OO
Alex Clare - Too Close
Nie chcę cię skrzywdzić, ale potrzebuję oddychać.
Na końcu tego wszystkiego jesteś wciąż moim najlepszym przyjacielem,
Ale jest coś w środku, co muszę uwolnić.
Która droga jest prawidłowa, która jest zła
Jak powiedzieć, że potrzebuję ruszyć dalej?
Wiesz, mamy oddzielne drogi *
- Coś specjalnego dla pięknej pani - powiedział, a brunetka przechyliła się w jego kierunku.
- A ty co, abstynent? - spytała z uśmiechem. - Niby od kiedy?
- Nie zadawaj za dużo pytań - odrzekł Liam.
- A co, zostawiasz kilka tajemnic na później?
- Niektórych tajemnic nie zdradzam nikomu - rzekł i upił łyka soku, kiedy dziewczyna nachyliła się jeszcze bliżej i wymruczała mu do ucha:
- Bywam bardzo przekonująca.
- Lubię, kiedy się tak złościsz - rzekła.
- To jeszcze nie jest złość - przerwał jej, ale jednak uśmiechnął się, nie chciał przecież wyjść na aż takiego chama. - Nie znasz mnie od tej najgorszej strony.
- Ale chętnie poznam - upierała się, powoli zaczynając go irytować. - Jutro powtórka z rozrywki? Mogę czekać na ciebie w tym barze.
- Nie licz na to, że się zjawi - odezwał się głos, którego Liam absolutnie się tu nie spodziewał. Obejrzał się za siebie i zobaczył Victorię, stojącą tuż za nimi. Kto wie, jak długo przysłuchiwała się jego rozmowie z brunetką? - On lubi się pobawić, gorzej, że po jednej nocy wyrzuca swoją zabawkę na śmietnik.
- Co to za jedna? - spytała ciemnowłosa pogardliwie, mocniej oplatając rękę w pasie mężczyzny. Ten strząsnął ją z odrazą, nie odrywając wzroku od Victorii. - Trzeba było powiedzieć, że masz dziewczynę, ty żałosny palancie! - krzyknęła i oddaliła się, wściekła jak osa. Po Atwoodzie spłynęło to jak po kaczce.
- Widzę, że znowu jesteś w swoim żywiole - stwierdziła Victoria. Przez jej twarz nie przewijał się ani milimetr uśmiechu. - Jutro pewnie zdecydujesz się na rudą.
- Na pewno nie - zapierał się.
- Na blondynkę?
- Victoria, czego ty chcesz? - zapytał. - Pies ogrodnika.
- Słucham?!
- Jesteś o mnie zazdrosna - odparł bez emocji. - Tylko, że sama nie weźmiesz, ale innym też nie dasz.
- Coś ci się uroiło w tej pustej głowie - warknęła. - Swoją drogą, co to za zwyczaj, że nie daje się oznak życia przez dwa okrągłe miesiące?
- A co, stęskniłaś się? - powiedział z uśmiechem, na co ciemnowłosa przewróciła oczami. - Słuchaj, po jaką cholerę miałbym się do kogokolwiek z was odzywać? Beze mnie najwyraźniej świetnie sobie radzicie.
And it feels like I am just too close to love you
There’s nothing that I can really say
I can’t lie no more, I can’t hide no more
Got to be true to myself *
Wparował do szatni, czując, że jeśli ktoś stanie na jego drodze, bez wahania przywali mu i tym samym ulży sobie. Niestety, przed jego oczami niefortunnie pojawił się Calvin i jego akurat nie wypadało mu tłuc. Przełknął ślinę z niezadowoleniem, po czym przygotował się w duchu na puste gadanie przed walką.
- To może być wieczór twojego życia - powiedział teatralnie Cliffe, rozkładając szeroko ręce, podczas gdy Liam zaczął się przebierać w swój strój. - Mojego zresztą też. Wiesz, że jak wygrasz, zarobimy porządną sumkę? Za tydzień znowu wygrać i znów do naszych portfeli wpadnie pokaźny pieniądz.
- Nie zagalopowałeś się? - spytał Liam. - W każdej chwili mogę się wycofać, taka była umowa. Po tej walce kończę z tym, to nie dla mnie.
- A skąd taka nagła zmiana planów? - zdziwił się Calvin, a przed oczami Liama pojawiła się ulotna, wyobrażona twarz Victorii. Byłaby z niego minimalnie dumna, gdyby to dla niej rzucił te nielegalne walki. - Dobra, wiesz co? Może się założymy? Jeśli dzisiaj przegrasz, będziemy wiedzieli, że się do tego nie nadajesz i pozwolę ci tak po prostu odejść, wrócić do swojego nudnego życia i zapomnieć o całej tej historii.
- A jeśli wygram?
- A jeśli wygrasz, przyjacielu, sam będziesz chciał tu wrócić - powiedział mężczyzna, święcie przekonany, że w jego słowach ukryta była najprawdziwsza z prawd.
Liam rozgrzał się, a kiedy nadszedł odpowiedni moment, wybiegł na ring. Wszystko to nie wyglądało tak, jak w telewizji, bowiem nie był to sport zgodny z prawem. Tutaj możesz zostać nawet zakatowany na ringu, a nikt się o tym nie dowie, bo wszyscy dopilnują, by to nigdy nie wypłynęło na wierzch. Jeśli Liamowi kiedykolwiek wydawało się, że igra z życiem, to czym było wyzwanie, któremu miał sprostać tego wieczoru? Mogło zdarzyć się wszystko, jednak on nie obawiał się niczego. Dzisiaj robił właśnie to, co powinien był zrobić dawno temu, bez słuchania Dylana, który niby był jego przyjacielem, a w rzeczywistości nawet się nim nie interesował.
To był jego moment i teraz już nie mógł się wycofać.
OOO
Alex Clare - Too Close *

Hej Kochana:* długo się zastanawiałam nad tym, czy komentować każdy rozdział osobno, czy zostawić jeden pod epilogiem, ale podsumowujący całość. Zdecydowałam się na rozwiązanie pierwsze. Powiedzmy, że to tak w ramach rewanżu za tą cudowną niespodziankę :) nie spodziewałam się czegoś takiego z Twojej strony, naprawdę dziękuję :* znów sprawiłaś, że miałam łzy w oczach, naprawdę sama zastanawiam się jak Ty to robisz :) to tyle jeśli chodzi o wstęp. Muszę oszczędzać słowa żebym miała o czym pisać pod epilogiem. Oczywiście w jeden dzień nie skomentuję wszystkich rozdziałów, podejrzewam, że ze względu na czas będę to robiła stopniowo, ale nie martw się, doczekasz się wszystkich moich komentarzy tutaj bez względu na czas i wszystko inne :)
OdpowiedzUsuńLiam to najbardziej zagubiona postać w całym opowiadaniu. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie po tych szesnastu rozdziałach. Chyba nie można powiedzieć, że coś mu się w życiu udało. Zawsze miał pod górkę, zazwyczaj podejmował decyzje na które człowiek mógł tylko bezradnie rozkładać ręce. Jego powrót do nielegalnych walk jest na to dowodem. Przez to chyba chce udowodnić sobie i innym dookoła, że jednak potrafi sam o siebie zadbać i nie jest małym dzieckiem, którego nieustannie trzeba prowadzić za rączkę. Nie podoba mi się pojawienie w jego życiu Calvina. Od początku ten typ mi się nie spodobał. Ktoś taki jak on nie może wzbudzać niczyjego zaufania. Mówiąc krótko Calvin Cliffe = same problemy. Mam nadzieję, że Liam w porę się opamięta i zerwie wszelkie kontakty z tym człowiekiem, bo mam dziwne przeczucie, że to się źle dla niego skończy...
Myślałam, że Victoria dała sobie spokój z Liamem. Do tej pory uważałam ją za rozsądną kobietę, która wie czego chce od życia, ale to zauroczenie brunetem chyba nie daje o sobie zapomnieć. Jeśli mam być szczera, to ta dwójka nigdy mi do siebie nie pasowała. Liam jest niedojrzałym egoistą i uważam, że nawet Victoria nie byłaby w stanie go zmienić. Przede wszystkim on sam musiałby stwierdzić, że potrzebuje zmian w swoim życiu, a wydaje mi się, że takie przemyślenia nie przyjdą zbyt szybko. Czyżby Victoria była zazdrosna? Wydaje mi się, że coś w tym jest, skoro tylko dwa miesiące wytrzymała bez widywania się z Liamem. Czułam, że sama do niego przyjdzie, chociaż nie uważam tego za mądre rozwiązanie.
To chyba tyle odnośnie tego rozdziału :) za bardzo jestem ciekawa co wydarzy się w następnym, więc zabieram się za czytanie :)