Simple Plan - Untitled
Otwieram oczy,
Próbuję widzieć, ale jestem oślepiony
Przez białe światło
Nie pamiętam jak,
Nie pamiętam czemu
Leżę tu tej nocy.
Nie mogę znieść bólu,
Nie mogę dziś sprawić, by odszedł. *
Mężczyzna otworzył oczy, kiedy poczuł, że dopada go senność, na co nie mógł sobie teraz pozwolić. Marshall nie po to zabrał go ze sobą, by teraz spał i nie przydawał się kompletnie na nic. Mijała kolejna godzina ich jazdy samochodem w drogę, którą znał tylko starszy z braci. Wciąż zerkał na boki, mając nadzieję, że gdzieś tam odnajdzie sylwetkę ukochanej, a wtedy wysiądzie z auta niczym wystrzelony z procy, powie jej, że ją kocha i przytuli ją, zapewniając, że są sobie pisani i razem pokonają to, co ich czeka. Mimo jego modlitw, Florence wciąż mu się nie ukazała, a on zaciskał kciuki na kierownicy, aby brunetka była cała i zdrowa. Co w tym czasie robił Liam? Zamiast pomagać bratu i razem z nim wypatrywać dziewczyny w ciemnościach, odpłynął i o mały włos, a zobaczyłby znów twarz Lily. Uwielbiała nachodzić go, kiedy tylko zamykał oczy, co było wyjątkowo irytujące zwłaszcza wtedy, kiedy przebywał z Victorią. Uśmiechał się, kiedy pytała go, czy w ogóle jej słucha, ale tak naprawdę było mu głupio. Gdyby opowiedział komuś swoją historię, ludzie mogliby uznać go za kogoś, kto postradał zmysły. Rozmawiał z dziewczyną, która nie żyje od tak wielu lat. Wiedział, że jej nie ma, ale czuł jej obecność i troskę o swoje dobro. Ona była w jego sercu. Właśnie wtedy mężczyzna przypomniał sobie, dlaczego tak naprawdę ją stracił. Z nienawiścią spojrzał na starszego brata.
- Kochałem ją - powiedział Liam. - Byłem szczeniakiem, a jednak jestem pewien, bardziej niż czegokolwiek innego, że to właśnie była miłość. Była dla mnie kimś wyjątkowym, niezastąpionym. Najchętniej spędzałbym cały czas przy niej, bo nawet pielęgniarki mówiły mi, że Lily zawsze jest smutna i rozwesela się tylko, kiedy ja ją odwiedzam. Byłem pewien, że i ona mnie kochała, że to wszystko było prawdą, a nie jakimś tam złudzeniem.
- Ja czuję to samo do Florence - rzekł Marshall, próbując odbiec od tematu Lily, jednak jego młodszy brat nie dał mu się podejść.
- Potem ją straciłem - kontynuował. - Nawet nie umiem opisać, co czułem, kiedy dowiedziałem się o jej śmierci. To chyba była pustka, którą potem próbowałem zapełnić życiem za dwoje, pełną piersią. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego zamieniłem się z normalnego dzieciaka w takiego palanta? - spytał, na co brat skinął delikatnie głową. - Wmawiałem sobie, że szukam dziewczyny, która zastąpi mi Lily, ale tak naprawdę żadnej z tych kobiet nie traktowałem na poważnie. Oszukiwałem siebie, że nienawidzę Lily za to, co mi zrobiła, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że to dlatego nie mogę odnaleźć tutaj miłości. To ona była moją jedyną, rozumiesz? Nigdy nie potrafiłbym jej nienawidzić.
- Ona nic złego nie zrobiła - wtrącił Marshall. - Nie dała ci powodów, żebyś ją nienawidził.
- Ty w ogóle słyszysz, co mówisz? - zapytał Liam poirytowany. - Oboje mnie zdradziliście.
- Gdybyś nie zachowywał się jak rozkapryszone dziecko, usłyszałbyś prawdę już dawno temu.
Kiedy młodszy z braci chciał zapytać, o jaką znowu prawdę mu chodzi, Marshall pacnął ręką kopertę, którą wręczył mu kilka godzin wcześniej i która wciąż była zamknięta. Liam przewrócił oczami.
- A tak z ciekawości, gdzie my w ogóle jedziemy? - spytał młodszy. - Co to za dziura?
- Florence opowiadała mi kiedyś o tym miejscu. Tutaj się wychowała.
Liam poznał po minie brata, że naszły go wspomnienia, w związku z tym postanowił milczeć. Niespodziewanie mężczyzna zwolnił.
- Widzę ją... - wyszeptał starszy Atwood, wytężając wzrok i starając się upewnić, że nie miał przywidzenia. - Zatrzymuję wóz. Szybko, pospiesz się!
Wybiegli z samochodu, trzaskając drzwiami, na co Florence spojrzała na nich jak na duchy. Nie spodziewała się ich tutaj, prawdę mówiąc, może domyślała się, że pojawi się tu Marshall, chcący ją odszukać, ale Liam?
- Flo, do cholery, co ty tutaj robisz? - zapytał starszy Atwood, rozglądając się dookoła. Wszyscy troje stali na moście, a pod nimi szumiała woda, mącona strugami lodowatego deszczu, który wciąż lał się z nieba. Dziewczyna stała tuż przy barierce, niepewnie obejmując poręcz dłonią.
- A ty? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Co ty tutaj robisz, Marshall?
- Przyjechałem, żeby cię ratować - odparł. - Wiedziałem, że chcesz coś sobie zrobić i właśnie dlatego jestem teraz tutaj. Nie pozwolę ci, rozumiesz? Za bardzo cię kocham, żeby cię stracić.
Liam poczuł się dziwnie. Czy to nie on mówił coś o stracie i o miłości? Dzisiaj, choć brzmiało to idiotycznie, zrozumiał po części swojego brata. On przechodził przez to samo, z czym Liam borykał się kiedyś. Odszedł na bok, chciał wszystko poukładać sobie w głowie. Za jakie grzechy jego życie było tak skomplikowane? Wsiadł z powrotem do samochodu i sięgnął kopertę, którą otworzył energicznie. Spodziewał się bzdur, którymi jego braciszek zechce usprawiedliwić swoje zachowanie z przeszłości, jednak szybko zmienił zdanie. Kiedy na kartce papieru Liam zobaczył tak dobrze znany mu charakter pisma, stało się coś, nad czym nie mógł zapanować - po jego policzkach popłynęły łzy.
Jimmy Eat World - Hear You Me
- Zaimponowałeś mi - powiedziała Florence, uśmiechając się uroczo, czym niemal wyprowadziła Marshalla z równowagi. - Nikt nigdy tak się o mnie nie troszczył. Przejechałeś taki kawał drogi, żeby mnie uratować.
- Dziwisz mi się? - zapytał z wyrzutem. - Flo, kocham cię i jeśli ty też mnie kochasz, zrobiłabyś to samo, gdybym to ja chciał targnąć się na swoje życie.
Brunetka odwróciła wzrok, wbijając go w niespokojną taflę wody pod nimi.
- Jak myślisz, mam powody, by skoczyć? - spytała niewinnie, a ciało bruneta przeszyły dreszcze. Po raz pierwszy od dawna, czuł, jak ze strachu uginają się pod nim kolana. - Zawiodłam tak wielu ludzi, zabiłam ich nadzieje, które we mnie pokładali. Jestem jedną wielką porażką, w dodatku teraz, po tych wszystkich cięciach, jestem jeszcze brzydka. Może gdyby nie te blizny, pewnego dnia byłabym w stanie zapomnieć o wszystkim tym, czego doświadczyłam?
- Blizny to nie problem - upierał się chłopak, ostrożnie dobierając słowa. - Musisz naprawić swoje serce. Mogę ci w tym pomóc, jeśli tylko mi pozwolisz. W końcu jestem lekarzem.
Dziewczyna prychnęła śmiechem, po czym spojrzała na niego, a w jej oczach tliły się iskierki.
- Wiesz, że dzięki tobie moje życie nie wydaje mi się aż taką tragedią? Jesteś jednym z nielicznych pozytywów w moim życiorysie.
- Czuję się zaszczycony - przyznał.
- A wiesz, co jest najzabawniejsze? - spytała. - To, że wcale nie chciałam się zabić. Przyjechałam tutaj, bo obiecałam ci, że spróbuję odejść od ciebie, abym przypadkiem pewnego dnia cię nie skrzywdziła. Gapiąc się na tą rzekę, zrozumiałam, że to nie może tak wyglądać. Ja też cię kocham, nawet nie wiesz, jak bardzo. Byłabym kretynką, gdybym świadomie zrezygnowała z jedynego skarbu, jaki dał mi los. Zdecydowałam, że do ciebie wrócę i przyrzeknę, że zrobię wszystko, abyśmy razem byli szczęśliwi, ale mnie ubiegłeś i pojawiłeś się tutaj, zaskakując mnie po raz kolejny. I teraz jesteś tu ze mną, patrzysz na mnie jak na wariatkę, a ja naprawdę nie jestem stuknięta. Z drugiej strony, ludzie potrafią świrować, kiedy są zakochani na zabój - stwierdziła i przechyliła się za barierkę, pozwalając, by chłodne powietrze uderzyło w nią z potężną siłą.
- Mam prośbę - powiedział Marshall, wyciągając ręce ku dziewczynie, choć stała ona zbyt daleko, by mógł jej dosięgnąć. - Chodź tu do mnie i wracajmy już do domu.
Uśmiechnęła się i zrobiła krok do przodu, po czym oba serca zadrżały, gdy straciła równowagę.
- Jestem chirurgiem. Reperuję ludzi.
- Imponujące - rzekła Florence z podziwem. - Dajesz ludziom nadzieję, kiedy wydaje im się, że nic im już nie pomoże.
- Nie jestem aż takim bohaterem - powiedział skromnie. - Robię po
prostu to, co do mnie należy, ale wciąż mam jeden problem. Przywiązuję
się do swoich pacjentów.
- To źle?
- Fatalnie - szepnął. - Trzeba umieć oddzielić życie prywatne od zawodowego, bo mieszanie ich zazwyczaj kończy się tragicznie.
- Przeżyłeś coś takiego? - spytała, a on momentalnie skrzywił się, choć
za wszelką cenę chciał to przed nią ukryć. - Przepraszam, nie powinnam
pytać...
- W porządku - odparł szybko. - Sam nie wiem czemu, ale odnoszę wrażenie, że mogę ci zaufać.
- Czuję tak samo - powiedziała Florence. - Ale robi się już późno i chyba musimy przełożyć naszą rozmowę na...
- Jutro? - zapytał z nadzieją, choć jego głos był tak stanowczy, jakby sugerował, że nie przyjmuje odmowy.
- Zadzwonię i się umówimy - odrzekła i wstała. Niespodziewanie
zachwiała się, a już po chwili poczuła jego silnie dłonie, zaciśnięte
mocno na jej ramieniu i w talii. Uścisk był mocny, a jednak nie sprawił
jej bólu - wręcz przeciwnie, wydał jej się niesamowicie przyjemny.
- Trzymam cię - szepnął, po czym nachylił się i szybko pokonał dystans, jaki oddzielał dwoje spragnionych ust.
- Pamiętasz, co ci powiedziałem na naszej pierwszej randce? - zapytał Marshall, świdrując ją wzrokiem. - Powiedziałem, że cię trzymam i wiesz, ja do tej pory nie zdążyłem cię puścić.
Florence bez zawahania pocałowała go tak, jakby właśnie w tym momencie ich świat miał się skończyć. Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Właśnie teraz ich wspólne życie dopiero się zaczynało. Od teraz mówili sobie wszystko, byli ze sobą szczerzy i ufali sobie, czyli robili wszystko to, co niezbędne jest, aby związek mógł być nazwany idealnym.
Po dość długiej chwili zakochani chwycili się za ręce i zaczęli iść w kierunku samochodu. Liam, widząc ich, wysiadł i spojrzał na brata, w oczach wciąż mając łzy. Dziewczyna odsunęła się nieco na bok, zmieszana tym widokiem, z kolei Marshall szybko zorientował się, że jego brat przeczytał list.
- Byłem idiotą - powiedział Liam, po czym podszedł bliżej brata i spojrzał na niego spode łba. - Zmarnowaliśmy tak wiele czasu...
- Już dobrze,
bracie - przerwał mu Marshall i otworzył ramiona, by zamknąć go w swym uścisku, jak za dawnych lat, zanim w ich życie wkradła się rywalizacja o wszystko.
Na Liama słowo 'brat' zadziałało jak najskuteczniejsze antidotum na smutki. Odzyskał go, choć tak naprawdę nigdy go nie stracił. Był to jeden z najszczęśliwszych dni w jego życiu i nawet deszcz nie mógł mu tego zepsuć.
Co teraz sobie o mnie myślisz?
Taki szczęśliwy, tak silny, tak dumny?
Nigdy Ci za to nie podziękowałem,
Teraz już nie będę miał szansy...**
Dylan wpatrywał się w fotografię swojego ojca, choć nie robił tego od tak dawna. Nienawidził patrzeć na te zakłamane oczy, bo choć były już tylko na papierze, ich widok nadal sprawiał mu ból. W tym wszystkim zrozumiał, że nie tylko on cierpiał, kiedy ten mężczyzna niszczył całą ich rodzinę. Bez zawahania wyciągnął z kieszeni telefon, palcem ścierając krople deszczu z wyświetlacza.
- Brat? - zapytała Victoria nieco zaspanym głosem. - Coś się stało?
- A nie mogę już zadzwonić do swojej młodszej siostrzyczki tak bez powodu? - spytał, choć nie potrafił powiedzieć tego zbyt radośnie. - Ja już wiem o tym, że jesteś w ciąży z Liamem.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła martwa cisza i właśnie takiej reakcji spodziewał się brunet.
- Spokojnie, nie zamierzam prawić ci kazań ani mówić, jak lekkomyślnie postąpiłaś, idąc z moim przyjacielem do łóżka - powiedział.
- Zamieniam się w słuch - wymruczała Victoria, nadal skołowana.
- Chciałem ci powiedzieć, że życzę ci wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, a właściwie jestem przekonany, że będziesz dobrą matką. Obawiam się trochę, czy mój braciszek z wyboru sprawdzi się w roli tatusia, no ale czas pokaże.
- Nie sądziłam, że zareagujesz w taki sposób... - przyznała niepewnie. - Spodziewałam się awantury, głównie z tego powodu nie podzieliłam się z tobą tą wiadomością.
- Życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je na spory - rzekł.
- Co ty kombinujesz? - zapytała z niepokojem, jednak mężczyzna postanowił zignorować jej emocje.
- Trzymaj się - skwitował i rozłączył się szybko.
Miała rację, kombinował, ale nie zamierzał jej o tym wszystkim mówić. Wiedział po prostu, że musi powiedzieć jej, że nie ma się czego obawiać. Miał nadzieję, że życie siostry i przyjaciela, okaże się szczęśliwym i pięknym - czyli dokładnie takim, jakie on kiedyś dzielił z Michelle, kobietą swoich marzeń, która odmieniła go na zawsze.
Brunet ruszył przed siebie, nie myśląc już o niczym. Znał to przeklęte nazwisko, wiedział, dlaczego jego synek nie jest tu, przy rodzicach. Teraz wszystko w rękach Boga.
OOO
Simple Plan - Untitled *
Jimmy Eat World - Hear You Me **
Kolejny z tych pozytywniejszych rozdziałów jak dla mnie. Praktycznie od początku zastanawiałam się co tak naprawdę poróżniło braci. Teraz wyszło na jaw, że tym powodem była Lily. Ja dopiero teraz dostrzegam, że Liam naprawdę ją kochał. A to, że był młody nie ma żadnego znaczenia. Człowiek może się zakochać nawet w bardzo młodym wieku i dla mnie nie jest to wcale takie dziwne. Mamy prawo się zakochać bez względu na wiek i wszystko inne. Bardzo się cieszę, że bracia w końcu się pogodzili. Tyle lat życia w nienawiści i wzajemnych pretensjach... i na co im to było? Gdyby wcześniej sobie wszystko wyjaśnili, to dzisiaj nie byłoby absolutnie żadnego problemu, ale jak to mówią: lepiej późno niż wcale, więc i tak dobrze, że w końcu doszło do zgody :)
OdpowiedzUsuńPiękne zwieńczenie miłości Florence i Marshalla. Wiesz, że ja w pierwszej chwili też pomyślałam, że dziewczyna chce się zabić? Ja sama się na poważnie wystraszyłam, ale to dobrze, że wszystko się dobrze skończyło :) nie wiedziałam, że Dylan aż tak nienawidzi swojego ojca. Pamiętam kilka fragmentów w których Victoria też nie wypowiadała się o tym człowieku zbyt dobrze, ale skoro zniszczył ich rodzinę, to czy nie mają prawa mieć do niego żalu? Współczuje im i jednocześnie ciesze się, że w mojej rodzinie nie było podobnego przypadku :)