabyś sobie z tym - odpowiedział całkowicie szczerze, choć unikał jej wzroku. - Jesteś atrakcyjną, inteligentną dziewczyną i bez trudu znalazłabyś sobie kogoś na moje miejsce. Nie jestem niezastąpiony.
- Ja też nie.
- Mylisz się - odrzekł krótko. Rzucił końcówkę papierosa na ziemię, po czym przygasił ją butem i spojrzał na Victorię. - Gdybyś to ty umarła, zrobiłbym to samo na krótko po tobie. Mając taką kobietę na własność, nie przeżyłbym, gdyby spotkała cię krzywda.
Brunetka bez zastanowienia przywarła ustami do Liama, zaskakując samą siebie. Mężczyzna nie byłby sobą, gdyby protestował, nie od dziś było wiadomo, że Victoria bardzo mu się podobała. Kiedy w końcu ciemnowłosa oderwała się od niego, spojrzała na niego nieco zakłopotana.
- Wytłumacz mi, dlaczego nie jesteśmy razem.
- Po pierwsze, jesteś siostrą mojego najlepszego kumpla - powiedział automatycznie i odwrócił się, by odejść w stronę swojego domu.
- A po drugie? - zapytała dociekliwie, a on odrzekł, choć nie obejrzał się, by na nią spojrzeć:
- A po drugie, wiem, że prędzej czy później skrzywdziłbym cię. Taki dupek jak ja nigdy nie będzie zasługiwał na kogoś takiego jak ty.
- Ale Liam... - powiedziała, jednak on machnął na nią lekceważąco ręką i odszedł. - Cholerny dupek! - warknęła i poszła swoją własną drogą.
Pragnęła wierzyć, że to alkohol tak bardzo uatrakcyjnił Liama w jej oczach. Przecież byli z zupełnie różnych światów, ona była ułożona, a on wciąż bujał w obłokach i był tak irytująco niedojrzały. Oni mieliby być kiedykolwiek razem? Prędzej krowy zaczną latać.
OOO
Powiem Wam, że mam pewien sentyment do tego odcinka. W pewnym sensie ostatni fragment to początek mojego ulubionego wątku całego opowiadania :) Mam nadzieję, że i Wam przypadnie on do gustu!
Piosenka też nie przypadkowa i jeszcze przynajmniej raz pojawi się na tym opowiadaniu.
Dziękuję za piękne słowa i pozdrawiam! :*
Hej Kochana:* widzę, że odcinek dodałaś kilka dni temu, a tutaj w dalszym ciągu nie pojawił się żaden komentarz. Ale ja skorzystam z okazji i skomentuję jako pierwsza. Nie wiem czy dobrze, ale zaobserwowałam, że odcinki są coraz dłuższe. To dobrze, bo powiem Ci szczerze, że przyzwyczaiłam się już do tego, że Twoje odcinki zawsze były długie, a jeżeli już zdarzył się krótki to chyba niezmiernie rzadko. Twoje słowa pod odcinkiem sprawiły, że moja ciekawość znacznie wzrosła, dlatego bez dalszego pisania głupot zabieram się za czytanie :)
OdpowiedzUsuńCzęściowo rozumiem Michelle. Gdyby to mnie spotkała taka tragedia, to też nie miałabym najmniejszej ochoty na strojenie się, czesanie, malowanie itp. Nie oszukujmy się, mamy tutaj do czynienia z tragedią, która spotkała dwoje kochających się ludzi i przede wszystkim niczemu winnych. Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że fajnie byłoby choć na chwilę się od tego oderwać, przez chwilę myśleć o wszystkim innym, nawet największych głupotach, ale czy tak faktycznie można? Motywujące może być też to, że Dylan naprawde się stara. Nie można mieć do niego pretensji o to, że chce uszczęśliwić żonę, ulżyć jej w cierpieniu w którym tkwi od trzech lat. Może to zabrzmi okrutnie, ale wydaje mi się, że on jeden stara się jakoś stanąć na nogi, nie pokazywać całemu światu jak bardzo cierpi po zaginięciu Benjamina. Michelle też zaczęła wykazywać jakieś chęci, ale czasami mam wrażenie, że robi to tylko i wyłącznie dla świętego spokoju. Wiem, że to wciąż jest sprawa najważniejsza, że na tym głównie opiera się fabuła opowiadania, ale teraz to już sama nie wiem co o tym myśleć. Wspomnienie bardzo... hmm... ciekawe :D ta sytuacja pokazuje, że Dylan kocha Michelle taką jaka jest. I obojętnie, czy przytyła 20 kg i wygląda jak kuleczka, czy jest bardziej szczuplejsza niż powinna. Widocznie nie każdy facet jest taki. Nie dla każdego najważniejsza jest figura modelki, ale inne znacznie istotniejsze detale. A zachowanie Michelle było do przewidzenia. Od początku nie ukrywała swojej niechęci odnośnie tego spotkania. Starała się, wyszło jak zawsze. Chociaż ja uważam, że zareagowała zbyt gwałtownie. Po raz kolejny jej ofiarą padł Dylan, który przecież wcale nie chce dla niej źle. Powinna bardziej docenić starania męża.
Przyznam szczerze, że ja też byłam mocno zaskoczona czytając drugi fragment. Victoria sprawia wrażenie nawet bardzo ułożonej kobiety, której nie w głowie głupoty, taka grzeczna dziewczynka z dobrego domu. Wydaje mi się, że oboje z Liamem się sobie podobają, ale na chwilę obecną to jeszcze o niczym nie świadczy. Ona go pocałowała, całkiem możliwe, że zrobiła to po prostu pod wpływem chwili i też pod wpływem alkoholu, chociaż nie wydaje mi się, żeby była pijana do nieprzytomności, wiedziała co robi. Tak więc ja uważam, że między nimi nic się nie wydarzyło :)
Pozdrawiam i czekam na kolejną nowość. Buziaki :* :* :*
Muszę uważać, odpowiadając na Twój komentarz, żeby nie zdradzić zbyt wielu szczegółów. Powiem Ci (jako pierwszej osobie) że jestem w trakcie pisania 27 rozdziału, jeszcze tylko 3 i epilog, a potem ruszam z kolejną historią, której nie mogę się już doczekać. Morał jest taki, że jeszcze się ze mną pomęczysz :P
UsuńDziękuję :* :* :*
Cześć Deluxe :)
OdpowiedzUsuńJuż myślałam, że to spotkanie trochę odmieni Michelle. Myślałam, że trochę odsapnie od tego życia, że ona sama będzie tego chciała, trochę się rozluźnić. Ale to wszystko na nic. Mogę jedynie się tylko domyślać, co ona czuje w obecnej sytuacji. Przypuszczam, że to wszystko nie jest też dla niej łatwe. Minęły już 3 lata odkąd jej szczęście zgasło. Ale jako matka pewnie ma nadzieje i niech nią żyje. Musi wierzyć, że jej synek w końcu się odnajdzie, że z nim wszystko jest w jak najlepszym porządku. Bo gdy przestanie, to pogrąży się w rozpaczy całkowicie. A przecież musi być w pełni sił, gdy nadejdzie chwila w której jej syn znów będzie jej potrzebował, gdy się odnajdzie... Ja w to wierzę.
Co prawda wyszło jak wyszło z tym wieczorem, ale może faktycznie takie spotkania na siłę nie są dobre. Ale to przecież świadczy o Dylanie i o tym jak bardzo pragnie by jego żona wróciła do równowagi. Kocha ją i to widać. Stara się i chce by Michelle to doceniła. Wydaje mi się, że ona widzi starania męża i je docenia, ale nie potrafi ich jeszcze okazać. Podobała mi się ta scenka z przeszłości. Byli na prawdę szczęśliwi, mieli wszystko o czym pragnęli. Uroczo ;)
Nie przypuszczałam, że Liam będzie potrafił się tak zachować. Trochę już go znając, można wywnioskować, iż żadnej okazji nie przepuści a tu proszę. Jakieś opory jednak ma ten człowiek. Ale z drugiej strony nie myślałam, że Pani Psycholog jest zdolna do takiego uniesienia. człowiek potrafi zaskakiwać :)
Do następnego :) Buziaki :* :* :*
Myślę, że Liam jeszcze nie raz Cię zaskoczy, tylko zobaczymy, czy pozytywnie, czy negatywnie :)
UsuńDziękuję za miłe słowa i ściskam! :*