INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

14 lipca 2013

22. ,,My już nigdy nie będziemy tacy sami''



     Czy kiedykolwiek z całych sił pragnęłaś tak po prostu go przytulić, zamknąć w swych ramionach i nigdy go z nich nie wypuszczać? A więc zapewne wiesz, jak smakuje odrzucenie. Michelle siedziała na krześle w kuchni, mając stamtąd doskonały widok na salon, w którym był on. Kiedy tylko nie byli w szpitalu z Liamem, Dylan spędzał godziny na prowadzeniu swojego własnego śledztwa. Dziewczyna po części go rozumiała, w końcu jego przyjaciel ledwo uszedł z życiem po bójce z kimś, kogo przydałoby się zamknąć za kratkami. Tyle, że Dylan już wcześniej był skłonny do pakowania się w kłopoty, zanim poznał Chelle. Nie opowiadał jej o swoim życiu, w którym łamał zasady, tłukł kogo popadnie i, tak jak jego najlepszy przyjaciel, kolekcjonował dziewczyny. Michelle wiedziała to wszystko od jego siostry. Mówiła, że jej brat zmienił się diametralnie, kiedy w jego życiu pojawiła się ona. Rzucił tamto życie, nawet nie próbując do niego wracać, bo czuł, że jego miejsce jest teraz jedynie u jej boku, a nie na ulicy. Była jego tarczą ochronną przed złem, z którego się wydostał. Tyle lat umiała trzymać go z daleka od problemów. To wszystko na nic?
     - Martwię się o ciebie - powiedziała Michelle, jednak mężczyzna nawet na nią nie spojrzał. Ciągle coś analizował, rozważał przeróżne możliwości, ignorując ją.
     Naprawdę się o niego bała, ale on udawał, że nie słyszy tego, co do niego mówiła. Przecież nie mieli pojęcia, kto pobił Liama. Mógł to być ktokolwiek, również jakiś recydywista. Być może nawet mięśnie Dylana nie byłyby w stanie wygrać z tamtym kolesiem? Chelle nie wyobrażała sobie tego. Zdążyła zobaczyć, w jaki sposób Victoria patrzy na Liama, leżącego w szpitalu i będącego w śpiączce. Dylan nawet nie zwrócił na to uwagi, a przecież to była jego siostra, zakochana w jego przyjacielu. Cierpiała, widząc go w takim stanie, to tak, jakby i ją ktoś potraktował z pięści.
     - Tak bardzo ci się spodobała sala, w której leży Liam? - zapytała i tym razem brunet spojrzał na nią, choć w inny sposób, niż zazwyczaj. Był bardziej chłodny. - Chcesz zająć wolne łóżko obok niego? Chcesz, żebym cię tam odwiedzała i każdego dnia modliła się o to, b otworzył oczy?
     - Michelle, ty nic nie rozumiesz - odparł lekceważąco, na co ona pokręciła tylko głową.
     - Rozumiem więcej, niż ci się wydaje - rzekła. - To ty nic nie rozumiesz.
     Mężczyzna stracił cierpliwość. Odsunął od siebie wszystkie papiery, które analizował, by natrafić na jakikolwiek trop. Spojrzał na ukochaną z wyrzutem.
     - Ja? - zdziwił się. - A co ty możesz o tym wiedzieć, co? To nie twój przyjaciel leży tam i nie wiadomo, czy się z tego wygrzebie. Ty go nawet nie lubisz.
     - Tu nie o to chodzi, Dylan! Posłuchaj mnie przez chwilę, dobrze? Po prostu nie ma sensu, żebyś się narażał, bo to i tak nic nie da.
     - Czyli mam siedzieć bezczynnie i machać nóżką? Wiesz co, śmieszna jesteś - warknął i wstał, wyszedł do przedpokoju i zaczął ubierać kurtkę.
     - Nie traktuj mnie tak, Dylan! - krzyknęła, po czym ukryła twarz w dłoniach. - Ty tego nie widzisz, prawda? Nie widzisz tego, że cię kocham?
  Brunet miotał się, najwyraźniej chcąc jej odpowiedzieć, ale nie potrafił odnaleźć satysfakcjonujących słów.
     - Idę się przejść - powiedział tylko i wyszedł na zimną, grudniową ulicę.

Daj mi miłość... *

     Marshall chodził jak struty, odkąd jego brat wylądował w szpitalu. Nie chciał o nim rozmawiać, ale też nie próbował zająć swoich myśli czymś innym. Godzinami leżał i wpatrywał się w sufit, ale kiedy Florence próbowała jakoś mu pomóc, uśmiechał się i mydlił jej oczy, że wszystko jest w porządku. Ona i tak nie dała się nabrać. Nie było godziny, by nie zastanawiała się, co za bydlak potraktował tak Liama. Być może chłopak miał wrogów na mieście, przecież chyba przestał zwracać uwagę na to, czy przypadkiem nie idzie do łóżka z mężatką. Może zazdrosny mąż wymierzył mu karę właśnie w tak okrutny sposób? 
     - Marshall, musimy przecież porozmawiać - powiedziała i usiadła obok niego na kanapie. - Widzę, jak bardzo cię to wszystko męczy.
     - Wydaje ci się - odparł, co nawet jej nie zaskoczyło. Wzruszyła ramionami, jednak po chwili zrozumiała, że tym razem nie powinna kończyć rozmowy w taki sposób. Spojrzała na niego i miała nadzieję, że tym razem ją wysłucha.
     - Nam wszystkim jest ciężko, wiesz? - zaczęła spokojnym tonem. - Myślę, że byłoby nam odrobinę lżej na sercu, gdybyśmy mogli wspierać się nawzajem.
     - Flo, chcesz mi powiedzieć, że tak bardzo ruszyła cię tragedia Liama? Widziałaś go może dwa razy w życiu.
     - Widzisz, jest coś, czego jeszcze ci nie mówiłam - rzekła, mając w duchu ogromną nadzieję, że Marshall nie potraktuje jej wyznania jak zdrady. - Spędzałam z Liamem naprawdę dużo czasu. Nie mówiłam ci o tym, bo wiedziałam, że wolisz udawać, że w ogóle nie masz brata. Nie chciałam cię denerwować.
     - Chcesz mi powiedzieć, że wy...
     - Nie, Marshall! Nawet tak nie myśl!
     - Ja już powoli przestaję wiedzieć, co powinienem myśleć.
     - Dobra, posłuchaj mnie teraz - przerwała mu. - Liam był tutaj tamtego dnia, kiedy został pobity. Przyszedł tu kilka godzin wcześniej, bo chciał z tobą rozmawiać, ale ciebie nie było, poza tym pewnie i tak nie wpuściłbyś go do swojego mieszkania. Tak czy siak, Liam powiedział mi wtedy, dlaczego tak bardzo się nienawidzicie.
     - Opowiedział ci o... - mężczyzna wyglądał tak, jakby wymówienie imienia tamtej dziewczyny, sprawiało mu niewyobrażalną trudność. - Lily?
     - Powiedział mi wszystko - odparła Florence. - Powiedział, że mu ją zabrałeś.
     - Ty naprawdę nic nie rozumiesz... - Marshall pokręcił głową, denerwując się. Wstał z miejsca, a po chwili wybuchnął. - Nie masz zielonego pojęcia, jak to naprawdę było!
     - To może mi to wreszcie wytłumacz?
     - Ja mam ci mówić wszystko, tak? - zdziwił się. - A ty to co? Myślisz, że możesz ze mnie robić idiotę, a ja nie będę miał żadnych podejrzeń? Myślisz, że ja fajnie się czuję z tym, że masz przede mną tak wiele tajemnic?
      Chłopak podszedł bliżej i szarpnął Florence, po czym podciągnął jej rękawki, choć starała się go przed tym powstrzymać.
      - Myślisz, że jestem takim kretynem, żeby uwierzyć w bajeczkę o wypadku? - wrzasnął. - Żaden wypadek nie pozostawiłby takich śladów, Flo! Wymierzałaś sobie karę za coś, co zrobiłaś w przeszłości, ale nie chcesz mi powiedzieć, co to było!
     Dziewczyna poczuła, jak mężczyzna puszcza jej ręce. Opadła znów na kanapę i zobaczyła, jak jej łzy skapują na rany po wielokrotnych cięciach.
     - Masz rację - powiedziała, a głos jej się łamał. - Nie zasługuję na ciebie.
     - Nie, Florence - przerwał jej stanowczo Marshall. - To ja nigdy nie zasługiwałem na ciebie.
   Mężczyzna wyszedł do drugiego pokoju, a kobieta zaczęła płakać jeszcze bardziej. Nigdy nie przypuszczała, że Marshall tak bardzo ją kocha. A dzisiaj była osobą, która najbardziej go skrzywdziła, bo wciąż ukrywała przed nim prawdę o swoim życiu.
     - Nie potrafię ci o tym wszystkim powiedzieć - oznajmiła, kiedy podeszła do drzwi wyjściowych. - Za kilka dni wrócę tu po swoje rzeczy i zniknę z twojego życia. Zasługujesz na kogoś, kto nie będzie miał przed tobą tajemnic.
     - Z wzajemnością - odparł, przypominając sobie o tym, że on też nie opowiedział Florence o swoim życiu z Lily.
     Florence wyszła, zostawiając go samego, z kolei on uzmysłowił sobie, że został całkiem sam. Najpierw stracił brata, a teraz kobietę, która była jego jedyną. Marshall wyszedł na balkon i spojrzał tęsknym wzrokiem na ten świat na dole. Może dla nich wszystkich byłoby lepiej, gdyby tak po prostu, w jednej tylko sekundzie, skoczył na dół?

      Michelle zaczęła się niepokoić, kiedy mijała kolejna godzina, a Dylan nie wracał do domu. Postanowiła zrobić cokolwiek, byle tylko się uspokoić, bo zwłaszcza w jej stanie, takie nerwy nie były wskazane. Właśnie wtedy pomyślała o szpitalu i przeczuwała, że to tutaj odnajdzie swojego męża. Otworzyła drzwi sali, w której leżał Liam, jednak przy jego łóżku zobaczyła tylko Victorię. Brunetka uśmiechnęła się do niej i skinęła głową porozumiewawczo.
     - Lekarze mówią, że jego stan się poprawia - powiedziała dziewczyna. - Możliwe, że wkrótce wybudzi się ze śpiączki.
     - Oby - odparła Michelle.
     - Coś się stało? - zapytała Victoria. - Jesteś blada jak ściana.
     - Pokłóciłam się z Dylanem, a teraz nie wiem, gdzie on jest.
     - Na dole - odrzekła dziewczyna, a Michelle nie miała pojęcia, o czym ona mówiła. - Siedział tu z nami przez jakieś dwie godziny, teraz poszedł po kawę.
     - Dzięki - rzuciła pospiesznie Chelle, po czym wyszła znów na korytarz. Rozejrzała się wokoło, a kiedy zobaczyła męża, idącego ku niej z kubkiem w dłoniach, odczuła ulgę.
     - Co ty tu robisz? - zapytał, denerwując się na nią. - Jest późno, nie powinnaś sama szwendać się po mieście.
     - Szwendałabym się z tobą, gdybyś mnie nie ignorował - odparła. - Dzwoniłam do ciebie jakieś pięćdziesiąt razy, nie mogłeś odebrać i powiedzieć, że wszystko w porządku?
     - A co, myślałaś, że poszedłem ukarać kolesia, który prawie zabił mi przyjaciela? - uśmiechnął się z politowaniem. - Możesz wracać do domu, zamówię ci taksówkę.
     - Dylan, do cholery, posłuchaj mnie przez chwilę! - Michelle nie wytrzymała i niemal wydarła się na ukochanego. - Za jakieś pięć miesięcy zostaniemy rodzicami. Nie usunęłam ciąży, zrobiłam to dla ciebie. Nie masz powodów, aby mnie nienawidzić. Ja się staram, wiesz? Robię wszystko, żebyś widział we mnie to, co kiedyś sprawiło, że się zakochałeś. Ja po prostu... Dylan, chciałabym, żebyś patrzył na mnie w taki sposób, jak przedtem.
     Mężczyzna wyglądał tak, jakby jej nie słuchał, ale prawda była zupełnie inna. Był skołowany tym, co mu powiedziała. Czuł to samo, ale nie podejrzewał, że Michelle będzie stać na to, by wykrzyczeć mu to wszystko prosto w twarz.
     - Pamiętasz, jacy kiedyś byliśmy? - zapytała. - Szczęśliwi tylko dlatego, że mieliśmy siebie nawzajem. Potem pojawił się Ben... Dylan, ja nigdy nie przestałam w nas wierzyć, wiesz? I nadal wyobrażam sobie, że pewnego ranka obudzę się i dotrze do mnie, że moje życie znów jest takie, jak przedtem. Że przyjdziesz i pocałujesz mnie w czoło, że przy tobie nie będzie mi groziła żadna krzywda. Ja czekam na to, że ty po prostu będziesz ze mną, a nie obok mnie.
      - Michelle, ale my już nigdy nie będziemy tacy sami - powiedział, a pod nią ugięły się nogi. - Przykro mi.
      Dylan minął ją bez słowa, zostawiając sam na sam ze wszystkimi, okrutnie trudnymi myślami. Zbyt długo Michelle była egoistką. Zbyt wiele złego wyrządziła. Gdyby była dobra, nawet nie pomyślałaby o aborcji, nawet by się nie zawahała. Dzisiaj to wszystko wydało jej się takie łatwe. Popełniła błędy, więc musiała odpokutować - oczywista sprawa. Być może Dylan kiedyś jej wybaczy, ale już nigdy jej nie pokocha, nie tak, jak zanim zaczęła go traktować w tak oziębły sposób. Bardzo długo na nią czekał i w końcu zrozumiał, że to już nie ma sensu. Mieli tylko jeden problem - ona nigdy nie przestanie czekać na niego, nawet po tych wszystkich słowach, które dzisiaj od niego usłyszała.
     Niespodziewanie z sali wybiegł Dylan, wrzeszcząc na lekarzy, aby rzucili swoje zajęcia i po prostu mu pomogli. Michelle dopiero po chwili podeszła do sali, w której leżał Liam. Spojrzała na niego, ale on wciąż wyglądał tam samo, jak przedtem - jakby spał. Kiedy natomiast Chelle spuściła wzrok, na podłodze zobaczyła leżącą w bezruchu nieprzytomną Victorię.     

OOO

Rozdział jest zdecydowanie krótszy, niż poprzednie, ale dzieje się sporo bardzo ważnych rzeczy, dlatego mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.

Ed Sheeran - Give Me Love * 

1 komentarz:

  1. Nie podoba mi się pomysł Dylana z tym, że chce sam wymierzyć sprawiedliwość temu, kto skrzywdził jego przyjaciela. Tutaj jestem w stanie zrozumieć zachowanie Michelle. To przecież nic dziwnego, że boi się o męża. Ona mimo wszystko też go kocha, niedługo zostaną rodzicami i podejrzewam, że nie chciałaby wychowywać dziecka w pojedynkę. Zastanawia mnie jedynie ta oschłość Dylana względem żony... nieraz czytałam o tym jaki potrafi być zły, ale kiedy czytałam ten rozdział, to aż mnie ciarki przeszły. Nie spodziewałam się po nim takiego zachowania. Jest zaślepiony chęcią zemsty i to też mnie trochę przeraża.
    Kłótnia Marshalla i Florence... kiedyś musiało do niej dojść. Uważam, że Florence zbyt długo ukrywała swoją przeszłość przed lekarzem i można się było spodziewać takiego obrotu spraw. Zbyt dużo tutaj pretensji i wzajemnych żali, ale ja też uznałabym takie tajemnice za zwyczajny brak zaufania. Chociaż tutaj nazwałabym to raczej strachem przed odrzuceniem, bo to właśnie tego moim zdaniem Florence obawia się najbardziej. Ja nie wiem dlaczego, ale od początku ją polubiłam, mimo, że te jej tajemnice momentami mnie przerażały. Miała w sobie coś takiego, że chciało się wiedzieć o niej jak najwięcej. Oby ta kłótnia nie doprowadziła do rozstania, bo mimo wszystko uważam, że nawet do siebie pasują ;)

    OdpowiedzUsuń