Mężczyzna szedł długim, jasnym korytarzem, znając go na pamięć nie od dziś. Ona leżała w szpitalu, w którym się poznali, walcząc o życie każdego dnia. Kim on był dla niej? Nie byli parą, nie deklarowali się, a jednak byli od siebie zależni. Dawał jej siłę, by walczyć z codziennością i z chorobą. Przy nim wydawała się szczęśliwa, a na jej twarzy pojawiał się uśmiech, który przecież nie gościł tam często. On, zagubiony osiemnastolatek, szukający swojej drogi, ginący w cieniu ambitnego brata, przy niej stawał się lepszym człowiekiem. Czas pokazał, że nigdy nie był tak przyzwoity, jak właśnie wtedy. Był szczeniakiem, kiedy zakochał się bez pamięci, a jednak nigdy nie dowie się, czy uczucie, którym darzył Lily, było prawdziwe.
Zatrzymał się przed drzwiami sali, w której leżała. W dłoni ściskał bukiet kwiatów o wyrazistym, jaskrawym kolorze - niemal identycznym, co kolor jej oczu. Chciał jej powiedzieć, że ją kocha - pierwszy raz w swoim życiu. W głowie zarysowany miał dokładny scenariusz i chciał, by wszystko poszło zgodnie z planem.
Otworzył drzwi.
Brunet wstał z łóżka, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Kiedy po raz ostatni śnił sen o Lily, o tamtych wydarzeniach, do których tak nie lubił powracać myślami? Minęły wieki, odkąd widział jej twarz po raz ostatni i dzisiaj, przez ułamek sekundy, czuł, że ją odzyskał. Już otwierał drzwi do jej sali w szpitalu, już dzieliły go chwile od ujrzenia jej pięknych oczu i nagle został obudzony. Była tylko jedna osoba, która rujnowała wszystko w jego życiu. On już wiedział, kto do niego przyszedł i niechętnie wyszedł spod kołdry.
- Czego? - warknął Liam, otwierając drzwi, a mężczyzna stojący za progiem wybałuszył oczy, po czym cmoknął z niezadowoleniem.
- A ty nigdy się nie nauczysz trochę kultury? - zapytał z wyższością.
- Wystarczy jeden sztywniak w tej rodzinie, doktorku - odparł chłopak. - Czego? - powtórzył.
- Rodzice chcieli zaprosić cię na obiad, ale nie raczyłeś odebrać telefonu.
- Jakaś szczególna okazja? - spytał, niezbyt zainteresowany, a rozmówca pokręcił pogardliwie głową.
- Kim trzeba być, żeby nie pamiętać o urodzinach własnej matki?
- Mną - uśmiechnął się Liam sztucznie. - Uosobienie wszystkich najbardziej parszywych cech to ja, braciszku. Zawsze patrzyłeś na mnie jak na śmiecia.
- Przestań się żalić - powiedział lekceważąco. - Dziś wieczorem, w domu rodziców. Masz być. - skwitował i odszedł, a Liam z przyjemnością zamknął za nim drzwi.
- Bo wielki Marshall zawsze musi postawić na swoim - powiedział sam do siebie Liam.
Jestem całe mile od Ciebie
Leżę na zimnej ziemi
I modlę się, by coś mnie podniosło
I umieściło w Twych ciepłych ramionach*
Od jej ostatniego wyjścia na jakiekolwiek przyjęcie minęło niewiele mniej czasu, ile poświęcił mężczyzna na przekonywanie jej, że powinna mu towarzyszyć. Do tej pory była niepewna i obawiała się, że sobie nie poradzi, ponieważ wyszła z wprawy. Brunet, jakby wyczuwając jej emocje, mocniej splótł jej palce z własnymi, dodając jej otuchy.
- Wyglądasz prześlicznie - powiedział, kiedy zbliżali się powoli do domu jego rodziców. - Florence, niepotrzebnie się stresujesz. Naprawdę ładnie ci w tym kolorze.
- Czy ja wiem... - rzekła, zerkając na wiśniowy odcień swojej sukienki, mocno dopasowanej do ciała. Dostała ją od niego tego samego dnia, czym niemal zmusił ją, by poszła z nim na to przyjęcie.
- Byłoby jeszcze lepiej, gdybyś zdjęła ten sweterek... - powiedział, lustrując ją wzrokiem, a kiedy skierował dłoń ponad jej nadgarstek, dziewczyna odsunęła się gwałtownie. - Dobra, spokojnie, jak wolisz - rzekł zmieszany i całą dalszą drogę milczeli.
To twoje słowa w mojej pamięci
Są dla mnie muzyką*
- Jesteś niesamowita... - powiedział osiemnastolatek, patrząc na niebieskooką, która zerknęła na niego znad książki.
- To nie ja, to Szekspir - odrzekła Lily, przerywając głośne czytanie lektury.
- W szkole już dawno bym zasnął, wiesz o tym - rzekł Liam. - Powinnaś być moją nauczycielką. Miałbym same szóstki.
- Sądzę, że jednak rozpraszałabym cię i miałbyś same jedynki.
- Czyli nic nowego - uśmiechnął się, po czym położył się obok niej, a ona kontynuowała czytanie.
Wsłuchiwał się w jej głos, jakby była to najpiękniejsza melodia, jaką kiedykolwiek znał. Była chora, tlił się w niej tak wątły płomień, a jednak wystarczająco silny, by rozkochać go w sobie.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytała zirytowana blondynka, stukająca obcasami o chodnik, próbując dotrzymać kroku Liamowi. Chłopak kiwnął głową i pozwolił jej, by kontynuowała rozprawianie o swoich ostatnich zakupach.
I tak jej nie słuchał... Była tylko wyjściem awaryjnym, ponieważ uznał, że skoro już musi iść na to przyjęcie, to przynajmniej wolał mieć kogoś do towarzystwa. Ta dziewczyna, której prawdę mówiąc imienia nie zapamiętał, była wygadana i na pewno odciągnie zainteresowanie rodziców od niego. On po prostu spędzi wieczór na słuchaniu historyjek swojego idealnego braciszka, udając, że świetnie się bawi, po czym wyjdzie, poluzuje krawat i pójdzie się napić, a potem pewnie skończy z kolejną przypadkową panną. Dzień jak co dzień.
- Wypadałoby przepuścić mnie w drzwiach - syknęła blondynka, kiedy oboje wchodzili do jego rodzinnego domu.
- Tak jakby twoje maniery były nienaganne - odparł Liam i zamknął za nią drzwi z hukiem. Zdjął kurtkę, poczekał, aż dziewczyna zrobi to samo, po czym nachylił się ku niej. - Pamiętaj, poznaliśmy się rok temu, jesteś wykształcona i tak dalej, kochasz mnie do szaleństwa i chciałabyś się przy mnie zestarzeć. Moi rodzice uwielbiają takie ckliwe historyjki.
- Spokojnie, mam to opanowane - odparła. - Czekam na zapłatę. Kupię sobie za to te kozaczki, o których ci opowiadałam...
Liam przewrócił oczami.
- Synku! - krzyknęła radośnie kobieta o krótkich, ciemnych włosach i wielkich oczach o odcieniu czekolady, po czym objęła Liama najmocniej, jak tylko potrafiła. - A to...
- Laura - odparła blondynka, wyciągając dłoń ku matce Liama. Ten odetchnął, po czym zostawił je same i poszedł dalej. W połowie drogi przywitał się z ojcem, który z kolei kazał mu iść do salonu, gdzie był już Marshall. Była to marna zachęta, ale Liam postanowił tym razem nie robić kłopotów.
- Mój brat to nieudacznik - powiedział Marshall, patrząc na Florence. Oboje siedzieli na kanapie, pijąc kawę i czekając, aż przyjęcie oficjalnie się rozpocznie. Początkowo dziewczyna nie wiedziała, że obecni będą tylko członkowie rodziny. Kiedy się dowiedziała, poczuła się jeszcze bardziej niepewnie, ale nie miała jak stąd uciec. Póki co nie było tak źle. Rodzice Marshalla wydawali się być naprawdę sympatycznymi ludźmi. Powitali ją radośnie, nie przeczuwając chyba, że mają do czynienia z osobą, która ma na swoim koncie niejedno przewinienie.
- Nie może być aż tak źle - rzekła Florence, kiedy zorientowała się, że chłopak czeka na jej odpowiedź.
- Sama zobaczysz, o ile w ogóle raczy się pojawić, a nie liczyłbym na to. Woli chlać, balować i mieć wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu.
- Jesteś chyba za bardzo wymagający - powiedziała dziewczyna.
- Powinnaś się cieszyć, że ty sprostałaś moim wymogom w stu procentach... - mężczyzna nachylił się ku niej, chcąc ją pocałować. Gdy ich usta połączyły się, choć Florence wcale nie miała na to teraz ochoty, sponad jego głowy dostrzegła twarz Liama.
Słowa nie są w stanie opisać, jak niezręcznie poczuli się oboje.
OOO
Po raz pierwszy w 2013 roku!
Wprowadzenie nowej bohaterki, czyli Lily, jest bardzo tajemnicze, ale taki był zamysł. Wszystko później się wyjaśni.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego! :)
P.S. Pobalowałyście w Sylwka? ;d
Snow Patrol - Set The Fire To The Third Bar *
Wracam jutro :)
OdpowiedzUsuńHej Kochana:* z poślizgiem, ale jednak dotarłam. Niestety wczoraj zabrakło mi czasu i nie zdążyłam skomentować. Długo Cię z nami nie było. Zaczęłam się nawet zastanawiać czy coś się stało, ale skoro nowość już się pojawiła, to wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Jeśli chodzi o Sylwestra, to ja nie przesadzałam z balowaniem jak to ujęłaś :) troszke się popiło, ale też bez przesady. Mam nadzieję, że w tym roku będzie jeszcze lepiej :) a co u Ciebie? Pytam dlatego, bo nie odpowiedziałaś na mój poprzedni komentarz, co oczywiście wybaczam :) stęskniłam się za tym opowiadaniem, więc zabieram się za czytanie.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, wprowadznie nowej bohaterki bardzo tajemnicze. Tak naprawdę nie wiemy o niej absolutnie nic, po za tym, że poznała się z Liamem w szpitalu, była ciężko chora i nawet do końca nie wiadomo, czy z tą chorobą wygrała. Ale skoro już wprowadziłaś do opowiadania postać Lily, to chyba zagości tutaj na dłużej i pewnie jeszcze namiesza w życiu Liama. Szkoda, że między braćmi jest taka relacja. Z tego co wyczytałam, to wnioskuję, że Liam jest zwyczajnie zazdrosny o Marshalla. Faktycznie, zawód lekarza jednak zobowiązuje, ale gdyby Liam miał w sobie odrobinę chęci do działania, to zapewne byłby taki jaki brat, albo jeszcze lepszy o ile to możliwe :) uważam, że Marshall też trochę przesadza traktując brata jak piąte koło u wozu, albo jeszcze gorzej. Mógłby sobie darować takie teksty, chociażby ze względu na rodziców, którzy pewnie mają serdecznie dosyć kłótni i wojny między synami. Sama się zastanawiam co takiego ich poróżniło, bo chyba nie tylko zwyczajna zazdrość Liama. No i oczywiście mam nadzieję, że ich kontakty jeszcze się poprawią :) między Marshallem a Florence chyba zaczyna się coś dziać :) znają się przecież bardzo krótko, a tutaj już dziewczyna towarzyszy lekarzowi w trakcie przyjęcia u rodziców :) wygląda na to, że Marshall traktuje dziewczynę poważnie, co jest jakimś plusem dla samotnej Florence. Ale się porobiło... już sobie wyobrażam tą niezręczność u tej dwójki. Myśleli, że już więcej się nie spotkają, a tu proszę w takim najmniej spodziewanym momencie :) ciekawa jestem jak to dalej będzie. Poplątane to wszystko, ale przynajmniej jest ciekawie :)
Pozdrawiam i czekam na kolejną nowość :)
Buziaki :* :* :*
Nie odpowiedziałam na poprzedni komentarz, bo jakoś tak nie miałam do tego głowy. Miniony tydzień akurat miałam grypę :P 28 stycznia zaczynają mi się ferie, więc troszkę się ogarnę i będę częściej coś publikować. Bardzo dziękuję za komentarz i obecność!
UsuńPozdrawiam :*
Ale się stęskniłam za Twoją twórczością! Wybacz za te okrutne zaległości, ale brakowało mi czasu, a później (nadal) się rozchorowałam, więc przez ostatnie kilka dni nie byłam w stanie wejść i skomentować. Dzisiaj jednak nadrobiłam wszystko.
OdpowiedzUsuńKocham tą piosenkę. Wywołuje tyle emocji - podobnie jak Twoje opowiadanie.
Fakt jest taki, że niewiele wiemy o tajemniczej kobiecie z przeszłości Liama, ale jedno jest pewne - był to ktoś bardzo ważny dla niego. Nie wiem, dlaczego ale bardzo polubiłam go. Jest ciekawą postacią. Niby tzw. typ 'hulaj duszo', ale tak naprawdę myślę, że jest on bardzo, bardzo dotkliwie zranionym mężczyzną. Och, chętnie bym się nim zaopiekowała! :)
Marshalla natomiast nie lubię. Jest takim irytującym typem. Wielki Pan ważny! Po tym tekście: '- Powinnaś się cieszyć, że ty sprostałaś moim wymogom w stu procentach...' dostałby ode mnie w twarz. Wyszłabym z domu jego rodziców. Podziwiam Florence, że tego nie zrobiła. Nie wiem, może ja mam nazbyt wybuchowy charakterek? Mam jednak nadzieję, że skończy się to dobrze dla niej i dla Liama, bo chciałabym widzieć ich razem.
Boski odcinek! :*
Dziękuję, mam nadzieję, że ze zdrowiem już lepiej. Pozdrawiam! :)
UsuńCześć Deluxe! Moja Kochana... Nowy Rok to i nowe postanowienia, prawda ? Także w tym blogowym świecie. Ja nie będę zdradzać swoich, bo się jeszcze nie spełnią ;p I będzie krucho ;p
OdpowiedzUsuńTobie życzę, by ten rok przyniósł wiele nadziei i spokoju, oraz by wena nie opuszczała Cię na krok! Szczęścia przede wszystkim i spełnienia postanowień ;p :*
Zgadzam się, że nowa bohaterka, Lily to trochę tajemnicza postać. Ale to początek i zapewne nie jedno się o niej dowiemy i pewnie nie raz ona sama się pojawi. Tylko czy osobiście, czy jako wspomnienie ?
Może przez to, że lubię Liama to nie lubię takich nadętych bubków, którzy myślą, że są nie wiadomo kim, jakim na pewno jest jego brat! Niemałe zaskoczenie dla Florence, jak widać. Zapewne będzie bardzo ciekawie na jakże cudownym wieczorku.
Czekam na kolejną część Kochana :)
Powodzenia zatem z Twoimi postanowieniami noworocznymi! Trzymam kciuki :*
UsuńDziękuję za komentarz :*