INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

15 grudnia 2012

9. ,,Trzymam cię''



         Kiedy byli dziećmi, potrafili godzinami dokuczać sobie nawzajem i niejednokrotnie nabili sobie nawzajem wielkiego siniaka na ramieniu. Żyli jak pies z kotem i musieli dorosnąć, by nauczyć się ze sobą rozmawiać jak prawdziwi przyjaciele. Zaczęli doceniać to, że siebie mają, że mogą zwrócić się do siebie z każdą, nawet najbardziej błahą rozterką. Ostatnimi czasy z tego prawa to Dylan korzystał bardziej, zresztą nic dziwnego, skoro Victoria z wykształcenia była psychologiem. Sama rzadko otwierała się przed nim i raczej nie przyzwyczaiła go do opowiadania o swoim życiu. Dylan wiedział jedynie, że kilka lat temu spotykała się z jakimś facetem, ale był to krótki i burzliwy związek, który sprawił, że od tamtej pory Victoria zaczęła działać na własną rękę. Żyła sama ze sobą, a kiedy miała jakiś kłopot, brała do domu więcej papierkowej roboty lub czytała książki. Robiła wszystko, by po prostu nie poczuć, że kogoś jej brakuje. A prawda była taka, że po prostu bała się ponownie zakochać, by nie sparzyć się kolejny raz.
          - Długo jej nie ma - powiedział Dylan, zaciskając drżące dłonie między kolanami. Nie potrafił ukryć zdenerwowania, choć zazwyczaj uchodził za twardziela, który nie przejmuje się absolutnie niczym. Victoria doskonale go rozumiała. Położyła dłoń na jego barku, po czym spojrzała na zegarek - była jedenasta wieczorem, a Michelle nadal nie wróciła do domu.
          - Na pewno niedługo będzie - rzekła dziewczyna spokojnym tonem, choć tak naprawdę i jej udzieliła się pełna napięcia atmosfera. - Dylan, przestań panikować, dobra? Ty też na pewno wiele razy później wracałeś do domu.
          - Tylko, że kiedy mi się to zdarzało, byłem z kolegami - odparł. - A Chelle? Przecież ona nie utrzymuje kontaktu z żadną ze swoich dawnych znajomych. Praktycznie nie wychodzi z domu, teraz wyszła i do tej pory nie wróciła. A wiesz, co jest najgorsze? Że ona nawet nie doceniłaby tego, że wychodzę tu z siebie, martwiąc się o nią.
          - Niby dlaczego miałaby się tak zachować? - zapytała dziewczyna, nie kryjąc zdziwienia wypowiedzią brata.
          - Bo powiedziała mi dzisiaj, że chce, abym odszedł - rzekł i sprawiał wrażenie, jakby te słowa piekły go w gardle i z trudem wydostawały się na zewnątrz. - Dla niej jesteśmy skończeni jako para.
          - Nie rozumiem... Wiesz, jako psycholog powinnam umieć do niej dotrzeć, ale to naprawdę trudne. Ona zamknęła się na świat i żyje swoim życiem, pogłębiając tylko swoją depresję. Ale jednego jestem pewna: ona kocha cię nade wszystko.
          - Gdyby tak było, nie odtrącałaby mnie od siebie.
          - Tłumaczyłam ci to już - westchnęła. - Nie możesz jej zostawić. Ona cię potrzebuje.
         Dziewczyna zamilkła, gdy oboje usłyszeli czyjeś kroki. Michelle weszła do salonu z beztroską miną. Victoria spojrzała na kontrolnie na brata, który wyglądał tak, jakby lada moment miało coś eksplodować w jego wnętrzu. Był maksymalnie zdenerwowany.
         - Gdzie ty byłaś i dlaczego wracasz tak późno? - zapytał, z trudem powstrzymując krzyk.
         - Bawisz się w tatusia? - Chelle prychnęła pogardliwie. - Daj mi spokój.
         - Michelle, martwiliśmy się o ciebie, nie rozumiesz tego? - wtrąciła Victoria. - Powinnaś liczyć się z uczuciami mojego brata, on odchodził od zmysłów...
         - A ty kim jesteś, jego adwokatem? Dziwi mnie, że on tu jeszcze jest, skoro kazałam mu spakować rzeczy i zostawić mnie samą - rzekła.
         - Co ty wygadujesz?! - wrzasnął Dylan, tracąc nad sobą panowanie, Michelle jedynie się roześmiała. - Byłbym skończonym idiotą, gdybym cię zostawił! Nigdy tego nie zrobię!
         - A dopiero mówiłeś, że zrobisz wszystko, o co poproszę.
         - Prosisz o coś, czego nie mogę ci dać - wycedził przez zęby. Ich twarze były na tyle blisko, że mężczyzna bez problemu mógł ją pocałować, jednak w tym momencie nie miał na to najmniejszej ochoty.
         - A więc ja odejdę - odparła lekko. - I wcale nie mówię o przeprowadzce do rodziców.
         - Michelle, czy ty zamierzasz... - mówiła Victoria, analizując jej słowa gorączkowo. Chelle wyglądała tak, jakby ból męża i jego siostry sprawiał jej radość i jakąś chorą satysfakcję.
         - Wiesz co, Dylan? - dziewczyna zwróciła się do męża, tym razem o wiele łagodniejszym tonem. - Powiedziałam ci, że znienawidzisz mnie i sam zapragniesz mnie zostawić. Zaufaj mi, że tak właśnie będzie, kiedy dowiesz się, co zamierzam zrobić. I wcale nie chcę się zabić, Victoria. Dla mnie też to wszystko nie jest proste, wiecie? To jest męczarnia i to od ponad trzech lat! Ale kocham cię, Dylan i nigdy nie przestanę, nawet kiedy ty znienawidzisz mnie z całego serca.
         - Michelle...
         - Dylan, musisz odejść ode mnie, bo nie zasługujesz na ból, który przeżywasz, będąc przy mnie.
         - Michelle, powiedz mi, co ty...
         - Przykro mi, to wszystko - skwitowała i udała się na górę.
     Mężczyzna poczuł przeraźliwą pustkę i był zdezorientowany. Z jeden strony chciał się dowiedzieć, co planowała Michelle, a z drugiej strony tak bardzo bał się prawdy, którą być może niedługo przyjdzie mu odkryć.         

         Mężczyzna zastanawiał się, czy pukać do drzwi, czy jednak odejść. Był przekonany, że o tak późnej porze Liam na pewno nie jest sam w domu i jest zajęty czymś, a raczej kimś innym. Mimo to czuł, że musi z kimś porozmawiać i to pilnie, a z kim miałaby się odbyć ta konwersacja, jak nie z jego najlepszym przyjacielem? Dylan zaczął więc dudnić pięściami w drzwi mieszkania kumpla, który zaskakująco szybko otworzył je i ukazał mu swoją mizerną twarz.
         - Czuję się, jakbym patrzył w lustro - powiedział Liam, przyglądając się przyjacielowi. - Serio, obaj wyglądamy tak, jakbyśmy mieli doła.
         - Ja go mam - przyznał Dylan.
         - Ja nie - wyszczerzył się nienaturalnie brunet. - Ale to nie jest mój najszczęśliwszy dzień, więc jak chcesz się wspólnie poużalać nad okrutnością losu, to nie mogłeś lepiej trafić.
     Mężczyźni weszli do salonu, gdzie czekał na Dylana cały arsenał przeróżnych alkoholi, w większości już napoczętych. Na stoliku stały ze trzy kieliszki, a w każdym z nich migotała resztka po innym trunku. Liam prawdopodobnie był w swoim żywiole - nie musiał przejmować się tym, że jak wróci pijany do domu, żona zrobi mu dziką awanturę albo wystawi wszystkie jego rzeczy za drzwi. On żył na własną rękę, a Dylan coraz częściej zazdrościł mu, że ten poszedł tą drogą. Gdyby Dylan nigdy nie poznał Michelle...
         - Napijesz się? - zapytał Liam, siadając na kanapie. - Do wyboru, do koloru.
         - Właśnie widzę... Nie za dużo tego?
         - Stary, jeśli przyszedłeś po to, by prawić mi kazania, to możesz już wyjść, serio.
         - Przestań się tak rzucać, mówię tylko, że zapijanie problemów to najgłupsze wyjście z sytuacji. Na chwilę zapominasz o swoim beznadziejnym życiu, a kiedy trzeźwiejesz, jego podłość uderza w ciebie z jeszcze większą siłą. Tego chcesz, Liam?
         - Wiesz, czego ja chcę? Żebyś przestał gadać jak Michelle. Skupiasz się na tym, że piję raz na ruski rok, ale powód, dla którego to robię, jakoś cię nie interesuje. Nie zachowujesz się jak przyjaciel, Dylan, tylko jak kanalia i z dnia na dzień stajesz się coraz bardziej upierdliwy.
         - Bo Michelle świruje coraz bardziej i ja już nie wiem, co mam robić! Powiedziała, że ją znienawidzę i mam ją zostawić.
         - A więc zrób to i tyle - rzekł lekko Liam.
         - Nie potrafię - powiedział smętnie. - Wiesz, że gdyby ktoś był przy Benie, nie zaginąłby? I teraz boję się, że jeśli nie będę przy Chelle, chociaż przez chwilę, ona zrobi coś sobie i do końca życia będę miał wyrzuty sumienia.
         - Nie umiem ci pomóc, stary - rzekł. - Dla mnie miłość jest czymś kompletnie obcym.
         - No właśnie, spodziewałem się, że będziesz zbyt zajęty panną na jedną noc, by ze mną pogadać.
         - Nie tym razem - oznajmił ponuro. - Ani nie wczoraj, nie przedwczoraj i generalnie minęło trochę czasu, odkąd szalałem tak po raz ostatni.
         - Może doroślejesz?
         - Nie, to nie to - powiedział stanowczo Liam.
         - A może ty się zakochałeś?
        Liam poczuł, że serce bije mu nieco szybciej w piersi. Nie chciał okłamywać przyjaciela, ale jak niby miał mu powiedzieć prawdę, czyli to, że tak, jest zakochany na zabój i to od kilku lat, w dziewczynie, której za żadne skarby świata nie wolno mu kochać? Victoria była siostrą Dylana, a Dylan był dla niego jak brat. Ona była porządna i ułożona, a Liam był dużym chłopcem, traktującym życie jak nieustanną zabawę. Zawsze zapierał się, że nie wie, co to miłość i gardzi nią, ale tak naprawdę kochał Victorię i gdyby ktokolwiek ją skrzywdził, zatłukłby go na miejscu. Kochał ją, ale nigdy jej tego nie powie, nie będzie ryzykował. Będzie po prostu stał z boku, doglądał, czy jest bezpieczna i ukrywał przed nią to, jaka jest dla niego ważna.
         - Nie, to na pewno nie jest zakochanie - zaprzeczył Liam i pokręcił głową, po czym wyciągnął rękę po butelkę wódki. - Pijemy?
         Dylan pomyślał o Michelle i nagle poczuł się przytłoczony problemami. Skinął lekko głową i ujął napełniony trunkiem kieliszek. Czasem zazdrościł Liamowi, że ten nigdy się nie zakochał.

        
          Patrzyła w głębię nieba obsypanego gwiazdami, podczas gdy on wpatrywał się w jej oczy. Wyczuwała na sobie jego spojrzenie, ale nie było ono tak nachalne, jak kiedy robił to Liam. Marshall był zupełnie innym mężczyzną, kimś, kto wcale nie odrzucał jej swoim sposobem bycia. Zaledwie kilka godzin wcześniej wpadli na siebie na ulicy, a już teraz siedzieli obok siebie na dachu wieżowca, popijając winem i rozmawiając na przeróżne tematy. Ona po niego zadzwoniła, lecz to on zaaranżował spotkanie właśnie tu - w tak uroczym miejscu. Ale czy można to nazwać randką? Czy Marshall powinien oczekiwać tego od niej, skoro tak naprawdę nie zdążyli się jeszcze nawet poznać?
         - Masz naprawdę piękne oczy - rzekł mężczyzna swym rozczulającym, lekko zachrypniętym głosem, jednak wypowiedziane przez niego słowa wprawiły Florence w zakłopotanie.
         - Więc mówisz, że jesteś lekarzem? - brunetka zręcznie zmieniła temat, wyprostowując kręgosłup. Miała wrażenie, że mężczyzna chce ją pocałować, ale czuła się przy nim tak dziwnie bezpieczna, że nie zamierzała uciekać.
         - Tak się złożyło - odparł obojętnie. - Jestem chirurgiem. Reperuję ludzi.
         - Imponujące - rzekła dziewczyna z podziwem. - Dajesz ludziom nadzieję, kiedy wydaje im się, że nic im już nie pomoże.
         - Nie jestem aż takim bohaterem - powiedział skromnie. - Robię po prostu to, co do mnie należy, ale wciąż mam jeden problem. Przywiązuję się do swoich pacjentów.
         - To źle?
         - Fatalnie - szepnął. - Trzeba umieć oddzielić życie prywatne od zawodowego, bo mieszanie ich zazwyczaj kończy się tragicznie.
         - Przeżyłeś coś takiego? - spytała, a on momentalnie skrzywił się, choć za wszelką cenę chciał to przed nią ukryć. - Przepraszam, nie powinnam pytać...
         - W porządku - odparł szybko. - Sam nie wiem czemu, ale odnoszę wrażenie, że mogę ci zaufać.
         - Czuję tak samo - powiedziała Florence. - Ale robi się już późno i chyba musimy przełożyć naszą rozmowę na...
         - Jutro? - zapytał z nadzieją, choć jego głos był tak stanowczy, jakby sugerował, że nie przyjmuje odmowy.
         - Zadzwonię i się umówimy - odrzekła i wstała. Niespodziewanie zachwiała się, a już po chwili poczuła jego silnie dłonie, zaciśnięte mocno na jej ramieniu i w talii. Uścisk był mocny, a jednak nie sprawił jej bólu - wręcz przeciwnie, wydał jej się niesamowicie przyjemny.
         - Trzymam cię - szepnął, po czym nachylił się i szybko pokonał dystans, jaki oddzielał dwoje spragnionych ust.
         Czuła się tak, jakby została zahipnotyzowana. Czas nagle stanął w miejscu, byli tylko oni. Gdy przestali się całować i zeszli na dół, ich palce zostały spojone ze sobą i stały się nierozłączne aż do jej drzwi, za którymi zniknęła. Gdy została sama, spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Jej policzki płonęły żywym ogniem, a oczy błyszczały tak, jak przed laty, kiedy jej życie było takie proste. Tak naprawdę nie znała Marshalla, a jednak stał się on jej bliski. Był dziś jedyną osobą, której ufała i z którą naprawdę chciała się widzieć następnego dnia.
         - Do jutra... - wyszeptała, przejeżdżając delikatnie palcem po swych ustach, które kilkanaście minut wcześniej obdarowywane były pocałunkami Marshalla. Nie mogła doczekać się kolejnego dnia. Nie wiedziała, czego się spodziewać, ale temu niepokojowi towarzyszyło uczucie nie do opisania, które upewniało ją, że warto czekać na ich kolejne spotkanie. 

OOO

Witam :*
Chciałam Was poinformować, że historia ta została przeze mnie już zamknięta. Napisałam 29 rozdziałów + epilog, z którego nie jestem maksymalnie zadowolona, więc zapewne jeszcze go zmienię. Jestem także w trakcie pisania nowego opowiadania, dlatego szybko się mnie nie pozbędziecie. Mam nadzieję, że się cieszycie... :)
Dziękuję za przemiłe słowa i pozdrawiam!    

1 komentarz:

  1. Hej Kochana:* myślę, że nie ma sensu dłużej tego ukrywać, więc chyba moge się pochwalić, że informacja, którą przekazałaś pod odcinkiem była mi znana jako pierwszej. Ja do teraz jestem zdziwiona, że udało Ci się tak szybko napisać to opowiadanie. My mamy okazję czytać dopiero dziewiąty odcinek, przed nami jeszcze dwadzieścia, oczywiście dodając do tego wszystkiego epilog, to razem wychodzi dwadzieścia jeden. A to oznacza, że tematyka opowiadania przypadła Ci do gustu, że nie miałaś większych problemów z odnalezieniem się w tym trudnym i niewątpliwie ciężkim temacie. Czy się ciesze, że piszesz kolejną historię? Oczywiście, że tak :) nawet nie musiałabyś mnie o to pytać, bo odpowiedź doskonale znasz. Już teraz jestem strasznie ciekawa, co tym razem wymyśliłaś :) póki co, wracam do tego, co na chwilę obecną jest ważniejsze, czyli dopiero co dodana nowość :)
    Ten początkowy opis relacji między rodzeństwem przypomniał mi jak to było ze mną i moim bratem. Kiedyś w ogóle nie potrafiliśmy się dogadać, mieliśmy odmienne zdanie na każdy temat. Czasami nawet dochodziło do rękoczynów, ale teraz jakby się coś zmieniło. To chyba prawda, że im się jest starszym, to z pewnych rzeczy się po prostu wyrasta. Oczywiście nie mówimy sobie wszystkiego, ale teraz przynajmniej potrafimy się dogadać, chociaż w tych najprostszych sprawach, a to już coś ;) z Dylanem i Victorią jest tak samo. Potrafią się ze sobą porozumieć, a teraz to niewątpliwie ważne patrząc na to przez co przechodzi teraz Dylan. Nie jest mu łatwo, dlatego wsparcie siostry, która jest psychologiem może okazać sie pomocne. Na temat zachowania Michelle sporo napisałam pod ostatnim odcinkiem, więc nie wiem czy jest sens powtarzać to samo. Ciekawa jestem, kiedy w końcu przestanie być taką egoistką i wpadnie na to, że są osoby, które ją kochają i chcą jej pomóc... ta scena, którą odstawiła po powrocie do domu... nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać. Jej zapewnienia o miłości do Dylana są troszke nie na miejscu piorąc pod uwagę to, jak ona go traktuje. Mówi jedno, a robi drugie. Wiem, że ona cierpi, ale to nie jest powód, żeby odrzucać ukochaną osobę. Cóż, gdybym to ja miała wybrać Dylanowi kompana do zwierzeń, to z pewnością nie byłby to Liam. Do chwili, gdy nie przeczytałam tego fragmentu też powiedziałabym, że nie ma zielonego pojęcia na temat miłości, a tu proszę, nasz Liam jest zakochany. Nie wybrał zbyt dobrze, niestety. Chociaż wydaje mi się, że gdyby przyszło co do czego, to Victoria nie odrzuciłaby go. Ciekawa jestem, czy relacja między tą dwójką jakoś bardziej się rozwinie :) bardziej jestem ciekawa tego, jak postąpi Dylan. Czy faktycznie zostawi Michelle tak jak go o to prosiła? Oby nie, bo wydaje mi się, że nie skończy się to najlepiej...
    Nie sądziłam, że znajomość Florence i Marshalla tak szybko się rozwinie. Myślałam, że dziewczyna będzie go bardziej traktowała jak przyjaciela, którego przecież tak bardzo potrzebowała. Fakt faktem jeden pocałunek jeszcze o niczym nie świadczy, ale widać jak na dłoni co się dzieje z Florence od czasu spotkania z Marshallem. Ewidentnie się zauroczyła, ale znając ją pewnie długo się do tego nie przyzna. Musi minąć trochę czasu, muszą oboje lepiej się poznać i dopiero potem stwierdzą, czy to będzie coś więcej, niż tylko zwykła znajomość.
    Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń