INFORMACJA

Witam po raz ostatni na Owned Me :) Po wielu trudnościach i wątpliwościach, postanowiłam ostatecznie opublikować resztę opowiadania, łącznie z epilogiem. Nie jestem maksymalnie zadowolona z tej historii, jednak pomimo błędów, niedociągnięć i tak dalej, Owned Me ma dla mnie wielką wartość sentymentalną i to się nie zmieni. Zostawiam Wam to opowiadanie w całości, ze specjalnym podziękowaniem dla Olki1992, bo walczyła o tą historię, jak lwica. Nadal jestem pod wrażeniem! :) Wiem, że ta historia nie jest idealna, ale z szacunku do tych, którzy przywiązali się do niej, daję Wam całość. Na dole macie wszystkie odcinki ;) Z czasem będę poprawiać zarówno koszmarne akapity, jak i wszelkie literówki i błędy, aby to opowiadanie było dopracowane trochę bardziej.

Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali chociaż jeden rozdział, którzy podzielili się ze mną swą opinią i którzy tutaj byli! Jesteście częścią tej historii. Mam nadzieję, że będziecie ze mną wciąż na Mine Again.

DZIĘKUJĘ!

OWNED ME

9.09.2012 - 14.07.2013

14 lipca 2013

Epilog

  
13 lipca 2018 r.

Rozejrzyj się dookoła,
Oprócz ciebie i mnie nie ma nikogo.
Właśnie tu i teraz.
Dokładnie w sposób, w jaki było nam to pisane *


       - Opowiem ci historię - rzekła kobieta, mocniej ściskając rączkę pięcioletniej dziewczynki, która spojrzała na nią z zaciekawieniem swymi wielkimi, błękitnymi oczami. - Nie będzie ona jedną z tych bajek, które czytam ci na zmianę z tatusiem, kiedy idziesz spać. Nie możemy też określić, czy jej zakończenie jest szczęśliwe, ponieważ ono cały czas dopiero się tworzy i robi to na naszych oczach.
       Dziewczynka przyglądała się lekkim chmurkom na intensywnie niebieskim niebie, analizując ich różnorodne kształty. Uwielbiała to robić, sprawiało to, że mogła oderwać się od rzeczywistego świata i przez chwilę żyć fantazją. Była uroczym dzieckiem, poznającym świat z wielką przyjemnością i rozkoszą. Wszystko ją interesowało. Nie była typem osoby, która wiecznie rozrabia i wszędzie jest jej pełno. Była małym myślicielem, trochę samotnikiem, czym tak bardzo przypominała swojego ojca.
       - A o czym będzie ta historyjka? - zapytała w końcu Faith, wzrokiem znów wracając na twarz rodzicielki.
       - O wielu ważnych rzeczach - stwierdziła Michelle po zastanowieniu się. - Po części o miłości, nadziei, przebaczeniu. O wszystkim tym, co musisz wiedzieć, a dzisiaj jest najlepszy dzień, byś poznała tą opowieść.
       - Dlatego, że dzisiaj są trzynaste urodziny Bena? - spytała, a kobieta uśmiechnęła się i w milczeniu skinęła głową twierdząco.
       Coraz częściej nie mogła wyjść z podziwu nad swoją córeczką. Miała pięć lat, a była już tak mądrą małą osóbką, że aż wprawiała swych własnych rodziców w otępienie.     

8 maja 2018 r.

       Przez dłuższą chwilę Michelle przyglądała się młodemu małżeństwu, relaksującemu się w ogrodzie w ten ciepły, wiosenny dzień. Marshall kosił trawnik, czemu towarzyszył przyjemny powiew świeżości, z kolei Florence leżała na kocu, mając nadzieję, że słońce choć trochę muśnie jej skórę, nadając jej ciemniejszy odcień. Wyglądali na niezwykle szczęśliwych i aż trudno było uwierzyć w to, że minęło już ponad pięć lat, odkąd się poznali. Dziś sprawiali wrażenie starych dobrych przyjaciół, którzy wiedzą o sobie dosłownie wszystko. Wiele razem przeszli, niejednokrotnie znajdowali się na zakręcie, a jednak podziałało to jedynie na ich korzyść - dzisiaj byli bowiem silniejsi i jeszcze bardziej zespoleni, niż przedtem.
        - Michelle? - zapytała cicho Florence, zauważając kobietę i nie wiedząc, że ta przyglądała się jej już od kilku dobrych minut. Parks pomachała ręką i podeszła bliżej, witając się z obojgiem z osobna. - Nie chcę być niemiła, ale co ty tu właściwie...
        - Na twoim miejscu też byłabym w szoku - zareagowała szybko dziewczyna, mimo wszystko uśmiechając się. - Możemy porozmawiać?
       Brunetka spojrzała pytająco na męża, który jedynie pokiwał głową i odwrócił wzrok. Chelle zajęła wolne miejsce obok ciemnowłosej na trawie, po czym zaczęła bawić się pojedynczymi źdźbłami, aby czymś zająć ręce. Dopiero po chwili nabrała powietrza w płuca i postanowiła swymi słowami przerwać niekomfortową ciszę.
       - Wczoraj minęło dziewięć lat od dnia, w którym zaginął mój syn - rzekła Michelle, w jej głosie nie gościł jednak żal, co wyjątkowo zdziwiło Florence. Nie zamierzała jej przerywać, postanowiła cierpliwie poczekać do końca wywodu ciemnowłosej. - Cała nasza rodzina bardzo to przeżyła. Oczywiście byliśmy na jego grobie.
       - My też - powiedziała Moon.
       - Wiem - odparła Chelle. - Widziałam dodatkowy znicz i kwiaty. Domyśliłam się, że to od was. Co roku pamiętacie. Dzisiaj przyszłam tu po to, by ci za to wszystko podziękować, ale nie tylko. Florence, wiem, że być może masz już tego świadomość od dawna, jednak zasługujesz na to, by usłyszeć to ode mnie bezpośrednio. Wybaczam ci wszystko, rozumiesz? Już dawno dotarło do mnie, że nie mam prawa obwiniać cię o to, co się stało.
       - Naprawdę to doceniam - powiedziała Florence, próbując zapanować nad swoimi emocjami, jednak po chwili roześmiała się i przyciągnęła kobietę do siebie, zamykając ją szczelnie w silnym uścisku swych rąk. - Tak długo czekałam na ten moment. Tak długo marzyłam o tym, że pewnego dnia mi wybaczysz.
       -       - Co wy takie szczęśliwe? - spytał Marshall, stając nad nimi i zasłaniając im tym samym słońce, pozostawiając je w cieniu. - Flo, tylko mi nie mów, że się wygadałaś! - mężczyzna spojrzał na żonę z wyrzutem, ta natomiast gwałtownie pokręciła głową.
      - Co się dzieje? - zapytała Chelle z zaciekawieniem. Małżeństwo wymieniło porozumiewawcze spojrzenia, po czym brunetka zabrała głos:
      - Będziemy mieli dziecko - rzekła Florence i aż zapiszczała z radości, to samo zrobiła również jej przyjaciółka, a przecież minęły wieki, odkąd po raz ostatni zachowała się tak wobec niej.

13 lipca 2018 r.

       - O czym był ten fragment? - zapytała Faith, ciągnąc matkę za rękaw jej sweterka i tym samym wyrywając ją z głębokiego zamyślenia.
       - O przebaczeniu - odparła Michelle. - O tym, że nie warto przekreślać naszego przyjaciela po tym, jak raz powinie mu się noga. Każdy zasługuje na to, by się wytłumaczyć, by przeprosić i by jego przeprosiny zostały przyjęte. Ludzie zawodzą, ale bez nich nie byłoby i nas. Chcę, żebyś o tym pamiętała, bo na pewno przyda ci się to w życiu.
       - A o czym będzie kolejny fragment? - spytała pięciolatka.
       - O miłości.

Uśmiech pojawia się na mojej twarzy,
Gdy wiem, że razem wszystko jest na dobrej drodze.
Jest nam lepiej niż tylko "w porządku" *

11 czerwca 2018 r.

       Może niektórzy ludzie nigdy nie dorośleją i nigdy nie uczą się na swoich błędach? Może on jest człowiekiem, który nawet całkiem lubi swoje życie, pomimo, że jest ono tak dalekie od przerysowanych scenariuszy? U niego nic nie jest przesłodzone ani ładne, a on sam, pomimo, że chyba wciąż atrakcyjny, nie ma już żadnej kobiecie nic do zaoferowania. Powinny już nauczyć się, że on nie jest dla żadnej z nich kandydatem na męża i na kogoś, przy kim warto się zestarzeć. On już nie szukał swojej drugiej połówki, bo doskonale wiedział, gdzie ona jest. Jeszcze przez ten czas, który przyjdzie mu przeżyć na Ziemi, Lily będzie dla niego nieosiągalna, potem jednak wszystko się zmieni. Będą razem. Będzie tak, jak on sobie to zaplanował i był bardziej niż pewien, że było to także jej marzenie.
       Atwood uśmiechnął się, kiedy do jego uszu dobiegło radosne ćwierkanie ptaków. Dzień był wyjątkowo pogodny, podobnie jak i nastrój bruneta, choć znajdował się obecnie w niezbyt pozytywnie kojarzącym się miejscu. Uniósł wzrok i przeczytał powoli to, co napisane było na kamiennej płycie. Znał już tą treść na pamięć, jednak czasami lubił pomyśleć, że minęło już tyle lat od jej śmierci. Wciąż czuł się tak, jakby dopiero ją poznawał, jako dzieciak, który wtedy niewiele wiedział o prawdziwym życiu. Czas pędził, jego córka rosła jak na drożdżach i wszystko się zmieniało, jednak kiedy myślał o ukochanej, wszystko nagle stawało w miejscu. Znów byli tylko oni dwoje i to, co ich łączyło. 
       - Jak by to było, gdybyś nigdy nie zachorowała? - zapytał Liam, wlepiając wzrok w maleńką fotografię brunetki na jej grobie. - Byłbym najbardziej nieszczęśliwym kolesiem na świecie, bo pewnie nawet bym cię nie poznał. Dasz wiarę? Szpital to miejsce, które pokochałem całym sercem, bo właśnie tam zobaczyłem cię po raz pierwszy. Wyglądałaś wtedy tak pięknie, zupełnie jak... - zamilkł, wyciągając telefon z kieszeni. Na tapecie widniało zdjęcie jego pięcioletniej córki. - Zupełnie jak moja mała Lily. Jest do ciebie podobna, to wszystko chyba za sprawą tego imienia. Nie wiem, jak to się stało, ale ma twoje błękitne oczy i za każdym razem, kiedy na mnie patrzy, czuję, że i ty masz mnie na oku. Nigdy nie sądziłem, że jeszcze pokocham jakąś dziewczynę tak bardzo, jak pokochałem ciebie, a tu proszę. Moja mała Lily Atwood jest moim oczkiem w głowie.
       - Nie podlizuj się - powiedziała pięciolatka, wyłaniając się zza pleców taty znienacka. Lubiła pojawiać się znikąd, zupełnie jak jej matka. Liam wziął córkę na ręce, po czym rozejrzał się dookoła i uspokoił się, gdy w oddali zobaczył Victorię.
       - Taka mała, a taka wyszczekana. Po kim ty to masz, co? - zapytał Atwood, a dziewczynka zatrzepotała rzęsami wdzięcznie. - Dobra, nie odpowiadaj.
       - Kto to? - spytała, wskazując na fotografię swojej imienniczki.
       - Można powiedzieć, że taki twój anioł - rzekł Liam. - Poważnie. Ona zawsze będzie cię ochraniać, patrząc na ciebie z góry. Nie bez powodu nosisz jej imię.
       - Potwierdzam - powiedziała Victoria, po czym uśmiechnęła się. - Przepraszam, że tak bez zapowiedzi, ale mam pilną sprawę na mieście.
       - Ta pilna sprawa nazywa się Sebastian - dopowiedziała Lily, na co Atwood parsknął śmiechem.
       - Mamuśka, widzę, że się rozkręcasz! - zakrzyknął radośnie, po czym wypuścił córkę z rąk, a ta odbiegła na bok i zaczęła zrywać kwiatki. - Mam nadzieję, że to jakiś porządny facet.
       - Spokojnie, na gorszego od ciebie nie mogę już trafić - wyszczerzyła się, po czym usiadła obok bruneta, a ten objął ją ramieniem.
       - Pewna jesteś? Do czegoś się jednak przydałem. Spójrz tylko, jaką fajną córeczkę zmontowaliśmy.
       - To głównie moja zasługa - odparła Victoria bez emocji. - No co, może nie? Gdybym w pewnym momencie nie ubzdurała sobie, że cię kocham, do niczego by między nami nie doszło.
       - Czy ja wiem? Od początku ci mówiłem, że prędzej czy później ty i ja... - Przerwał, kiedy Victoria szturchnęła go w łokieć. Spojrzał na nią i uśmiechnął się, po czym jeszcze mocniej przysunął jej ciało do siebie, w duchu dziękując Bogu za to, że po tych wszystkich zawirowaniach, dzisiaj miał w niej najlepszą przyjaciółkę na świecie.

13 lipca 2018 r.

        - Uciekamy do domku - powiedziała Michelle i wzięła córkę na ręce, po czym spojrzała po raz kolejny na niebo, jeszcze przed chwilą błękitne jak ocean, a teraz granatowo-szare, co jakiś czas rozjaśniające się błyskawicą. 
       Cmoknęła z niezadowoleniem. Dzisiaj jej syn kończyłby trzynaście lat. Powinna być przy jego grobie, powinna pomodlić się za niego i opowiedzieć Faith, jaki jej braciszek był dzielny. Obejrzała się za siebie i zdecydowała, że zmieni kierunek swej wędrówki. Przy grobie Benjamina stał ciemnowłosy mężczyzna. Chelle podeszła bliżej i postawiła córkę na ziemi, prosząc ją, aby przez chwilę nie mówiła ojcu, że go widzą.
        - Wszystko się zmieniło - rzekł Dylan, który widocznie już od jakiegoś czasu prowadził monolog przy grobie swojego syna. - Liam nadal wyciska życie jak cytrynę i nie przejmuje się konsekwencjami, ale przynajmniej nie oszukuje już tych biednych dziewczyn, które mogłyby liczyć na coś więcej z jego strony. Teraz mówi im od razu, że jego serce jest zajęte. To jest takie dziwne... Nie wiem, czy ja potrafiłbym kochać tak, jak on, gdyby to twoja matka była tak daleko ode mnie. Z drugiej strony, ty przecież już tam jesteś, a ja nie mam wątpliwości co do tego, że jesteś w moim sercu i zawsze w nim będziesz. Pomagasz mi zrozumieć mojego przyjaciela. A moja siostra? Trochę jej zajęło pozbieranie się po tym, jak Liam dał jej kosza, ale teraz stoi już twardo na nogach, zakochana i szczęśliwa. Oboje są naprawdę doskonałymi rodzicami, a najlepiej weryfikuje to uśmiech małej Lily - mężczyzna zamilkł na chwilę, złapał kilka głębszych oddechów i dopiero wtedy kontynuował. - Wiesz co jeszcze się zmieniło? Ja. Pamiętam siebie sprzed kilkunastu lat. Napakowany koleś, któremu wydaje się, że ma życie w swojej garści. Kiedy poznałem twoją mamę, zrozumiałem, że to, czym żyłem przedtem, było jedynie złudzeniem. To ona uczyniła moje życie prawdą, piękniejszą od tej, którą mogłem sobie wyśnić. To niesamowite, że potrafimy z dnia na dzień odsunąć się od osoby, którą kochamy. Po twoim zaginięciu to ona odsuwała się ode mnie, ale przecież i ja nie byłem święty. Byłem zmęczony jej zachowaniem, zmęczony tym, że musiałem walczyć samotnie. Poddałem się i wiem, że nawaliłem. Mniej więcej w tamtym momencie na świecie pojawiła się twoja siostra i była dla nas jak błogosławieństwo, bo zapewne gdyby nie ona, dzisiaj nie bylibyśmy już z twoją matką małżeństwem. Nadal bym ją kochał do szaleństwa, ale nie umiałbym trwać u jej boku. Dzięki wam to wszystko stało się możliwe. Ty i twoja siostra naprawiliście naszą rodzinę, poskładaliście nas z powrotem w jedną całość. Codziennie żałuję, że nie mogę cię zobaczyć ani przytulić, ale wtedy przypominam sobie, że obejdę się bez tego, ponieważ mam cię jeszcze bliżej. Mam cię w sercu, Ben. Jestem z ciebie taki dumny. Zawsze będę cię kochał i nigdy nie przestanę czekać na nasze kolejne spotkanie.
       Mężczyzna wstał z miejsca, po raz ostatni zerkając na nagrobek syna, po czym odwrócił się i zamarł, widząc Michelle i Faith, przyglądających mu się. Oczy jego żony były zaszklone i choć deszcz rozpadał się na dobre, brunet mógłby przysiąc, że winne temu nie były krople, lecz jej łzy wzruszenia. Małżeństwo popatrzyło na siebie, próbując odnaleźć właściwe słowa, by przerwać ciszę, jednak gdy żadne z nich nie wpadło na nic specjalnego, podeszli do siebie i przytulili się tak, jakby było to ich ostatnie spotkanie. Swą silną dłonią Dylan wygładził mokre włosy dziewczyny, ta z kolei bez namysłu pocałowała go prosto w usta, czerpiąc z tego radość większą, niż kiedykolwiek przedtem. Oficjalnie odzyskała swego ukochanego. Znów jej ufał, wybaczył jej wszystko i teraz mogło być już tylko lepiej.
       - Mamo, a gdzie fragment o nadziei? - wtrąciła zniecierpliwiona Faith, wpatrzona w rodziców i domagająca się ich natychmiastowej odpowiedzi.
       - Ten fragment jest w trakcie tworzenia - odparła Michelle, a Dylan potwierdził jej słowa skinięciem głowy. - Oby trwało to jak najdłużej, bo jeśli nasza nadzieja nigdy nas nie opuści, już zawsze będziemy tacy szczęśliwi, jak dzisiaj.
       
Spacerując między kroplami deszczu,
Podróżując po wtórnych wstrząsach obok ciebie,
Od jednego zachodu słońca do drugiego,
Żyjąc jakby nie było nic do stracenia,
Goniąc za kopalniami złota,
Przekraczając niewielkie różnice, jakie poznaliśmy.
Trzymaj się i złap oddech,
Będę tutaj z każdym krokiem,
Spacerując między kroplami deszczu razem z tobą. *
***

Lifehouse & Natasha Bedingfield - Between The Raindrops *

3 komentarze:

  1. Hej Kochana:* już sobie wyobrażam Twoje zdziwienie jak wejdziesz tutaj i zobaczysz pod każdym rozdziałem mój komentarz. Od razu chciałam Cię przeprosić przede wszystkim za długość i za jakość tych komentarzy, ale pisałam takie specjalnie. Bardzo uważałam na dobierane przez siebie słowa, żeby później mieć o czym pisać właśnie tutaj pod epilogiem. Na początek to ja chciałam Tobie podziękować za kolejne, cudowne opowiadanie. Mimo, że sama w nie zwątpiłaś i za jednym razem dodałaś połowę rozdziałów, to ja zawsze obstawałam przy swoim i do końca wierzyłam w tą historię. Bo naprawdę się do niej przywiązałam i kiedy napisałaś mi, że masz względem niej wątpliwości, to uwierz mi, że przestraszyłam się, że po prostu ją usuniesz. Dobrze, że stało się inaczej. Tym bardziej dobrze, że tak postąpiłaś, bo gdybym to ja była na Twoim miejscu uznałabym, że gdybym nie dodała całości opowiadania myślałabym, że zwyczajnie zmarnowałam tyle czasu, a jak sama zauważyłaś są też inne osoby, które na pewno w jakiś sposób pokochały tą historię. Faktycznie, było nas niewielu, ale uważam, że zostały te najlepsze, te, które naprawdę potrafiły docenić Twój talent, który rozwija się jeszcze bardziej z każdym kolejnym rozdziałem. Tak więc będę skromna i powiem, że nie masz mi za co dziękować, bo to zawsze ja będę dziękować Tobie, za możliwość bycia tutaj :) uwierz mi, że kiedy pierwszy raz natknęłam się na Twoje opowiadanie i postanowiłam zostać dłużej, to mogę śmiało powiedzieć, że absolutnie nie żałuje tej decyzji :) uważam, że lepiej postąpić po prostu nie mogłam :)
    Jestem pod ogromnym wrażeniem przede wszystkim samej tematyki opowiadania jak i bohaterów, których stworzyłaś. Pisanie o stracie dziecka to wcale nie jest taki przyjemny temat. Uważam, że wiele rzeczy trzeba wiedzieć o takim nieszczęściu, mieć chociażby niewielkie pojęcie o tym, co ci ludzie w danej chwili przeżywają. I odnalazłaś się w tym, ale to i tak mnie nie dziwi, bo wszystko, co jest napisane przez Ciebie jest dla mnie idealne, kupuję to bez żadnego zastanowienia. Jeśli chodzi o postaci, to powiem Ci, że wzbudzały we mnie różne emocje. Jeśli chodzi o Michelle to wielokrotnie mówiłam jak bardzo irytuje mnie jej zachowanie, egoizm, który miała dosłownie wypisany na twarzy. Cierpiała niewątpliwie po stracie synka, ale obarczanie tą winą i swoim cierpieniem wszystkich dookoła było strasznie męczące i przede wszystkim niesprawiedliwe, że widziała winę u wszystkich tylko nie u siebie. A prawda jest taka, że nikt nie zawinił. Ani ona, ani Dylan, ani nawet Florence, która też mocno ucierpiała na tym zdarzeniu. Później coś się zmieniło w Michelle. Rozłąka z mężem niewątpliwie dała jej do myślenia. Pod wpływem samotności zdecydowała się urodzić drugie dziecko i niewątpliwie mała Faith sprawiła, że jej rodzice znów są razem szczęśliwi i zakochani tak jak kiedyś. Mam nadzieję, że teraz już nic nie zmąci ich szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dylan od początku był dla mnie niezwykle silnym facetem. Do pewnego momentu wydawał mi się niezłomny, taki, którego nic nie jest w stanie poruszy, ale jednak w pewnym momencie o on załamał ręce i stracił cierpliwość. Nigdy nie przestał kochać Michelle, ale każdy ma swoje granice wytrzymałości. Postanowił sam wziąć sprawy w swoje ręce i sam rozprawił się z mordercą swojego synka. Uważam, że gdyby nie Dylan, to Calvin w dalszym ciągu byłby na wolności i kto wie czy nie skrzywdziłby kolejnego dziecka. Ja do teraz jestem zdruzgotana śmiercią Bena. Myślałam, że chłopiec szczęśliwie się odnajdzie cały i zdrowy. Zarówno przy ostatnim rozdziale jak i tutaj czytając miałam łzy w oczach. W głowie mi się to nie mieści jak można tak skrzywdzić małe dziecko. To trzeba naprawdę nie mieć serca. Victoria była jedną z moich ulubionych postaci. Zawsze piękna, z poukładanym życiem. Do głowy by mi nie przyszło, że straci głowę dla kogoś takiego jak Liam. Dla lekkoducha i egoisty, który nawet sobą nie potrafi się zająć, a co dopiero drugim człowiekiem. Ja od początku wiedziałam, że Victoria nie sprawi, że Liam się zmieni. Nawet malutka Lily nie sprawiła, że jej rodzice są razem. Ciesze się, że Victoria wybrała inną drogę, że poznała innego mężczyznę, który w końcu ją pokocha i stworzą szczęśliwy związek, a w późniejszym czasie może nawet szczęśliwą rodzinę? O Liamie powiedziałam już wystarczająco dużo, dlatego pozwolisz, że przejdę do kolejnych postaci :)
    Florence to druga z moich ulubionych postaci. Co prawda jej tajemnice z przeszłości wielokrotnie mnie przerażały przynosząc na myśl różne wizje. Ta dziewczyna od początku miała pod górkę, przez nieszczęśliwy wypadek pozbawiła rodziców ukochanego synka, ale jak już to zostało wyjaśnione, nie była to jej wina i ciesze się, że dotarło to nawet do Michelle, która zdecydowała się wyciągnąć rękę na zgodę. Ucieszyła mnie wiadomość o ciąży Florence i jej ślubie z Marshallem. Po tych wszystkich zawirowaniach należy jej się szczęście u boku ukochanego mężczyzny i ich dziecka. Przeszłość nie da o sobie zapomnieć, ale czy jest sens do niej wracać mając takie szczęście u boku? Teraz liczy się już tylko teraźniejszość i przyszłość :)
    Cudownie to wszystko opisałaś. Monolog Dylana sprawił, że jeszcze bardziej się rozpłakałam. Ale dosyć już tych łez jak na jeden dzień. Historia Owned Me dobiegła końca, ale zawsze mogę tu wrócić tak jak wracam na wszystkie Twoje poprzednie historie :) rozumiem, że od teraz spotykamy się na Mine Again? Tam też mam zaległy rozdział, ale myślę, że jeszcze dzisiaj uda mi się zostawić tam komentarz :)
    Pozdrawiam i całuję już po raz ostatni tutaj :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, niespodzianka naprawdę cudowna. Nie spodziewałam się czegoś takiego, tym bardziej, że wcześniej nie skomentowałaś w żaden sposób niespodzianki ode mnie. Zastanawiałam się, czemu, a tu proszę. Trzeba Ci naprawdę podziękować za to, że walczyłaś. Przyznam Ci szczerze, że ze wszystkich osób to Tobie było mi najtrudniej powiedzieć, że Owned Me może nie dotrwać do epilogu. Nie chciałam Cię rozczarować i teraz jestem szczęśliwa, że tak się nie stało. Ostatecznie jestem naprawdę DUMNA z tej historii i właśnie dlatego jestem Ci mega wdzięczna - bo uratowałaś to opowiadanie i to nie jest żart! Dziękuję za wszystkie komentarze i za to, że byłaś tu od początku do końca. Doceniam to. Naprawdę nawet nie wiesz, jak dużo to dla mnie znaczy. Nie wyobrażam sobie kurczę życia i pisania bez Twojej obecności, o! Jeśli kiedykolwiek strzeli Ci do głowy, aby się z tego pisarskiego mini światka wypisać, najpierw mnie uprzedź - wtedy ja Cię od tego pomysłu odwiodę, tak jak Ty zrobiłaś to ze mną w kwestii Owned Me. A na poważnie, DZIĘKUJĘ! :* <3
      Wiesz, zauważyłam, że moje główne bohaterki przeważnie były irytujące. Taka moja zmora. Nie wiem, czy z Paige będzie inaczej, czas pokaże :)
      Odpowiadając na Twoje pytanie, owszem, od teraz spotykamy się na Mine Again. Obecnie piszę rozdział 30, czyli już ostatni, a potem tylko epilog i koniec (uwierzyłabyś?! :D). Mam nadzieję, że z epilogu na Mine będziesz równie zadowolona, co z tego tutaj.
      Po raz ostatni tutaj dziękuję za każde słowo i do napisania :* Mam przeczucie że zapomniałam o czymś wspomnieć, ale najwyżej dopiszę później ;)

      Usuń