Brunet otworzył oczy i w tym samym momencie zapragnął zamknąć je z powrotem - ogólne rozdrażnienie zostało wsparte bólem głowy po zapijaniu problemów alkoholem, przez co powitał nowy dzień z grymasem na twarzy. Był tutaj, a ona była tam. Fizycznie wcale nie była daleko, w każdej chwili mógł po prostu do niej pójść, by przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i że razem pokonają każdą przeszkodę, jaka pojawi się na ich drodze. W głębi ducha wiedział jednak, że dzieli ich ogromny dystans. Ona wcale nie chciała, by był przy niej. Powiedziała, że ją znienawidzi i tak też się stanie, jeśli prawdą okaże się to, co podobno chodziło jej po głowie od pewnego czasu. Znienawidzi kobietę, którą naprawdę kochał, jak wariat, choć od pierwszej chwili, gdy ją zobaczył, obiecywał sobie, że nigdy jej nie zostawi.
- Liam, możemy pogadać? - zapytał Dylan cicho, zerkając na przyjaciela rozwalonego leniwie w swoim wielkim łóżku. Sam Dylan musiał zadowolić się kanapą, choć prawdę mówiąc, nie pamiętał nawet, jak tu trafił ostatniej nocy. Zgadywał, że po północy był już w tak żałosnym stanie, że Liam odeskortował go do domu. On, czołowy imprezowicz, tym razem zaopiekował się Dylanem. Udowadniał, że wcale nie jest beznadziejnym, pustym, niedojrzałym facetem... Może jedynie pogubił się trochę?
- Po co pytasz? - zdziwił się Liam, ziewając i przeciągając się. - Po to tu jestem, no nie?
- Chciałem wiedzieć, czy mógłbym na jakiś czas zatrzymać się u ciebie.
- A co z Michelle? - zapytał brunet, głosem wskazującym ewidentnie na znużenie tematem. Od jakiegoś czasu dawał Dylanowi jasno do zrozumienia, że denerwuje go zachowanie dziewczyny. - Co ona znowu zrobiła, że stajesz się cieniem samego siebie?
- Nie no, chyba nie jest ze mną aż tak źle...
- Jest jest - odrzekł Liam bez ogródek. - No więc, co się stało?
- Przykro mi, ale na razie ci nie powiem - odpowiedział. - Teraz przede wszystkim muszę porozmawiać z Michelle.
- Stary, no więc możesz się u mnie zakotwiczyć na te kilka dni - powiedział chłopak. - Zostań, jak długo potrzebujesz. Przerwa na pewno dobrze wam zrobi.
- Tylko że my jesteśmy w separacji - zauważył Dylan. - Przez ułamek sekundy było dobrze, a teraz znowu wszystko się spieprzyło.
- Może to po prostu nie jest wam pisane? - zastanowił się Liam, na co przyjaciel wyraźnie się najeżył. Mężczyzna postanowił w tym momencie przerwać rozmowę i poczuł ulgę, gdy jego telefon przerwał niezręczną, przeciągającą się chwilę ciszy.
W życiu kochał tylko trzy kobiety: swoją matkę, Lily i Victorię. Do tej pory wydawało mu się, że jego idealna dziewczyna powinna być długonogą blondynką, tymczasem okazało się, że wszystkie kobiety, które kiedykolwiek darzył prawdziwą miłością, były brunetkami. Tak, jak ona. Dziewczyna stała zwrócona do niego plecami, jednak on rozpoznał ją bez trudu - była taka nadzwyczajna, choć nie z wyglądu, lecz z charakteru. Poznawał ją powoli i opornie, jednak każde spotkanie potęgowało jego apetyt na więcej. Chciał znowu ją zobaczyć i wdzięczny był jej za to, że to ona zadzwoniła, prosząc o spotkanie. Wyświadczyła mu wielką przysługę, bo sam mógłby mieć wyrzuty sumienia - ona była dziewczyną jego brata i nawet, gdyby nie zrobili niczego nieprzyzwoitego, nie chciał ryzykować. Czuł, że Florence to wyjątkowa dziewczyna i nie ufał w to, że zdoła nad sobą panować, jeśli w końcu między nimi naprawdę zaiskrzy. Wydawało mu się to kwestią czasu i zastanawiał się, czy aby na pewno powinno go to martwić. Brunet położył dłoń na ramieniu dziewczyny, a ta zadrżała.
- Nie chciałem cię przestraszyć czy coś - powiedział Liam, nieco zakłopotany, jednak Florence po chwili uśmiechnęła się, co dodało mu otuchy. - Co my tu robimy?
- Potrzebuję twojej pomocy - odparła, rozglądając się po galerii handlowej. - Marshall ma dzisiaj urodziny.
- A co mnie to obchodzi? - warknął.
- To twój brat - szepnęła z zakłopotaniem. - Pomyślałam, że pomożesz mi wybrać dla niego prezent, to wszystko.
- Myślę, że jako jego dziewczyna znasz go najlepiej.
- Gdyby tak było, nie prosiłabym cię o pomoc - odparła zirytowana. - Dobra, jeśli masz robić problemy, to może lepiej idź.
- Spokojnie, ja po prostu nie odczuwam szczególnej przyjemności z rozmawiania o tym pajacu, ale mogę spróbować, jeśli chcesz.
- Byłoby miło - uśmiechnęła się, na co brunet pokręcił głową i też się uśmiechnął, choć o wiele mniej promiennie.
- Kobiety... - powiedział cicho, dotrzymując kroku Florence.
Wróć i powiedz mi dlaczego
Czuję się jakbym tęskniła za tobą cały ten czas
I spotkaj się tam ze mną
I daj mi znać, że to wszystko nie jest tylko w mojej głowie *
- Straszna maruda z ciebie... - powiedziała Florence, rzucając mężczyźnie krytyczne spojrzenie. Ten jedynie wzruszył ramionami. - Mogłam cię nie zapraszać.
- To już nie moja wina - odparł Liam obojętnie. - Nie zdążyłaś zauważyć, że nie darzymy się z moim bratem szczególną sympatią?
- Bynajmniej - pokręciła głową. - Właśnie dlatego chciałam, żebyś się ze mną spotkał.
- Że co proszę?
- Chciałam, żebyście się jakoś dogadali. Nie wiem, o co poszło i w zasadzie nawet nie zamierzam o to pytać. Po prostu chciałam zrobić coś dobrego i uważam, że dla Marshalla najlepszym prezentem będzie pogodzenie się z tobą.
- Aż tak chcesz naprawiać świat? - skrzywił się. - Florence, ja mogę się spotykać z tobą, kiedy tylko będziesz chciała, ale nie mieszaj w to mojego brata. Dla mnie nie istnieje szansa na pogodzenie się z tym palantem, więc jeśli to twój główny cel w znajomości ze mną, to chyba powinniśmy...
- Dobra, Liam, uspokój się - uśmiechnęła się promiennie. - Nie to nie, przecież nie będę cię do niczego zmuszać.
- Dziękuję ci bardzo - chłopak odwzajemnił uśmiech. - Marshall jest lekarzem, więc możesz mu kupić termometr i niech go sobie wsadzi w...
Nickelback - Lullaby
Proszę, pozwól mi cię zabrać
Z ciemności do światła,
Bo wierzę w Ciebie,
Że przetrwasz kolejną noc
Przestań myśleć
O najprostszej drodze wyjścia
Nie ma potrzeby by zdmuchiwać świecę
Ponieważ to jeszcze nie Twój koniec
Jesteś o wiele za młoda
A najlepsze dopiero nadejdzie **
Nie tak dawno skradał się do swojego własnego domu na palcach. Chciał mieć żonę na oku, upewniać się, że wszystko z nią w porządku, równocześnie nie ujawniając się - bo ona nie chciała go widzieć. Niemal wykrzykiwała mu, jak bardzo go nienawidzi i choć on był przekonany, że tak naprawdę kochała go przez cały ten czas, nie zamierzał naciskać. Dziś skradał się, ale tym razem to on nie chciał jej widzieć. Nie chciał patrzeć w te jej zakłamane oczy. Nie potrafił.
Wiedział, że czeka go ciężka próba, jedna z najtrudniejszych, jakich do tej pory doświadczył. Była kobietą, za którą dałby się pokroić, jeśli miałoby to ją uszczęśliwić albo ocalić jej życie od zguby. Była jego światłem, jego nadzieją i jego własną ucieczką od problemów. A potem zaczęła wszystko komplikować. Ona, bo tak naprawdę czemu winny był Benjamin? W jaki sposób zawiniło ich ukochane dziecko? Przecież nie oni jedni stracili swoje potomstwo, są ludzie, którzy właśnie w takim momencie scalają się jeszcze bardziej, by być dla siebie nawzajem największym oparciem. To Michelle była powodem, przez który nie potrafili się dogadać. Odtrącała go i to jeszcze był w stanie znieść. Kochał ją tak bardzo, tak nieskazitelnie, dopóki na tym pięknym obrazku nie pojawiła się rysa, którą odczuł tak, jakby ktoś rozcinał jego skórę nożem.
Mężczyzna wzdrygnął, gdy usłyszał za sobą jej kroki. Mimo to nawet na nią nie spojrzał i nie przestał pakować swoich ubrań do torby. Wyczuwał, że dziewczyna chce coś powiedzieć, ale wciąż szuka odpowiednich słów. Jakoś wcale nie było mu jej szkoda.
- Cherry do mnie dzwoniła - zaczęła w końcu Michelle. - Powiedziała mi, że już wiesz.
Brunet uśmiechnął się pogardliwie, wrzucając koszulkę niedbale do torby.
- Miałam rację, kiedy ci powiedziałam, że mnie znienawidzisz - kontynuowała. - Teraz nawet na mnie nie spojrzysz. Nawet się nie odezwiesz. A wiesz, byłoby mi lepiej, gdybyś wygarnął mi moje błędy prosto w twarz. Przynajmniej miałabym za swoje.
- A coś by to zmieniło? - zakpił. - Przecież ty już zadecydowałaś za nas oboje.
- Dylan, nie chciałam cię skrzywdzić, zrozum to. Posłuchaj...
- Nie, to ty posłuchaj - mężczyzna odłożył torbę na bok i usiadł na łóżku, wciąż unikając kontaktu wzrokowego z kobietą. - Walczyłem o ciebie jak lew, bo byłem pewien, że kiedy poczujesz moje wsparcie, dasz nam szansę i wreszcie zaczniesz życie na nowo. Robiłem wszystko, o cokolwiek poprosiłaś, bo ślepo wierzyłem, że to coś da. Odpychałaś mnie, a ja i tak nie rezygnowałem, jak jakiś skończony debil. Wszyscy mówili, że jeśli po trzech latach nam się nie ułożyło, to powinienem przestać o ciebie zabiegać, ale ja i tak wiedziałem najlepiej. Potem dałaś mi nadzieję i wiesz, przez okamgnienie byłem nawet szczęśliwy. Nie byłaś może tą moją dawną Michelle, ale przynajmniej czułem, że cię mam i że jesteś przy mnie bezpieczna. A teraz zrobiłaś coś, co sprawiło, że poczułem się jak śmieć. Nigdy nie czułem się gorzej, wiesz? Nigdy. Nie sądziłem, że ta cudowna dziewczyna, w której się zakochałem, kiedykolwiek stanie się aż taką egoistką.
Dylan wstał, chwycił torbę i przerzucił ją sobie przez ramię. Przeszedł obok żony, ignorując jej próby zabrania głosu.
- Nie chcę cię słuchać - powiedział. - I wiesz co? Nie możesz mieć satysfakcji z tego, że miałaś rację, że cię znienawidzę. Gówno prawda. Jestem skończonym frajerem, bo kocham cię nawet po tym wszystkim, co mi zrobiłaś - skwitował i wyszedł, czując, jak natłok myśli kotłuje się w jego głowie.
Ostatecznie nawet na nią nie spojrzał, a szkoda, bo może gdyby zobaczył łzy w oczach ukochanej, zawróciłby z drogi i został obok niej, kiedy tak bardzo go potrzebowała.
- Nie wiem co powiedzieć... - rzekł Marshall, przeglądając prezenty od dziewczyny. Był wieczór, który oboje spędzali u niego w mieszkaniu. Na stole jarzyły się światła świec, które odbijały się w kieliszkach.
- Wystarczy, jak powiesz, że ci się podoba - powiedziała Florence, patrząc za okno, a w dłoniach dzierżąc komórkę. - Małe podziękowanie też nie zaszkodzi.
- Termometr? - zdziwił się Marshall, potrząsając nowym obiektem i przyglądając mu się z uwagą, podczas gdy brunetka o mały włos nie zakrztusiła się ze śmiechu. - Zabawne nawiązanie do mojego zawodu.
- Ale to nie jest prezent ode mnie - uśmiechnęła się, wlepiając wzrok w wyświetlacz telefonu i czując, jak na jej policzkach zaczynają pojawiać się rumieńce.
Liam spędzał samotny wieczór w mieszkaniu, czekając na Dylana i zaczynając zastanawiać się, jak mu poszła rozmowa z Michelle. Obawiał się, że sprawy jeszcze bardziej się pokomplikowały, zresztą wcale nie byłby zaskoczony, gdyby okazało się to prawdą. Właśnie wtedy w jego kieszeni zabrzęczał telefon.
,,Dziękuję Ci za dzisiaj i mam nadzieję, że wkrótce to powtórzymy. Florence.''
Nie przypominał sobie, kiedy po raz ostatni miał na twarzy aż tak szeroki uśmiech.
OOO
Hej :*
Kilka słów odnośnie całego tego opowiadania: jest ono ponure, a moim głównym celem nie jest wpędzać moich czytelników w depresję. Miałam pewne wątpliwości, czy publikować pozostałe odcinki, czy jednak nie, ale zdecydowałam dokończyć to, co zaczęłam - zwłaszcza, że te rozdziały są już dawno gotowe. Jedyne, co mogę obiecać, to że po tym opowiadaniu pojawi się nowe i mogę zagwarantować (a jestem w trakcie pisania jego 11 odcinka) że będzie ono o wiele lepsze i o wiele mniej przygnębiające, niż Owned Me. Bardziej romantyczne, niż dramatyczne, choć na pewno nie będzie cukierkowo. Mam nadzieję, że to dobra wiadomość :)
Dziękuję za opinie i pozdrawiam.
Taylor Swift & Ed Sheeran - Everything Has Changed *
Nickelback - Lullaby **
Hej Kochana:* mam takie dziwne przeczucie, że długo Cię tutaj nie było. Zresztą zawsze jak tutaj wchodzę, to mam wrażenie, że minęło strasznie dużo czasu od ostatniej publikacji. Ale muszę napisać kilka słów odnośnie tego co napisałaś pod rozdziałem. Ja uważam, że skoro sama tematyka opowiadania jest smutna i ponura, to i samo opowiadanie takie będzie. W końcu fabuła opiera się na tym, że małżeństwo nagle, z dnia na dzień traci ukochane dziecko. O takich rzeczach raczej nie pisze się tak lekko i przyjemnie, a już samo mówienie o tym nie jest niczym przyjemnym. Dla tych ludzi to naprawdę jest najgorsza tragedia z możliwych i trudno tutaj o jakieś poczucie humoru niewiadomo skąd. Ja nie mam Tobie za złe tego, że temat, którego się podjęłaś jest taki a nie inny. To pokazuje, że jesteś naprawdę dojrzałą osobą, bo podjęłaś się naprawdę trudnego tematu. Nie chciałabym, żebyś przestała publikować rozdziały. Chciałabym przeczytać tą historię do końca bo mimo wszystko naprawdę się do niej przywiązałam, podobnie jak do poprzednich. A o nowym opowiadaniu już nie wspomnę, bo czekam na nie z ogromną niecierpliwością ;)
OdpowiedzUsuńZ pierwszego fragmentu wywnioskowałam, że Dylan już podjął ostateczną decyzję. Uważam, że dobrze robi chcąc najpierw porozmawiać z żoną. Zapewne uwierzył Cherry na słowo, ale zawsze lepiej się upewnić rozmawiając z daną osobą. Czy mu się dziwie? Ani trochę. Uważam, że Dylan też ma coś do powiedzenia w tej sprawie, bo to przecież również jego dziecko. Ja też uważam, że Michelle jest straszną egoistką, skoro próbowała zataić coś takiego przed własnym mężem. Dostała to czego chciała. Czasami naprawdę się zastanawiam czy ona jest świadoma wypowiadanych przez siebie słów. Dla mnie oczywiste jest to, że ta kobieta sama sobie nie poradzi z tak ogromnym cierpieniem. Ktoś jednak powinien być przy niej, ale nie bardzo wiem kto, skoro ona wszystkich odtrąca, nawet męża, którego rzekomo tak bardzo kocha. Gdyby faktycznie tak było, to byliby razem i próbowali wspólnie rozwiązać ten problem. Razem na pewno byłoby raźniej, niż w pojedynkę, takie jest przynajmniej moje zdanie :)
Nie spodziewałam się tego, że to Florence pierwsza zadzwoni do Liama. Po ostatnich wydarzeniach myślałam raczej, że będą siebie unikać, robić wszystko by jak najrzadziej na siebie wpadać. Pomysł z pogodzeniem braci może i był dobry, ale nie bardzo wiem, czy ma to jakiś sens. Wydaje mi się, że to co ich poróżniło w przeszłości było zbyt bolesne i że nie da się tak po prostu o tym zapomnieć i wyciągnąć ręke na zgode. Ja od początku byłam pewna, że Liam pierwszy nie wyciągnie ręki do brata, zresztą Marshall jest jeszcze bardziej dumny od niego, więc taki plan może być z góry skazany na niepowodzenie. Sama nie wiem ile musiałoby minąć czasu, żeby oboje uznali, że czas na zgodę. Nie liczyłabym na zbyt wiele, ale kto wie, wszystko się może zdarzyć :) mam tylko nadzieję, że ta dwójka będzie częściej się spotykać, bo naprawdę lubie fragmenty z ich udziałem :)
Rozmowa Dylana z Michelle brzmiała co najmniej tak, jakby kobieta już dokonała tej aborcji, mam rację? Czułam, że to się tak skończy. Że jednak wydarzy się coś, co sprawi, że Dylan nie wytrzyma i odejdzie. Nie jestem aż tak okrutna i nie powiem, że Michelle sobie na to zasłużyła. Popełniła ogromny błąd, bo może przez to stracić Dylana bezpowrotnie. Niby powiedział, że nadal ją kocha, ale chyba dotarło do niego, że nie chce być wiecznie odtrącany, bo to i tak do niczego nie prowadzi. Może faktycznie ta rozłąka wyjdzie im na dobre? Może wtedy Michelle przemyśli swoje zachowanie i jednak zdecyduje się na urodzenie drugiego dziecka? Mam nadzieję, że ten zimny prysznic jakoś jej pomoże w ogarnięciu się, czas najwyższy. Szkoda mi jej, mimo wszystko. Sama sobie utrudnia życie. Jak będzie sama mogłaby przemyśleć to i owo. Ja gdybym miała takiego faceta jak Dylan za żadne skarby nie pozwoliłabym mu odejść :)
To byłoby na tyle. Jak zawsze czekam na kolejną nowość, która mam nadzieję pojawi się troszkę szybciej ;)
Pozdrawiam i całuję :* :* :*
A więc opublikuję te pozostałe rozdziały, pomimo, iż nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii (mogłam się trochę bardziej postarać, ale próbuję to nadrobić, pisząc Mine Again). Odnośnie nowości, pojawi się na dniach, a potem już pewnie szybciej. Niestety brakowało mi czasu :<
UsuńDziękuję za opinię i za to, że jesteś! :* :*
P.S. Błagam poczekaj te kilka miesięcy, bo wtedy opublikuję prolog mojego Mine Again, a nie wyobrażam sobie pisania bez Ciebie.
No popatrz, a ja już chciałam pytać, kiedy pojawi się kolejna nowość :) a co do ostatniego zdania to wiesz doskonale, że póki co nigdzie się nie wybieram, więc już teraz nie moge się doczekać nowego opowiadania :)
UsuńCałuje :* :* :*
Dlaczego? Napisałam komentarz, a on się nie opublikował, lecz usunął. Ja to mam 'szczęście'. Po prostu cudownie :(
OdpowiedzUsuńZacznę od tego, że bardzo chciałabym Cię przeprosić za tą okropną zaległość, ale ostatnio brakuje mi czasu (więcej na ten temat napisałam w liście, który wysłałam dopiero w sobotę, bo... brakuje mi czasu).
Nie mogę się nie zgodzić z Liamem. A co jeśli oni naprawdę już się skończyli? Pewnych rzeczy nie idzie zapomnieć, pewne rzeczy nie znikają, a utrata dziecka już zawsze będzie stała między nimi. Bardzo często ludzie w trudnych sytuacjach odchodzą od siebie, bo nie umieją sobie z tym wszystkim poradzić. Nie wiem, ale wydaje mi się, że i w ich sytuacji jest podobnie, to wszystko przerosło ich oboje.
Kocham ich! Zawsze, gdy czytam fragmenty o Florence i Liamie uśmiecham się jak głupia do sera. Oni są tak przeuroczy i aż widać, że ciągnie ich ku sobie. Ach, oni muszą być razem, a jeśli Florence go nie chce, to mogę ja go sobie wziąć? Uwielbiam jego poczucie humoru! :)
Marzę, aby kiedykolwiek w życiu jakiś mężczyzna pokochał mnie tak mocno jak Dylan, Michelle. Naprawdę miała takie ogromne szczęście, że miała u swego boku takiego faceta, a zamiast to wykorzystać, pozwolić mu się sobą zaopiekować, ona wolała wyzywać i obrażać się na cały świat. Moim zdaniem Dylan postąpił słusznie. Dał jej wszystko, co tylko mógł, a ona i tak tego nie doceniała. Zasłużyła sobie na takie potraktowanie. Nawet nie jest mi jej żal. Stała się egoistką. Słowa Dylana wywołały łzy w moich oczach. Jest fantastyczny.
Florence & Liam - błagam... No, może też być Liam & Kasia :))
I chociaż coraz częściej docieram tutaj spóźniona, to nie zapomnij nigdy, że Twoja twórczość jest moją ukochaną ucieczką od całego świata. Nie przestawaj pisać, bo bez tego umrę. Uwielbiam Cię i dziękuję, że nadal tutaj jesteś:*
Cieszy mnie to, że podzielasz moje zauroczenie Liamem <3
UsuńKochana nie mam Ci za złe spóźnienia, naprawdę. Zawsze cierpliwie czekam tu na Ciebie i uwierz mi, że każdym komentarzem rekompensujesz mi to czekanie na Twoją opinię - serio.
W takim razie spodziewam się listu jutro albo pojutrze :>
Całuski :*
Cześć Kochana! :* Bez przepraszania, bo tego masz pełen pokój pewnie, choć i tak na to zasługujesz! :*
OdpowiedzUsuńSzkoda mi Dylana. Człowiek przeszedł tak wiele a tutaj ciągle życie go nie rozpieszcza. Nie dość, że stracił jedno dziecko i to niespodziewanie, to teraz dowiaduje się o istnieniu następnego. Istnieniu, które niedługo ma zostać przerwane. Bo matka maleństwa zdecydowała o tym, bez konsultacji z ojcem. Ja wiem, i wszystko mogę zrozumieć, ale nie przekona mnie nikt do tego, że Michelle nie zachowuje się bardzo egoistycznie! To straszne, co ona wyprawia. Ma kochanego męża, który darzy ją ogromnym uczuciem, a ona za każdym razem odrzuca jego i jego pomoc. Przecież we dwoje raźniej, we dwoje można przekroczyć wszystkie przeciwieństwa losu...
Nie spodziewałam się, że Florence poprosi o pomoc Liama w takim przypadku. Jednak mam na uwadze fakt, że to nie o pomoc chodziło a o samo spotkanie się z mężczyzną :) Co mi się jakoś bardzo podoba. Co do jej pomysłu pogodzenia się braci, to wydaje mi się to jak z porywaniem się motyką na słońce. jakoś nie widzę światełka w tunelu w tym przypadku.
Ale jeszcze jedno ;D Wyobraziłam sobie ten szeroki uśmiech, który zagościł na twarzy Liama, po sms'ie Florence. Facet ucieszył się jak dzieciak, który dostał lizaka. Jak niewiele trzeba do szczęścia...
Kochana, do następnego :* Trzymaj się :*