INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

14 lipca 2013

24. ,,Nie mogę z tym żyć''

  
Czy kiedykolwiek to czułaś?
Czy siedziałaś obok niego, ale nie mogłaś go dotknąć?
Czy stałaś obok niego, ale nie mogłaś się odezwać?
Czy śniłaś o nim, wiedząc jednocześnie, że to nie jest realne?

     W powietrzu czuć już było atmosferę nadchodzących świąt Bożego Narodzenia. Co prawda za oknami wciąż nie było ani milimetra śniegu, jednak reklamy w telewizji i bogato udekorowane ulice, nie pozwalały ludziom zapomnieć o tym, że niedługo wspólnie z bliskimi zasiądą do stołu, by tego szczególnego wieczoru odłożyć na bok wszystkie żale i cieszyć się po prostu swoją obecnością. Michelle zastanawiała się, czy kiedyś jeszcze będzie czerpała prawdziwą radość z tego wyjątkowego czasu w roku. Kiedyś jej życie wyglądało inaczej, by nie powiedzieć, że lepiej. Pamiętała, jak któregoś ranka obudziła się, a za oknem zobaczyła wielkiego bałwana z uśmiechem zrobionym z węgielków, którego ulepił Benjamin z tatą. Pamiętała, jak uczyła swojego synka robić aniołka na śniegu, na co Dylan zawsze narzekał, bo miał przemoczone spodnie. Pamiętała, jak piekła pierniczki i ilekroć się odwracała, na talerzu robiło się coraz bardziej łyso - jej mężczyźni nie umieli czekać do świąt i uwielbiali podkradać to, co udało jej się wyczarować w kuchni. Pamiętała, jak Dylan próbował przecisnąć ich pierwszą wspólną choinkę przez drzwi frontowe, oraz płacz Bena, kiedy jedna z igieł drzewka podczas ich ostatnich wspólnych świąt, wbiła mu się w paluszek niczym drzazga. Pamiętała te wszystkie życzenia, łzy wzruszenia w swoich oczach, dreszczyk podczas rozpakowywania prezentów i najpiękniejsze noce, pełne poczucia, że miłość jest dosłownie wszędzie, w każdym zakamarku i kącie. Jeśli ktoś powiedziałby jej, że już nigdy ma nie czuć emocji podobnie silnych, jak tamte, chciałaby go natychmiast wyśmiać, ale im dłużej nad tym myślała, tym bardziej prawdopodobne zaczynało się to wydawać. 
     Michelle spojrzała na męża, który siedział obok łóżka Liama, podczas gdy sama stała przy oknie i jeszcze przed chwilą skupiała się głównie na widoku za szybą. Każdego dnia stan Liama wydawał się poprawiać, choć do ideału jeszcze mu trochę brakowało. Wciąż był słaby i niewiele mówił, w odróżnieniu od przyjaciela, który właściwie ani na moment nie zamykał ust.
     - Może do świąt wypuszczą cię ze szpitala - powiedział.
     Michelle wiedziała, jaki był cel tego ciągłego rozmawiania na najmniej istotne tematy. Dylan chciał po prostu oderwać myśli swoje i Liama od tego, co się tak naprawdę wydarzyło. Chciał wiedzieć, kto pobił jego najlepszego kumpla, ale też nie zamierzał naciskać. Wiedział, że im mniej subtelnie się zachowa, tym mniej się dowie. Nagle zadzwonił telefon Dylana, toteż wyszedł on na korytarz, zostawiając trójkę przyjaciół sam na sam.
     - Czemu jesteś taka zdołowana? - zapytała Victoria, siedząca na sąsiednim łóżku. Nie była już pod obserwacją lekarzy, jedynie odwiedzała Atwooda.
     - A ty byś nie była? - Chelle odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Mój własny mąż traktuje mnie tak, jakbym nie istniała.
     Dylan zajrzał znów do środka, tym razem patrząc tylko na Michelle.
     - Dostałem wezwanie na komisariat - oznajmił, a dziewczyna poczuła, jak włosy stają jej dęba. - Pojawiły się nowe zeznania opiekunki Bena.
     - Jedziemy - powiedziała szybko Chelle i wstała z miejsca.
     Minęło trochę czasu, odkąd po raz ostatni tam byli. Odnosili wrażenie, że sprawa ich syna stoi w martwym punkcie. Długo czekali na jakieś nowe wieści. Choć Chelle wiele razy modliła się o jakikolwiek postęp w śledztwie, gdy w końcu jej prośby zostały wysłuchane, wcale nie czuła się szczęśliwsza.

Czy bałaś się, że wyjawienie prawdy zaboli bardziej, niż ukrywanie jej przez lata?

     Kiedy słuchali policjanta, Dylan co jakiś czas spoglądał z niepokojem na żonę. Wyglądała tak, jakby za chwilę miały jej puścić wszystkie hamulce, zresztą działo się tak zawsze, ilekroć słyszała imię niańki Benjamina. Za każdym razem przypominała sobie wtedy o tym, że przecież się przyjaźniły, pomimo, iż Michelle była jej pracodawczynią. Może nie były na etapie odwiedzania się nawzajem czy wspólnego imprezowania, ale uwielbiały spędzać ze sobą czas i przede wszystkim miały do siebie zaufanie, które zostało nadużyte. Dylan naprawdę rozumiał emocje Chelle, z drugiej jednak strony był już zmęczony tłumaczeniem jej, że zaginięcie chłopca nie było tylko i wyłącznie winą tamtej dziewczyny. Nagle Michelle wstała z krzesła i wyszła z pomieszczenia. Parks spojrzał porozumiewawczo na policjanta, po czym wybiegł za ukochaną i zatrzymał ją na korytarzu. Była roztrzęsiona.
     - Nie potrafię wysłuchiwać tego głupiego gadania - powiedziała, miotając się nerwowo. - Jak ten człowiek może usprawiedliwiać tamtą nieodpowiedzialną smarkulę? No jak?
     - Dlaczego ty nigdy nie przyswoisz, że ona została wtedy pobita? - zapytał Dylan prosto z mostu. - To nie jej wina, że straciła przytomność, tak? Każdemu mogło się to zdarzyć.
     - Dlaczego ty mówisz to wszystko tak, jakby ona zgubiła twój telefon albo kluczyki? Ona pozwoliła naszemu synkowi zniknąć, nie dociera to do ciebie?! Gdyby była odpowiedzialna, nigdy by nie...
     - Ty chyba nie mówisz poważnie - pokręcił głową. - Sama siebie nie słyszysz.
     - Ja po prostu kocham nasze dziecko, w odróżnieniu od ciebie - rzekła i tym razem Dylan poczuł, że dłużej już tego wszystkiego nie wytrzyma.
     W odróżnieniu ode mnie, tak? - spytał, z trudem powstrzymując się od krzyku. - Od początku próbujesz mi wmówić, że zaginięcie syna jest dla mnie błahostką. Traktujesz mnie tak, jakbym ja wcale za nim nie tęsknił, zawsze liczą się tylko twoje uczucia, a moje są już nieistotne.
     - A co...
     - Teraz ja mówię - przerwał jej ostro. - Byłoby ci łatwiej przez to wszystko przejść, gdybym tak jak ty izolował się od ludzi, ciągle beczał w poduszkę i obwiniał cały świat o krzywdę mojego dziecka? Bo ja myślę, że to działa wręcz odwrotnie. Gdybyśmy byli tacy sami, kto wie, może już by nas tu nie było? Może wtedy nie tylko ty próbowałabyś popełnić samobójstwo, ale ja też? I kto wtedy szukałby Bena, co? Powiedz mi, jak pomogłoby to naszemu dziecku, gdyby straciło rodziców. Gdyby kiedyś policja go odnalazła, a on dowiedziałby się, że jego rodziców już nie ma.
     - Dylan, przestań...
     - Nie przestanę - podniósł głos. - Florence Moon została pobita, straciła przytomność, a wtedy jej oprawca prawdopodobnie porwał Benjamina. Równie dobrze to ty mogłabyś być na miejscu tej opiekunki.
      Michelle minęła go bez słowa, a kiedy Dylan obejrzał się za siebie, zrozumiał, po co to zrobiła.
      - Ty wstrętna...
      - Chelle, przepraszam - powiedziała Florence, a mężczyzna dopiero teraz przypomniał sobie o dziewczynie, o której opowiadał mu kiedyś Liam. Czy to była właśnie ta dziewczyna? A jeśli tak, to dlaczego wcześniej nie skojarzył zbieżności imion?
      - Chelle? - powtórzyła Michelle z niedowierzaniem. - Tak mogą do mnie mówić tylko przyjaciele.
      - Ja wcale nie oczekuję, że będziemy się jeszcze przyjaźnić...
      - I dobrze - odparła. - To ciebie widziałam wtedy w szpitalu. Spotykasz się z Marshallem? Jego też chcesz skrzywdzić, tak jak skrzywdziłaś nas?
      - To był wypadek! - broniła się. - Byłam dobrą opiekunką, sama tyle razy mi to mówiłaś! Nigdy nie zrobiłabym krzywdy Benowi, kochałam go jak młodszego braciszka!
      - Jak ty w ogóle śmiesz wymawiać jego imię?!
      - Zostałam pobita! Gdyby nie to, ja nigdy nie spuściłabym oka z Benjamina, przysięgam! Michelle, ja przez te wszystkie lata myślałam tylko o tamtym cholernym dniu, kiedy twój synek zaginął. Każdego dnia żałuję, że nie byłam wtedy ostrożniejsza i że nie było wokół nikogo, kto by mi wtedy pomógł, ale zrozum, zrobiłabym wszystko, żebyś mi wybaczyła. Nie mogę żyć ze świadomością, że mnie nienawidzisz, zwłaszcza, że to naprawdę nie była moja wina - Florence ignorowała tłum ciekawskich ludzi, którzy zgromadzili się dookoła. Liczyło się tylko to, by zamknąć tę sprawę raz na zawsze. W oczach dawnej przyjaciółki widziała nienawiść i czuła, że Chelle najchętniej by ją udusiła gołymi rękami.
      - Ty nie możesz z tym żyć, tak? - zapytała, cytując słowa dawnej opiekunki. - A ja to co? Gdybym ja potrafiła żyć z tym wszystkim, to czy próbowałabym popełnić samobójstwo?
      - Michelle, tak mi przykro...
      - Chelle, dość już - rzekł z opanowaniem Dylan, nie chcąc jeszcze bardziej zdenerwować żony ani Florence.
       Niespodziewanie jasnowłosa zgięła się wpół, z bólem wypisanym na twarzy. Mężczyzna pomógł jej utrzymać się na nogach, podczas gdy Moon gorączkowo wybierała numer pogotowia. Jedyne, o czym myślało wówczas małżeństwo, to dobro ich dziecka - aby tak duża dawka emocji jak na jeden dzień, nie wpłynęła negatywnie na ich maleństwo..


      Brunet patrzył tępo na Victorię, która nie odstępowała go na krok. Ludziom mogło się wydawać, że ich nie pamięta, bo po tym, jak został pobity, zapomniał niektórych rzeczy i osób. Niewiele mówił, ale bynajmniej nie było to spowodowane amnezją. Doskonale kojarzył ich wszystkich. Pamiętał, że przed całą tą beznadziejną sytuacją, pokłócił się z Dylanem i przez ponad dwa miesiące właściwie ze sobą nie rozmawiali. Dziwiła go zatem jego obecność tutaj, chociaż z drugiej strony chyba nie powinien być nią zaskoczony - w końcu byli przyjaciółmi i jeden drugiego na pewno nie zostawiłby samego w potrzebie. Pamiętał też Michelle, której miał tak wiele do zarzucenia, a która jednak była tutaj, wspierała go, próbowała w jakiś sposób odkupić winy. Doceniał to, że tu była i chyba nawet cieszył się za każdym razem, kiedy widział, jak przychodziła, by go odwiedzić. Na samym końcu pamiętał również Victorię i to wspomnienie było zdecydowanie najtrudniejsze z nich wszystkich.
      Co by powiedział Dylan, gdyby dowiedział się, że Liam spędził noc z jego siostrą? Wyraźnie zakazał mu zbliżania się w taki sposób do młodej pani psycholog, a jednak nic to nie dało. Atwood nie powinien był tego robić. Victoria nie była kobietą dla niego, nie zasługiwał na nią i na pewno nie sprosta jej wymaganiom na dłuższą metę. Ona z pewnością chciałaby go usidlić, z kolei on chyba wolałby jeszcze szaleć... Ale czy na pewno? Mężczyzna przypomniał sobie o Lily. Przecież wciąż ją kochał. Już dawno doszedł do wniosku, że nigdy nie pokocha żadne dziewczyny mocniej. Teraz na pewno nie ma siły ani ochoty na to, by wracać do swojego dawnego stylu bycia. Na szaleństwa jeszcze przyjdzie czas, chyba, że ktoś jeszcze postanowi dać mu wycisk i tym razem Liam nie wygrzebie się z tego tak łatwo.
      - Wiesz już, z kim spędzasz święta? - zapytał Atwood, a dziewczyna gwałtownie odwróciła wzrok od okna i spojrzała na niego.
      - Przepraszam, po prostu miło znowu słyszeć twój głos - uśmiechnęła się pogodnie. - A wracając do twojego pytania, miałam pewien pomysł, ale nie wiem, co ty na to.
      - Ja? - zdziwił się. - A co ja mam do twoich świąt?
      Ciemnowłosa znów utkwiła spojrzenie na szkle, jakby dopatrując się tam pierwszej gwiazdki na niebie. Liam w napięciu czekał na jej odpowiedź, z drugiej strony bał się jakiejś poważnej deklaracji. Nie był ślepy. Miał podstawy, by sądzić, że jakimś cudem Victoria zakochała się w nim, a on nie mógł już nic na to poradzić.
      - Pomyślałam sobie, że moglibyśmy spędzić te święta razem - powiedziała wreszcie.
      - Ja i ty? - dopytywał. - Ale że we dwoje?
     ,,Może we troje'' pomyślała dziewczyna, zastanawiając się wciąż, czy rzeczywiście oboje zaliczyli wpadkę, jednak powstrzymała się przed wypowiedzeniem tego na głos. Było o wiele za wcześnie, by informować Liama o swoich podejrzeniach.
      - A wiesz co? - kontynuował Atwood, po czym uśmiechnął się łagodnie. - I tak nie miałem żadnych planów. Tylko się nie zakochaj, mała - dodał i puścił do niej oczko. Chciał sprawdzić, czy nie wyszedł z wprawy.
      Victoria uśmiechnęła się, choć bez przekonania. Nie pamiętała, kiedy któryś z tanich tekstów tego mężczyzny, sprawił jej aż taką przyjemność. Ucieszyła się przede wszystkim dlatego, że jej stary Liam sprzed wypadku, zaczynał powoli wracać do normalności.

1 komentarz:

  1. No nareszcie! Długo czekałam na to aż sprawa zaginięcia Benjamina zacznie się w końcu wyjaśniać. Ja też cały czas mam nadzieję, że ta cała sprawa się wyjaśni i przede wszystkim szczęśliwie zakończy dla wszystkich. Co prawda nie wiem jak to jest, ale domyślam się, że to ogromny cios dla rodziców, kiedy ich dziecko ginie bez śladu. Zastanawiam się co sobie myśli ten człowiek, który dokonuje porwania? Dlaczego to robi i czy ma w tym jakiś ukryty cel? Nie wydaje mi się, żeby Michelle i Dylan mieli jakiś wrogów, albo chociażby nie takich, którzy do tego stopnia by ich nienawidzili, że uprowadziliby ich dziecko. Trzeba naprawdę nie mieć serca, żeby odbierać rodzicom dziecko, naprawdę.
    Tak właśnie myślałam, że Florence była opiekunką Benjamina. Strasznie trudna sytuacja. Kto normalny napada na dziewczynę, bije ją do utraty przytomności, po czym porywa małe dziecko? Aż mi się to w głowie nie mieści. Reakcja Michelle mnie nie dziwi. O wszystko obwinia Florence nie chcąc dopuszczać do siebie żadnych argumentów. Współczuje jej. Te negatywne emocje naprawdę mogą się odbić na dziecku. Mam nadzieję, że nic złego się nie wydarzy, bo taka dawka złych emocji naprawdę jest delikatnie mówiąc niezdrowa. Ciesze się, że Liam wraca do zdrowia :) że to całe pobicie nie skończyło się dla niego tragicznie. Sama jestem ciekawa jak to teraz będzie z nim i Victorią. Czy się w końcu dogadają i będą szczęśliwi? Może te święta Bożego Narodzenia jakoś ich do siebie zbliżą? Mimo wszystko życzę im szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń